19 stycznia 2026 roku do 94-latki z Ostrołęki zadzwoniła kobieta podająca się za jej synową. Poinformowała, że jej mąż potrącił na przejściu dla pieszych kobietę w ciąży. Przekazała, że w wyniku wypadku nic się nie stało, ale mężczyzna potrzebuje dużej kwoty na "kaucję". Poprosiła rozmówczynię o przekazanie takiej kwoty, jaką ta jest w stanie maksymalnie zebrać. Podała też, że drugi syn kobiety, wpłacił swoją część pieniędzy.
Po pieniądze miał przyjechać "dobrze znany, zaufany adwokat". Polecono kobiecie, by wypatrywała go przez okno. 94-latka uwierzyła w usłyszaną przez telefon historię i przekazała 30 tysięcy złotych nieznanemu, zamaskowanemu, mężczyźnie. Dopiero po jego wyjściu zadzwoniła do swojej prawdziwej synowej, informując, że przekazała pieniądze. Ta skontaktowała się z drugim synem, by zweryfikować to, co usłyszała. Mężczyzna uświadomił matce, że została oszukana.
Trzy próby oszustwa
"W kolejnych dniach, 20, 21 i 22 stycznia, do prób podobnych oszustw doszło na terenie Białegostoku i Ełku. Do trzech kobiet dzwoniły nieustalone osoby, podając się za funkcjonariuszy policji lub członków rodziny i informowały, że ich synowie lub wnukowie brali udział w wypadku drogowym, w którym uczestnicy odnieśli poważne obrażenia. Przekazywały, że w celu zapobieżenia aresztowaniu członków ich rodzin, konieczne jest wpłacenie dużych sum pieniędzy, tytułem poręczenia majątkowego. W sytuacji, gdy kobiety wskazywały, że nie dysponują dużymi kwotami, były pytane, ile mają gotówki lub na przykład biżuterii, które mogą przekazać. Po odbiór miał się stawić zaufany adwokat" - informuje w komunikacie prokurator Elżbieta Edyta Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce.
Śledczy ustalili, że to oskarżony Kamil C. przyjechał do Ostrołęki, gdzie odebrał pieniądze od Weroniki R. Następnie wrócił do Nowego Dworu Mazowieckiego, gdzie mieszka. W kolejnych dniach jeździł po pieniądze od dwóch osób w Białymstoku i od jednej w Ełku. Tam oszuści usiłowali wyłudzić kolejne 420 tysięcy złotych.
"Ze względu na postawę pokrzywdzonych, w tym reakcję sąsiadów jednej z kobiet, do przekazania pieniędzy i biżuterii ostatecznie tam nie doszło" - dodaje prokurator Łukasiewicz.
Kamil C. został zatrzymany i cały czas jest tymczasowo aresztowany. Usłyszał zarzuty oszustwa i trzech prób oszustwa. Grozi mu kara do ośmiu lat pozbawienia wolności oraz obowiązek naprawienia szkody.
Policji nie udało się dotąd ustalić, dla kogo pracował i komu przekazał gotówkę.
Policja przypomina, pamiętaj:
- Żaden policjant ani funkcjonariusz innych służb nigdy nie żąda pieniędzy.
- W przypadku takiego żądania mamy do czynienia z oszustwem.
- Nigdy nie przekazujmy obcym osobom gotówki ani danych do kont bankowych.
- Nie instalujmy na urządzeniach żadnych podejrzanych programów czy aplikacji.
Porozmawiajcie ze swoimi rodzicami i dziadkami. Przekażcie im, jak wygląda mechanizm działania oszustów i co zrobić, gdy zadzwoni fałszywy wnuczek, czy fałszywy policjant. Tylko wspólnie możemy uchronić seniorów przed utratą dorobku całego życia.apelują policjanci