Protest pracowników Dino. "Wyciskanie do sucha za biedną pensję"

Protest pracowników Dino
Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy o proteście pracowników Dino
Źródło zdj. gł.: Lilia Wołłowicz
Pracownicy Dino rozpoczynają trzydniowy protest w Krotoszynie. Domagają się wyższych pensji, lepszych warunków pracy i ostrzegają, że jeśli rozmowy z zarządem nie przyniosą efektu, możliwy jest strajk generalny.

OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu rozpoczęła dziś w południe trzydniowy protest pracowników Dino przed centralą spółki w Krotoszynie. Na dzisiaj zaplanowano rozmowy w ramach drugiego sporu zbiorowego. W proteście biorą też udział przedstawiciele partii Razem.

"Jesteśmy w Krotoszynie, bo nie zgadzamy się na łamanie prawa pracy ani przez zagraniczne, ani przez polskie korporacje. Sytuacja w Dino pokazuje, że wielkie firmy czują się bezkarne. I nic dziwnego, skoro Państwowa Inspekcja Pracy nie ma realnych narzędzi do przeciwdziałania nadużyciom" - komentowała Aneta Troć, członkini Zarządu Okręgu Wielkopolskiego partii Razem.

Postulaty pracowników

Związkowcy domagają się:

  • zaprzestania wykorzystywania monitoringu do dyscyplinowania pracowników i zwiększania norm wydajności,
  • przestrzegania obowiązujących przepisów prawa,
  • wdrożenia rozwiązań technicznych i organizacyjnych, które zapobiegną sytuacjom, w których pracownicy są zmuszeni do pracy w skrajnie niskich temperaturach.
Protest pracowników Dino
Protest pracowników Dino
Źródło zdjęcia: Lilia Wołłowicz

OPZZ Konfederacji Pracy w Handlu przekazała, że "aktualnie w sklepach Dino prowadzone są kontrole. Stwierdzono już ponad 1300 naruszeń, a sprawa pozostaje rozwojowa".

"Nie ma i nigdy nie będzie zgody na łamanie prawa i wyciskanie pracowników do sucha za biedną pensję!" - przekazali związkowcy w serwisie Facebook.

Protestujący weszli do budynku zarządu

Na strajk przed główną siedzibą sieci Dino w Krotoszynie udała się reporterka TVN24 Agnieszka Wujek. Według jej relacji na miejscu obecni byli przedstawiciele partii Razem i czerwoni.org. W sumie ok. 20-30 osób. Protestujący w ramach protestu wychodzili też na drogę - co godzinę na 15 minut blokowali przejście dla pieszych, przepuszczając autobusy komunikacji miejskiej i służby ratunkowe.

Po godzinie protestu pod siedzibą związkowcy weszli do biurowca, w którym mieści się siedziba Dino, chcąc rozmawiać z zarządem, jednakże nikt z zarządzających do nich nie wyszedł. Osoba, która zeszła do protestujących stwierdziła, że spotkanie nie było umówione, a na pytania związkowców odpowiedź została udzielona na piśmie w piątek. W odpowiedzi pracownicy przekazali przedstawicielce firmy 1300 gramów buraków symbolizujących 1300 stwierdzonych przez PIP naruszeń prawa pracy.

Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy, zapowiedział przesłanie jednostronnie podpisanego protokołu do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, ponieważ nie doszło do rozmowy z zarządem. Ministerstwo powinno wyznaczyć negocjatora w sporze zbiorowym.

Stanowisko partii Razem

"Przypadek Dino nie jest odosobniony. Partia Razem od dawna postuluje zwiększenie kar dla firm łamiących prawo pracy oraz wskazuje na konieczność rozszerzenia zdolności PIP do prowadzenia kontroli" - czytamy w przesłanym redakcji tvn24.pl stanowisku partii.

"Pracownicy Dino zasługują na godne warunki pracy. Od lat budują siłę sieci, powinni w końcu zostać przez nią uczciwie wynagradzani. Niestety, mimo szumnie świętowanych zmian w PIP, nadal nie została ona wzmocniona wystarczająco by skutecznie zabezpieczać pracowników. Walka wciąż spoczywa głównie na barkach odważnych osób zaangażowanych w działalność związkową. My, partia Razem, wspieraliśmy strajkujących pod Kauflandem wspieramy protestujących pod Dino i będziemy wspierać wszędzie tam, gdzie będzie trzeba" - dodała Marta Stożek, posłanka partii Razem.

Groźba strajku generalnego. "Nie pojawił się nikt z zarządu"

Związkowcy podkreślili, że odbył się już strajk ostrzegawczy, a w przypadku braku porozumienia przeprowadzą strajk generalny, który może odbyć się jeszcze przed wakacjami.

"Jesteśmy już po strajku ostrzegawczym, po którym Dino częściowo ustąpiło i przyznało pracownikom podwyżkę w wysokości 300 zł" - zaznaczyli związkowcy. Jednak podkreślili, że ich postulaty z pierwszego sporu obejmowały: zwiększenie zatrudnienia, podwyżki wynagrodzeń o 900 zł, utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, który jest obowiązkowy w firmach zatrudniających ponad 50 pracowników.

Zaznaczyli także, że "w trakcie pierwszej tury mediacji nie pojawił się nikt z zarządu". Wyjaśnili, że "zamiast osób decyzyjnych wysłano prawników, którzy nie byli przygotowani merytorycznie do negocjacji".

Dino to ogólnopolska sieć sklepów spożywczych. Od 2010 roku liczba jej placówek wzrosła ze 111 do 3094 na koniec marca. Tylko w tym roku, od stycznia do marca, Dino Polska otworzyło 62 nowe sklepy.

Redakcja biznesowa tvn24.pl skierowała do Dino prośbę o komentarz, jednak do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Źródło: tvn24.pl
Zobacz także: