Wirus na wycieczkowcu. Potwierdzona rzadka droga infekcji

hantavirus
Nie żyje trzech pasażerów statku wycieczkowego. Potwierdzono jeden przypadek hantawirusa
Źródło: MarineTraffic
Przyczyną zakażeń na holenderskim wycieczkowcu jest hantawirus gatunku Andes, jedyny z tej rodziny, który może przenosić się z człowieka na człowieka. Informację potwierdziły placówki medyczne w RPA i Genewie, a przekazała Światowa Organizacja Zdrowia (WHO).

Na wycieczkowcu MV Hondius, na którym doszło do zakażeń hantawirusem, wykryto gatunek Andes tego patogenu - podali w środę przedstawiciele WHO. Według ekspertów to jedyny gatunek hantawirusa, który może przenosić się z człowieka na człowieka. Jak dotąd trzy osoby zmarły, a kilka zostało ewakuowanych z pokładu statku z podejrzeniem zakażenia. To, że na statku doszło do zakażeń hantawirusem gatunku Andes, potwierdziły Narodowy Instytut Chorób Zakaźnych w Johannesburgu w RPA i szpitale Uniwersytetu Genewskiego - przekazała w środę Światowa Organizacja Zdrowia na platformie X.

- Nie mamy informacji o żadnych zmianach, które uczyniłyby wykryty na statku gatunek bardziej zakaźnym - powiedziała agencji Reuters Maria Van Kerkhove, dyrektorka WHO ds. zarządzania epidemiami i pandemiami.

Zmarli pasażerowie to holenderskie małżeństwo, które wcześniej podróżowało po Argentynie, oraz osoba z niemieckim obywatelstwem.

Na statku nie było gryzoni

Do tej pory potwierdzono zakażenie patogenem u trzech osób: zmarłej Holenderki, Brytyjki leczonej w Johannesburgu i mężczyzny, który pod koniec kwietnia wrócił do Szwajcarii, po wcześniejszym rejsie Hondiusem i jest obecnie leczony w szpitalu w Zurichu. Badania pozostałych objawowych pasażerów trwają. Jak poinformowało holenderskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, w środę trzy osoby z podejrzeniem zakażenia hantawirusem - obywatele Holandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec - zostały ewakuowane ze statku u wybrzeży Wysp Zielonego Przylądka.

Światowa Organizacja Zdrowia informowała, że do zakażenia hantawirusem dochodzi na skutek kontaktu człowieka z odchodami, moczem lub śliną gryzoni. Jednocześnie przypomniała, że przy poprzednich ogniskach gatunku hantawirusa Andes, który występuje w Ameryce Południowej, raportowano ograniczoną transmisję patogenu z człowieka na człowieka. Ponieważ na pokładzie statku nie stwierdzono gryzoni, zaczęto podejrzewać właśnie tę drogę infekcji.

"To się zdarza ekstremalnie rzadko"

- To, że hantawirus Andes przenosi się z człowieka na człowieka, wiemy od kilkunastu lat, natomiast zakażenie tym konkretnym wirusem zdarza się ekstremalnie rzadko - skomentował prof. Tomasz Dzieciątkowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. WHO już wcześniej informowała, że zagrożenie ze strony hantawirusa dla szerszych kręgów ludności pozostaje niewielkie. - Hantawirus Andes należy do grupy występującej przede wszystkim w Ameryce Południowej - wyjaśnił polski ekspert.

Hantawirusy są niebezpieczne dla zdrowia i życia ludzi; przenoszą się zazwyczaj przez kontakt z odchodami, moczem lub śliną gryzoni. Mogą wywoływać głównie dwie poważne choroby: gorączkę krwotoczną z zespołem nerkowym, w skrócie HFRS, albo hantawirusowy zespół płucny.

- HFRS mogą powodować różne serotypy hantawirusa, występujące głównie w Azji i Europie. Ich czas wylęgania, czyli okres od zakażenia do wystąpienia objawów, trwa średnio dwa tygodnie, ale waha się od około siedmiu do nawet 35 dni - wyjaśniał we wtorek w rozmowie z tvn24.pl dr n. med. Mateusz Babicki, specjalista medycyny rodzinnej i lekarz medycyny podróży.

Śmiertelność w przypadku gorączki krwotocznej z zespołem nerkowym wywołanym przez hantawirusy zależy od serotypu wirusa. Może być mniejsza niż jeden procent albo oscylować w granicy od pięciu do 15 procent.

Hantawirusowy zespół płucny występuje głównie w obu Amerykach. Zgodnie z komunikatem Światowej Organizacji Zdrowia prawdopodobnie to ta choroba doprowadziła do zgonu trzech pasażerów wycieczkowca. W przypadku hantawirusowego zespołu płucnego okres wylęgania wirusa wynosi od tygodnia do sześciu tygodni. - Początkowo objawy są bardzo podobne jak przy gorączce krwotocznej z zespołem nerkowym, ale wraz z upływem czasu pojawiają się objawy z układu oddechowego, także obrzęk płuc. Może dojść do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia, niewydolności oddechowej i zgonu. Śmiertelność jest wysoka i może sięgać nawet 50 procent - opisuje dr Mateusz Babicki.

Koniec rejsu jednak na Teneryfie

Statek wycieczkowy MV Hondius wypłynął 1 kwietnia br. z Argentyny na Wyspy Kanaryjskie. Na pokładzie podróżowało 147 osób - 88 pasażerów i 59 członków załogi. Po drodze odwiedzono m.in. Georgię Południową, Nightingale, Tristan da Cunha, Wyspę Świętej Heleny i Wniebowstąpienia.

Według najnowszych informacji wycieczkowiec ma kontynuować rejs i zakończyć go w swoim punkcie docelowym, mimo protestów władz Teneryfy. Jak poinformowała hiszpańska ministra zdrowia Monica Garcia, po przybyciu do portu na wyspie 14 hiszpańskich podróżnych zostanie przetransportowanych samolotem do szpitala w Madrycie, a inni pasażerowie zostaną odesłani do swoich krajów, których władze zdecydują o ewentualnym objęciu ich kwarantanną.

Czytaj także: