W niedzielnym referendum Aleksander Miszalski (KO) został odwołany z urzędu prezydenta Krakowa. Za jego odwołaniem zagłosowało 171 581 mieszkańców. Rada Miasta Krakowa nie została odwołana z powodu braku wystarczającej frekwencji. Większość w Radzie ma KO wraz z Nową Lewicą, zaś kluby opozycyjne to PiS i Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały.
Wynik referendum oznacza przedterminowe wybory, które odbędą się w ciągu 90 dni.
Tomczyk: trzeba wyciągnąć wnioski
Wiceszef MON Cezary Tomczyk (KO) pytany w "Faktach po Faktach", czy wynik referendum to żółta albo czerwona kartka dla Koalicji Obywatelskiej, odparł: - Czerwona kartka w Krakowie dla Olka Miszalskiego, żółta kartka dla Rady Miasta, która nie została odwołana.
Dodał, że traktowałby tę sprawę lokalnie. - Sprawa dotyczy Krakowa i prezydenta Miszalskiego, ale trzeba wyciągnąć z tego wnioski ogólnokrajowe - mówił Tomczyk.
Na uwagę, że Miszalski jest też przewodniczącym Koalicji Obywatelskiej w Małopolsce, powtórzył, że "najważniejsze jest wyciągnąć wnioski z tego, co się stało". - Mieszkańcy Krakowa wybrali Olka Miszalskiego na prezydenta Krakowa i mieszkańcy go z tego stanowiska odwołali - dodał.
- Proszę nam pozwolić też wyciągnąć wnioski. W oczywisty sposób to jest ważny element na tej mapie kraju. Jest to bardzo ważny samorząd, pewnie po Warszawie najważniejszy - kontynuował.
Będzie wspólny kandydat koalicji?
- Jest siedem dni na to, żeby premier wyznaczył komisarza. Potem będzie czas na kampanię wyborczą. Koalicja Obywatelska w oczywisty sposób będzie miała swojego kandydata i jestem przekonany, że ta sprawa zakończy się dobrze, bo musimy dzisiaj przedstawić ofertę dla wszystkich mieszkańców Krakowa - mówił Tomczyk.
Dopytywany, czy będzie wspólny kandydat całej koalicji rządzącej, czy też będzie kilku kandydatów, odparł, że "to się dzisiaj waży". - O tym będzie decydował premier Donald Tusk wraz z szefami koalicji - dodał.
Tomczyk o żołnierzach USA w Polsce
Wiceszef MON odniósł się też do decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o wysłaniu do Polski dodatkowych pięciu tysięcy żołnierzy. Liczebność amerykańskich żołnierzy w Polsce to około 10 tysięcy, z czego zdecydowana większość funkcjonuje w formule rotacyjnej.
Tomczyk zapowiedział, że "będzie więcej żołnierzy, niż jest teraz". - Natomiast szczegóły ustalimy w ciągu najbliższych czterech tygodni, dlatego że tak się umówiliśmy - zaznaczył.
- To znaczy nasza umowa w Białym Domu, o której jeszcze nie mogłem wtedy mówić publicznie na konferencji prasowej, była taka, że bezpośrednio po rozmowie w Białym Domu generał [Alexus] Grynkewich i generał [Christopher] Donahue, czyli głównodowodzący armią amerykańską w Europie i dowódca wojsk lądowych w Europie, nawiąże kontakt z Ministerstwem Obrony Narodowej i z generałem [Wiesławem] Kukułą [szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego - red.], żeby zacząć już szczegółowe planowanie obecności amerykańskiej w Polsce, ale też współuczestniczyć w planowaniu amerykańskim w Europie - mówił.
Podkreślił, że są dwa procesy, które się na siebie nakładają. - Amerykanie zaproponowali coś, co się nazywa NATO 3.0. Dla Europy nie jest to dobry sygnał. To znaczy Amerykanie będą wycofywali się z Europy i chcą, żeby Europa przejmowała coraz więcej odpowiedzialności. Tylko że Polska już to robi - mówił. - I na to się nakłada drugi proces, bo my w Polsce będziemy mieli więcej zdolności i więcej żołnierzy amerykańskich, ale będzie ich ubywało per saldo w całej Europie - kontynuował.
Tomczyk dodał, iż "musimy zrobić wszystko, żeby przekonać Amerykanów, że ich obecność w Europie, we wszystkich tych krajach, w których są, ma też fundamentalne znaczenie, bo to jest siła odstraszania, konkretnych zdolności i sygnału wysłanego do Rosji, że tu nie ma żartów, że tu są poważne kraje zaangażowane w cały proces stabilizacji Europy".
Tomczyk: mamy wstępną zgodę, żeby produkować rakiety do systemów Patriot
Wiceszef MON mówił też, że "Polska na swoim terenie w związku z tym, że zainwestowaliśmy w F-35, Apache, Himarsy, Patrioty, będzie budowała całe zaplecze serwisowe do tego sprzętu".
- Chcemy, żeby to zaplecze też było zapleczem dla armii amerykańskiej, na czym skorzysta i polski przemysł, i Amerykanie. Pierwsze takie porozumienie podpisaliśmy dosłownie kilkadziesiąt godzin temu i dotyczy czołgów Abrams, bo nasze centrum serwisowe w Poznaniu i Dęblinie będzie też centrum serwisowym dla całej armii amerykańskiej w Europie - dodał.
Tomczyk przekazał, że "Amerykanie na początku byli sceptyczni względem tego, żeby Polacy mogli produkować rakiety PAC-3 do Patriotów". - Po naszej wizycie [w USA - red.] myślę, że wszystko jest otwarte i dostaliśmy wstępną zgodę ze strony Departamentu Stanu, żeby produkować rakiety do systemów Patriot. Byłyby produkowane w polskim przemyśle obronnym. To jest kwestia już konsorcjum, mamy takie zdolności na terenie Polski - opisywał.
- Druga sprawa to są głębokie uderzenia do Himarsów, to są rakiety Hellfire, to jest cały zestaw środków bojowych, który może być produkowany w Polsce i będą na tym zarabiali i Polacy, i Amerykanie, bo ta produkcja może być wspólna - dodał. - Amerykanie byli bardzo zainteresowani takim rozwiązaniem - powiedział.