O sprawie zrobiło się głośno 29 lipca 2025 roku, gdy z jednego z bloków w centrum Świętochłowic wyszła kobieta , której sąsiedzi nie widzieli od 27 lat.
- Sąsiedzi myśleli, że pani Mirella zaginęła w wieku 15 lat lub została porwana. Od jakiegoś czasu z mieszkania dobiegał jednak jakiś trzeci głos. Sąsiedzi w końcu postanowili to sprawdzić. Wezwali policję. W taki sposób pani Mirella została uwolniona - mówiła na antenie TVN24 Małgorzata Goślińska, dziennikarka tvn24.pl, autorka reportażu o kobiecie.
Kobieta trafiła do szpitala, w którym zaczęli ją odwiedzać sąsiedzi. 43-latka chciała powrotu do społeczeństwa, jednak po dwóch miesiącach ponownie wróciła do swojego mieszkania. Sprawą zaczęły interesować się media po nagłośnieniu jej przez sąsiadów.
Pani Mirella ma trafić do domu pomocy społecznej
Kobieta ma trafić do domu pomocy społecznej. 31 marca rozpocznie się proces w sądzie opiekuńczym o umieszczenie jej w placówce. Zdaniem Małgorzaty Goślińskiej rolą domu pomocy społecznej nie jest jednak aktywizacja społeczna.
- Ludzie są tam wyręczani i trafiają w momencie, gdy już sobie nie radzą, a pani Mirella ma 43 lata. W Świętochłowicach nie ma domu pomocy społecznej dla tak młodych osób. Prawdopodobnie pani Mirella będzie musiała opuścić swoje miasto - powiedziała Małgorzata Goślińska. - Mam wrażenie, że zatoczyliśmy koło, ponieważ z powrotem panią Mirellę zamykamy - dodała.
Dziennikarka podkreśliła, że w życiu pani Mirelli był taki moment, w którym można było jej pokazać inny świat.
- To moment, gdy przebywała w szpitalu przez pierwsze dwa miesiące po 27-letniej izolacji. Miała wówczas iść do środowiskowego domu samopomocy. Tak się jednak nie stało. Z tej formy trzeba jednak chcieć skorzystać - zakończyła Małgorzata Goślińska.
Red. tok
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Małgorzata Goślińska/ tvn24.pl