Od wielu dni stan wody w Wiśle jest alarmująco niski. W piątek stacja pomiarowa przy bulwarach pokazywała zaledwie 104 centymetry. Przekłada się to na problemy z żeglugą. Z Portu Czerniakowskiego nie mogą wypłynąć swobodnie nawet najmniejsze i najlżejsze jednostki - kajaki. Na zdjęciach wykonanych przed południem przez naszego reportera widać, jak wodniacy chodzą po dnie rzeki, przenosząc swoje kajaki w głębsze miejsca, by w ogóle rozpocząć spływ.
"Będziemy szukać rozwiązania"
Jak tłumaczy nam Jan Piotrowski, pełnomocnik prezydenta Warszawy do spraw Wisły, kajakarze pływają głównie w rejonie Plaży Romantycznej, Saskiej Kępy, Plaży Rusałka i Portu Żerańskiego. - Tu nic się nie zmieniło. Nadal te spływy się odbywają, a my jako Dzielnica Wisła je promujemy - uspokaja Piotrowski.
Przyznaje jednocześnie, że problem z wejściem do Portu Czerniakowskiego mają wioślarze. Ci zrzeszeni w Warszawskim Towarzystwie Wioślarskim nie mogą wypływać ze swoich pomostów i muszą przenosić jednostki w okolice Płyty Desantu. Stamtąd startują.
- Ta sytuacja powtarza się od trzech lat i wynika z zamulenia wejścia do portu. Pracujemy nad tym, choć nie jest to de facto obowiązkiem miasta. Samo utrzymanie rzeki i szlaku jest w gestii Wód Polskich. Natomiast jesteśmy po kolejnym spotkaniu z nimi i będziemy wspólnie szukać rozwiązania, bo funkcjonalność portu jest istotna - zapowiada nasz rozmówca.
- Większość armatorów, którzy świadczą usługi, doskonale wie, że jak woda zaczyna spadać, to oni z portu wypływają i trzymają jednostki w różnych miejscach cumowniczych na Wiśle - dodaje.
Drewniane łodzie sobie radzą
Jan Piotrowski wskazuje, że lwią część stołecznej floty rzecznej stanowią drewniane i płaskodenne łodzie, przygotowane do pływania podczas niskich stanów rzeki.
- Stan wody w rzece jest dramatyczny przede wszystkim ze względu na suszę hydrologiczną, którą szczególnie widać właśnie na warszawskim, nieuregulowanym korycie. Dlatego nasza żegluga odbywa się na węższym odcinku, pływamy od zawsze na odcinku między Plażą Rusałka, Starym Miastem a Siekierkami i Mostem Siekierkowskim. I ten szlak dalej funkcjonuje. Nie wpływamy natomiast do zatok - wyjaśnia Piotrowski.
Policjanci nie mogą wpłynąć do portu
Problemy z żeglugą dotykają nie tylko sportowców. Niski stan Wisły daje się we znaki funkcjonariuszom z komisariatu rzecznego stacjonującym w Porcie Praskim.
- Port jest połączony z rzeką poprzez kanał, przez który obecnie nie jesteśmy w stanie przepłynąć. Musimy trzymać nasze jednostki bezpośrednio na Wiśle - opowiada sierżant Julia Chilewska z Komisariatu Rzecznego Komendy Stołecznej Policji.
Policjantka zaznacza, że nawet na szlaku żeglownym, który teoretycznie powinien być bezpieczny także przy rekordowo niskim stanie wody, również występują problemy. - Pojawiają się przeszkody, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Odsłaniają się kamienie. Woda nanosi nowe łachy piachu. A to wpływa na czas naszej reakcji oraz innych służb ratunkowych - wyjaśnia sierżant Chilewska. - Dotarcie do zgłaszającego, osoby, która potrzebuje pomocy, może trwać dłużej niż normalnie - przyznaje.
Nasza rozmówczyni zaznacza, że w okresie wakacyjnym jest dużo zgłoszeń dotyczących osób pływających w Wiśle, gdzie obowiązuje zakaz kąpieli. Często są to osoby pod wpływem alkoholu.
- Niektórzy myślą, że jak jest niski stan wody, o którym informują media, to można przejść z jednego brzegu na drugi. Na przykład w okolicach Mostu Poniatowskiego mamy osiem metrów głębokości. Do tego dochodzi silny nurt, przeszkody i w ten sposób dochodzi do wypadków - przestrzega sierżant Chilewska.
Problem dotyczy nie tylko Wisły
Brak opadów oraz ekstremalne upały, które utrzymują się w Europie, spowodowały spadek poziomu wody w Dunaju do historycznie niskich wartości w niektórych rejonach. Zakłócona została produkcja energii elektrycznej na Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii i Serbii. Niski stan wody występuje też m.in. w Renie.