- Nowelizacja została uchwalona w szybkim tempie po doniesieniach o bardzo wysokich zarobkach lekarza w trakcie specjalizacji.
- Za ustawą głosowało 253 posłów, nikt nie był przeciw, a 177 wstrzymało się od głosu. Jakie poprawki odrzucono?
- Strona społeczna i eksperci podkreślają, że samo zbieranie danych nie wystarczy i konieczne są dalsze działania naprawcze oraz ewentualne zmiany w ustawie podwyżkowej.
- Więcej informacji o tematyce zdrowotnej znajdziesz tutaj. Warto tez posłuchać "Wywiadu medycznego" w TVN24+.
Nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej była procedowana w błyskawicznym tempie. Cały proces, od pierwszego czytania w komisji zdrowia do głosowania na Sali Plenarnej zamknął się na bieżącym posiedzeniu Sejmu. Punktem zapalnym do przyspieszenia procedowania były doniesienia o lekarzu w trakcie specjalizacji, który w 2025 roku zarobił 1,6 miliona złotych, pracując głównie w publicznych placówkach.
Posłowie: transparentność wynagrodzeń w ochronie zdrowia jest konieczna
Za przyjęciem ustawy głosowało 253 posłów, nikt nie był przeciw, 177 wstrzymało się od głosu. Sejm odrzucił zgłaszane przez posła Janusza Cieszyńskiego z Prawa i Sprawiedliwości poprawki, które dotyczyły przede wszystkim wprowadzenia obowiązku umieszczania ogłoszeń o konkursach ofert na świadczenie usług medycznych w scentralizowanym systemie teleinformatycznym.
- Uważam, że transparentność to klucz do tego, żeby skutecznie zarządzać także w ochronie zdrowia. Niestety, pomimo tego, że co do idei wszyscy się zgadzali, to koledzy z koalicji rządzącej postanowili nacisnąć hamulec na transparentność. Zaproponowaliśmy, żeby wszystkie konkursy, takie jak ten, w którym brał udział Dawid Kacprzyk [lekarz i radny, którego zarobki w warszawskim Szpitalu Południowym były szeroko komentowane w ostatnich dniach - red.], były publikowane w jednym miejscu - mówił podczas wczorajszego posiedzenia na Sali Plenarnej.
Cieszyński zaznaczał jednak, że co do zasady kierunek całej nowelizacji jest słuszny. Jak dodał, poprawki były odrzucone przez komisję zdrowia, a strona rządowa argumentowała to brakiem możliwości zbudowania odpowiedniego systemu teleinformatycznego w ciągu trzech miesięcy (tak przewidywała poprawka).
Przewodnicząca komisji zdrowia Marta Golbik podkreślała, że ustawa dotyczy przejrzystości, "której oczekuje społeczeństwo i której dotychczas nikt nam nie zapewnił". - Kwestia bulwersujących, bardzo wysokich wynagrodzeń w obszarze ochrony zdrowia pojawia się co jakiś czas. Za każdym razem jest to temat głośny, sporo się o tym mówi, a potem następuje cisza i nikt z tym nic nie robi. Mam wrażenie, że wszystkie rządy dotychczas bały się tego tematu - zaznaczała.
Kontrola wynagrodzeń medyków i co dalej? Strona społeczna pyta o rozwiązania
Podczas dyskusji o projekcie ustawy pojawiały się jednak głosy mówiące o tym, że samo zebranie danych o tym, który medyk ile i na jakiej podstawie zarabia w publicznej ochronie zdrowia nie wystarczy. Potrzebne są kroki, które po zbadaniu zjawiska i zdiagnozowaniu problemu, sprawią, że sytuacja zostanie uzdrowiona. Mówili o tym zarówno parlamentarzyści, jak i strona społeczna.
- Od kwietnia ubiegłego roku na Zespole Trójstronnym ds. Ochrony Zdrowia dyskutowaliśmy, że to jest warunek sine qua non tego, żeby pójść w którąkolwiek stronę. Nie można czegoś poprawić, jeśli nie można czegoś zmierzyć. Pytanie, co zrobimy z tymi danymi? Jakie będą kierunki interwencji, jak to zjawisko ograniczyć, bo nie ulega wątpliwości, że publicznego systemu ochrony zdrowia nie stać na utrzymanie takich kominów płacowych w wielu zakresach? - pytał na komisji zdrowia Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.
Jak dodał, skutki analizy powinny otworzyć pole do powrotu do rozmów nad zmianami w tzw. ustawie podwyżkowej, zgodnie z którą co roku w lipcu waloryzowane są wynagrodzenia pracowników zatrudnionych w publicznej ochronie zdrowia. Ministerstwo Zdrowia nie podało jeszcze, jaki przyjmie wariant realizacji podwyżek, ale zapowiadał, że będzie to, po raz pierwszy od wprowadzenia przepisów, wariant minimalny, którego koszt był szacowany na około 4,5 miliarda złotych (od lipca do grudnia). Nie ma jeszcze informacji co do tego, z jakiego źródła pieniądze te mają popłynąć do szpitali.
Będzie limit wynagrodzeń dla lekarzy i innych medyków?
Wiceministra zdrowia Katarzyna Kęcka zapewniała w Sejmie, że resort ma "na stole" różne propozycje zmian, które doprowadzą do normalizacji zarobków w publicznej ochronie zdrowia. To, co uznała za najważniejszy skutek przyjętej dziś ustawy, na tu i teraz, to szansa na lepsze jakościowo dane, które we wrześniu będzie do analiz zbierała AOTMiT.
- To pozwoli też oszacować, jaka jest skala zjawiska [kominów płacowych na kontraktach - red.] i podjąć dalsze kroki. Rozmawiamy na temat pewnych regulacji. W resorcie zdrowia mamy przygotowane pewne rozwiązania. Myślimy nad CAP-em [górnym limitem płacowym - red.] indywidualnym, jak i podmiotowym. Analizujemy też możliwość przywiązania, "lojalnościówki", poprzez wynagrodzenie. Jeśli to będzie nawet B2B, to będzie to co najmniej połowa równoważnika etatu. Te rozwiązania mamy na stole, ale najpierw chcemy przeanalizować pewne zjawisko - mówiła Kęcka.
Środowisko lekarskie co do zasady zgadza się z tym, że zjawisko kominów jest niekorzystne. Pomysł zbierania danych "na PESEL" ocenia jednak negatywnie. Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, poinformował nas, że samorząd lekarski traktuje to jako "system zbierania rekordzistów, by w każdym sporze z rządem zaczęły padać przykłady najwyższych wynagrodzeń". Jego zdaniem to pacjentom nie pomoże.
- Głównym problemem jest zmiana w prawie. To prawo powinno być takie, żeby nie dopuszczało do możliwości tworzenia takich patologii - mówił z kolei w programie "Wstajesz i Wiesz" w TVN24 wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Klaudiusz Komor.