We wtorek szef rządu rozmawiał z ministrą zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą, prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia Filipem Nowakiem i ministrem finansów Andrzejem Domańskim. Jak poinformował w środę rzecznik rządu, odpowiadając na pytania dziennikarzy na sejmowym korytarzu, spotkanie dotyczyło m.in. finansowania NFZ. - Będą kolejne spotkania dotyczące NFZ w tym tygodniu - zapowiedział Adam Szłapka.
O tym, co do tej pory wyniknęło z tych rozmów strona rządowa na razie nie informuje. Adam Szłapka zapewnił jedynie w czwartkowym wywiadzie dla Programu III Polskiego Radia, że pieniędzy na ochronę zdrowia "na pewno nie zabraknie". Zastrzegł jednocześnie, że istnieje potrzeba rozmowy "bo tutaj tej pracy jest (...) bardzo dużo".
Będzie limit na pensje medyków?
Według informacji branżowego portalu Rynek Zdrowia, na spotkaniu podjęto m.in. temat zmian w wynagrodzeniach medyków.
"Jednym z rozwiązań, które jest najbardziej brane pod uwagę, jest podmiotowy CAP, czyli odgórne określenie procentu budżetu szpitala, który może być przeznaczany na pensje medyków. W drugim kroku nie jest wykluczony CAP indywidualny, czyli limit zarobków dla medyków" - donosi Rynek Zdrowia.
O tym, że resort zdrowia pochyla się nad kwestią wynagrodzeń i przejrzystości wydatków szpitali, mówiła już wcześniej ministra zdrowia.
- Zadanie, które postawił mi rok temu premier polegało na przygotowaniu reform niezbędnych dla systemu ochrony zdrowia. Mamy rozwiązania, które są gotowe na stole. Te, które dotyczą wynagrodzeń, i te wspomagające przeprofilowanie oddziałów - zapewniała w zeszłym tygodniu. Szefowa MZ wskazała, że od wielu miesięcy trwają rozmowy m.in. o możliwym limicie wydatków na płace albo na budżet tych placówek. - Wszystkim, którzy płacą składki zdrowotne, należy się transparentny system, w którym będziemy wiedzieli, na co te pieniądze są przeznaczane - podkreśliła. W tym celu resort zdrowia, wspólnie z Agencją Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), ma analizować poszczególne placówki, by określić, gdzie mogłaby przebiegać granica wydatków na wynagrodzenia. Minister dodała, że musiałaby ona być różna dla szpitali zabiegowych i niezabiegowych.
NIL przeciwko zbieraniu danych o zarobkach lekarzy po PESEL-u
Zapowiadając w ubiegłym tygodniu rozmowę z prezesem Funduszu, szef rządu przywołał dane dotyczące godzin pracy medyków z kontroli NIK. Chodziło o 488 godzin pracy miesięcznie na jednej ze stacji ratownictwa medycznego, czy o 120 godzin pracy lekarza bez przerw.
Premier podkreślił, że liczy na "bardzo szybkie działanie". Zaznaczył, że NFZ jest odpowiedzialny za płacenie placówkom, ale jednocześnie zwrócił uwagę na potrzebę kontrolowania i egzekwowania przepisów prawa. Pisaliśmy o tym w tvn24.pl, wyjaśniając, że czas pracy medyków jest ograniczony zgodnie z przepisami prawa pracy, ale tylko jeśli pracują na umowach o pracę. Jednak znacząca większość lekarzy - jak wynika z danych gromadzonych przez AOTMiT ponad 70 proc. - świadczy usługi na podstawie kontraktu. W tej formule nie ma regulacji dotyczących czasu pracy.
Resort zdrowia, zaraz po nagłośnieniu sprawy milionowych zarobków lekarza bez specjalizacji, wyszedł z projektem ustawy pozwalającej Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji - na łączenie informacji o wynagrodzeniach w ochronie zdrowia z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu. Teraz Agencja gromadzi ze szpitali i przychodni dane zanonimizowane, co powoduje, ze resort (któremu AOTMiT podlega) nie wie, ile zarabia lekarz, jeśli pracuje w kilku placówkach lub na podstawie różnych form zatrudnienia.
Rząd przyjął projekt w ubiegły wtorek. Ustawę w czwartek - czyli dziewięć dni później - poparł Senat, teraz akt czeka na podpis prezydenta.
Ustawa budzi sprzeciw samorządu lekarskiego. - Użyjemy wszelkich środków, by zablokować ustawę jako szkodliwą - zapewniał prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, Łukasz Jankowski, w wywiadzie dla RMF FM i na portalu społecznościowym. - Jeżeli prezydent podpisze ustawę, pójdziemy do europejskich trybunałów - zapowiedział.
Pytania o dymisje w NFZ
W ostatnich dniach pojawiły się informacje o możliwej dymisji Filipa Nowaka, który szefuje Narodowemu Funduszowi Zdrowia od 2020 roku, najpierw jako pełniący obowiązki, a od 2021 roku jako prezes. Zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, prezesa NFZ powołuje minister zdrowia na podstawie otwartego konkursu oraz po zaopiniowaniu kandydatury przez Radę Funduszu. Minister jest również organem odwoławczym. Standardowo odwołanie wymaga opinii Rady Funduszu, jednak w sytuacji rażącego naruszenia obowiązków przez prezesa, minister może podjąć tę decyzję natychmiastowo i bez konsultacji, powierzając kierowanie instytucją jednemu z zastępców.
O tę decyzję pytali dziś w Sejmie reporterzy rzecznika rządu: - Będą dymisje w NFZ? Czy pan premier Gawkowski wyszedł przed szereg? – dociekała reporterka TVN24, odnosząc się do wypowiedzi ministra cyfryzacji w "Faktach po Faktach" w TVN24+. Krzysztof Gawkowski sugerował w poniedziałkowym wydaniu programu, że nagromadzenie problemów, z jakimi mierzy się polska ochrona zdrowia, wymaga zmian w kierownictwie Narodowego Funduszu Zdrowia. – Decyzje w tej sprawie podejmuje minister zdrowia – skomentował dziś Szłapka.
Jak podał dziś Konrad Piasecki, dziennikarz TVN24, w "Podcaście politycznym" w TVN24+, wicepremier i minister cyfryzacji usłyszał od premiera "wiele ostrych i gorzkich słów na temat tego, o czym powiedział w poniedziałkowych 'Faktach po faktach'". - Z ust Donalda Tuska padł argument, że to jest kwestia ministra zdrowia i pozostawmy tę instytucję [NFZ, przyp.red.] krytyce czy ocenie właściwemu ministrowi - zauważyła Arleta Zalewska, reporterka "Faktów" TVN i współgospodyni podcastu. - Pytanie, czy ta głowa prezesa Filipa Nowaka faktycznie nie była zagrożona - dodała.
- Ministrowie mieli poczucie, takie przekonanie, że to był jakiś pomysł Donalda Tuska na kolejny krok - skomentował Konrad Piasecki. Zdaniem dziennikarzy Filip Nowak, prezes NFZ, mógłby być "główną ofiarą" afery Szpitala Południowego i kryzysu toczącego w ostatnich tygodniach KO oraz koalicję rządzącą. - Ta głowa jest o tyle łatwa do ścięcia, że prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia jest "człowiek bez zaplecza politycznego" - tłumaczył Piasecki.
Piasecki i Zalewska przyznali, że osobą, z którą szef rządu miałby problem się rozstać, byłaby ministra zdrowia, obsadzona na tym stanowisku z osobistego wyboru Tuska jako apolityczna ekspertka ochrony zdrowia. - To byłoby przyznanie się do taktycznej porażki - mówiła Arleta Zalewska. - Donald Tusk jest szalenie ostrożny, jeśli chodzi o zmiany w systemie ochrony zdrowia. Premier w ogóle nie czuje specjalnego entuzjazmu dla takich reform, takich zmian - stwierdził Konrad Piasecki.