Sąd Okręgowy w Białymstoku ogłosił w piątek wyrok w procesie apelacyjnym byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza, w pierwszej instancji nieprawomocnie uniewinnionego od zarzutu potrącenia rowerzystki na przejściu dla pieszych.
Apelację złożyła prokuratura. Wyrok pierwszej instancji zaskarżyła w całości, czyli również w zakresie umorzenia przez sąd wątku ucieczki z miejsca wypadku. Chciała uchylenia tego orzeczenia i zwrotu sprawy do rozpoznania w pierwszej instancji.
Sąd uchylił uniewinnienie, ale też warunkowo umorzył sprawę na roczny okres próby. Orzekł też tysiąc złotych nawiązki na rzecz poszkodowanej. Wyrok jest już prawomocny.
Sąd uzasadnił warunkowe umorzenie
Sąd odwoławczy przyjął, że polityk jechał z prędkością 30 km/h, a - w ocenie powołanych w sprawie biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie - gdyby w tej sytuacji nie spóźnił się z reakcją i hamował ekstremalnie, to miałby 97 proc. szans na uniknięcie kolizji.
- Kierowca miał wszelkie szanse, by zauważyć rowerzystkę i reagować niezwłocznie, a powodem spóźnienia mogła być dekoncentracja - mówiła sędzia Ewa Dakowicz, cytując uzupełniającą opinię biegłych. Dlatego sąd przyjął, że polityk naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym i spowodował wypadek, ponieważ nie zachował szczególnej ostrożności wymaganej od kierowcy przy dojeżdżaniu do przejścia dla pieszych.
Sąd okręgowy uznał, że sam może wydać tzw. wyrok reformatoryjny, bo miał wszelkie dane by ocenić pełny materiał dowodowy i nie musi - po uchyleniu uniewinnienia - przekazywać sprawy do ponownego rozpoznania w pierwszej instancji.
Uznał, że o ile można oskarżonemu przypisać sprawstwo wypadku, to nie doszło jednocześnie do przestępstwa polegającego na ucieczce z tego miejsca.
Jak uzasadniała sędzia Dakowicz, możliwe było warunkowe umorzenie postępowania, bo stopień społecznej szkodliwości czynu i stopień winy nie są znaczne.
Jak mówiła, rozmiar szkody nie był bardzo duży; co prawda rowerzystka doznała obrażeń, ale nie były one nieodwracalne i nie powodowały cierpienia przez dłuższy czas. Odwoływała się przy tym do takich okoliczności, jak przyczynienie się samej rowerzystki do wypadku. Dodała, że kierowca nie jechał szybko, był też w trudnej sytuacji emocjonalnej, bo dowiedział się o swojej poważnej chorobie, po potrąceniu zawiózł poszkodowaną do domu, przepraszał ją.
- Czynniki te przekonują, że przypuszczenie, iż pomimo umorzenia postępowania oskarżony będzie przestrzegał porządku prawnego, w szczególności nie popełni przestępstwa, jest w pełni uzasadnione - mówiła sędzia Dakowicz.
Wypadek na oznakowanym przejściu dla pieszych
Proces dotyczył wypadku, do którego doszło 4 maja 2019 roku, na oznakowanym przejściu dla pieszych w Hajnówce (Podlaskie). Z aktu oskarżenia wynikało, że potrącona przez europosła poprzedniej kadencji, a w przeszłości m.in. premiera Włodzimierza Cimoszewicza (zgadza się na podawanie danych i prezentowanie wizerunku) 70-letnia rowerzystka miała złamaną kość podudzia, otarcia twarzy i dłoni.
Prokuratura zarzuciła oskarżonemu, że nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym, nieuważnie obserwował drogę i nie zachował szczególnej ostrożności, a zbliżając się do przejścia, zbyt późno zaczął hamować i doprowadził do wypadku. Zarzucała mu też, że uciekł z miejsca zdarzenia.
Polityk nie przyznał się do spowodowania wypadku. Przed sądem pierwszej instancji zapewniał, że jechał z dozwoloną prędkością, a rowerzystka wjechała na przejście; tłumaczył też, że nie uciekł, ale razem ze znajomymi odwiózł poszkodowaną - na jej prośbę - do domu, a stamtąd ostatecznie zdecydowała się ona pojechać do szpitala.
Pierwszy wyrok
Sąd Rejonowy w Hajnówce uznał, że brak było dowodów potwierdzających winę oskarżonego co do spowodowania wypadku, a wątpliwości nie udało się rozwiać. Ocenił, że zachowanie uznane przez prokuraturę za ucieczkę z miejsca wypadku stanowiło wykroczenie; w tym zakresie postępowanie umorzył z powodu przedawnienia karalności.
Proces odwoławczy
Proces odwoławczy rozpoczął się w sierpniu ubiegłego roku. Sąd przez kilka miesięcy oczekiwał jednak na zleconą, uzupełniającą opinię biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie.
W ubiegłym tygodniu przewód sądowy został zamknięty, a strony wygłosiły mowy końcowe.
W ocenie prokuratury, uzupełniająca opinia biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie potwierdzała, że gdyby oskarżony zachował należytą ostrożność na drodze, nie doszłoby do potrącenia, a bliskie zeru jest prawdopodobieństwo wariantu, że nawet gdyby taką ostrożność zachował, nie uniknąłby tego wypadku.
- Uważam, że oskarżony miał niemal stuprocentową szansę na uniknięcie potrącenia, gdyby zachował się zgodnie z zasadami bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a więc gdyby hamował bez opóźnienia przy prędkości 30-40 km/h i z odpowiednim wyprzedzeniem - mówił wówczas prokurator Andrzej Stelmaszuk z Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.
Innego zdania była brona, która stała na stanowisku, że biegli - z braku dowodów - musieli w swojej pracy opierać się na dużej liczbie założeń, wariantów i możliwego prawdopodobieństwa. Mecenas Tadeusz Wolfowicz mówił, że kolejna dodatkowa opinia biegłych nie zmieniła wcześniejszych ustaleń i nie poszerzyła wiedzy o okolicznościach wypadku.
W jego ocenie, poza ustaleniem, że poszkodowana kobieta przejeżdżała rowerem przez przejście, nie ma żadnych innych pewnych danych dotyczących tego wypadku, które zrekonstruowali biegli.
- Sąd rejonowy trafnie uznał opracowanie Instytutu Ekspertyz Sądowych jako estymację, czyli szacowanie danych niepewnych i przewidywanie danych nieznanych, to jest pracę bazującą na niekompletnych, niestabilnych i nieprzekonywujących wartościach - dodał mecenas Wolfowicz, wnioskując o oddalenie apelacji prokuratury.
Źródło: PAP/tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Artur Reszko/PAP