|

"Jeżeli politycy mogliby wchodzić do przedszkoli, to by to robili"

Europosłowie Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński na uczelni w Białymstoku podczas spotkania "Zmień nasze zdanie"
Europosłowie Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński na uczelni w Białymstoku podczas spotkania "Zmień nasze zdanie"
Źródło: Laura Maksimowicz/TVN24
Czy uczelnia może być naprawdę apolityczna? To pytanie wraca dziś z nową siłą. Środowisko akademickie podzieliło się w ocenie serii spotkań polityków Prawa i Sprawiedliwości ze studentami. - Pytanie jest jednak nie o samą ich obecność, ale o cel: czy chodzi o przekazanie wiedzy, podzielenie się zawodową praktyką, czy chodzi o "łowienie wyborców"? - mówi TVN24+ specjalistka od marketingu politycznego.Artykuł dostępny w subskrypcji

Trudno było ich nie zauważyć. Ulotki przy wejściu, banery przed wydziałem i w środku. Obok logotypów Uniwersytetu w Białymstoku (UwB) hasło: "Zmień nasze zdanie".

O co chodzi?

Wtorek, 3 marca, punkt czternasta - pora największego ruchu na uczelni. Do auli wchodzą europosłowie Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński.

Tematem spotkania ma być przyszłość Polski w Unii Europejskiej. Formuła - jak słyszymy - inspirowana amerykańskimi debatami. Na start padają mocne tezy - m.in. o rychłym upadku UE czy siłowym wpychaniu Polski w ramiona Brukseli.

Studenci dostają przestrzeń do polemiki. Mogą pytać, podważać argumenty, próbować przekonać polityków do zmiany stanowiska.

W końcu dyskusję wypiera partyjny przekaz. Przez niemal trzy godziny dominują narracje o prześladowaniu polityków PiS, krytyka programu SAFE, a także porównania działań czołowych polityków Platformy Obywatelskiej do metod stosowanych przez Władimira Putina.

Wszystko w murach uniwersytetu.

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jakie są granice neutralności politycznej uczelni wyższych?
  • Dlaczego spotkania z politykami budzą kontrowersje w środowisku akademickim?
  • Jak uczelnie decydują o udostępnianiu przestrzeni na wydarzenia polityczne?
  • Jak eksperci oceniają rosnącą rolę marketingu politycznego na uczelniach?

Zależy, kto zaprasza

Akademicka publiczność dopisała symbolicznie - na spotkanie przyszło około 10 studentów.

Reszta to emeryci, lokalni działacze partyjni i licealiści z młodzieżówki PiS.

To nie przypadek.

Koło Naukowe Stosunków Międzynarodowych odmówiło udziału w wydarzeniu w zaproponowanej formule. Studenci chcieli debaty - z udziałem polityków różnych opcji.

Ich brak zainteresowania nie był przeszkodą dla władz uczelni.

Czytaj także: