- Nowelizacja ustawy została przyjęta we wtorek przez rząd i skierowana do dalszych prac w Sejmie w odpowiedzi na medialne doniesienia o wysokich zarobkach radnego lekarza.
- Projekt wzbudził dziś burzliwą dyskusję w Sejmie. Co konkretnie zakłada nowelizacja?
- Pojawiały się między innymi pytania o dalsze kroki i regulacje dotyczące kontraktów lekarskich.
- Więcej tekstów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl.
Nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej jest procedowana w błyskawicznym tempie. Wczoraj przyjął ją rząd, dziś sejmowa komisja zdrowia poświęciła jej pierwszemu czytaniu połowę posiedzenia, podczas którego przyjęła ją do dalszych prac. To pokłosie medialnych doniesień o lekarzu w trakcie specjalizacji, który w 2025 roku zarobił 1,6 miliona złotych, pracując głównie w publicznych placówkach.
Co zmieniono w projekcie ustawy?
Co pojawia się w projekcie? W dotychczasowym brzmieniu ustawy był zapis dotyczący przetwarzania danych o częściach składowych wynagrodzeń. Jego brzmienie wskazywało na "zanonimizowane dane o wysokości poszczególnych składowych wynagrodzenia i wymiarze zatrudnienia". Teraz słowo "zanonimizowane" ma być skreślone, dopisane też za to punkty doprecyzowujące, że dane o wynagrodzeniach mają być powiązane z numerem PESEL, a jeśli nie ma takiego numeru, to ma to być "rodzaj, seria i numer dokumentu potwierdzającego tożsamość tej osoby; numer prawa wykonywania zawodu".
O tym, dlaczego takie zmiany są zdaniem resortu zdrowia konieczne, mówiła na posiedzeniu komisji zdrowia wiceministra Katarzyna Kęcka.
- Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji nie ma aktualnie podstawy prawnej do przetwarzania danych identyfikujących personel medyczny. Powoduje to istotne ograniczenia w zakresie kompletności, spójności i precyzji analiz prowadzonych przez agencję - mówiła Kęcka.
- W projekcie określono niezbędne uprawnienia dla ministra właściwego do spraw zdrowia, NFZ oraz AOTMiT do pozyskiwania i przetwarzania szczegółowych danych o wynagrodzeniach powiązanych z konkretnym numerem PESEL lub PWZ. Niejednokrotnie te same osoby są zatrudnione jednocześnie w oparciu o różne podstawy prawne - tłumaczyła Kęcka.
Posłowie pytali o regulacje kontraktów lekarzy
Uczestnicy posiedzenia co do zasady nie mieli wątpliwości co do tego, że dane o wynagrodzeniach medyków, zwłaszcza na kontraktach, trzeba rzetelnie policzyć. Motywem przewodnim było pytanie: co dalej? Zadała je m.in. Marcelina Zawisza z partii Razem.
- Jakie są plany dotyczące regulacji kontraktów? Mamy sytuację, która jest naprawdę skandaliczna, gdzie lekarz, prawdopodobnie będąc zatrudniony w czterech placówkach ochrony zdrowia, w jednej pracując 11 godzin codziennie przez cały rok, nie wiem, jak znajdował czas, żeby pracować w pozostałych. Mam nadzieję, że zbada to prokuratura - powiedziała.
- Dlaczego nie robicie nic, żeby to ukrócić? Obecna ministra chciała regulować kwestię kontraktów, ale wycofała się z tego 21 listopada ubiegłego roku, mówiąc, że będą prowadzone analizy. Jesteśmy osiem miesięcy miesięcy później. To jest ta ustawa, która ma uregulować kontrakt? No nie, to ustawa, która ma powiedzieć, ile lekarze na tych kontraktach zarabiają. To pierwszy krok, ale co dalej? Kiedy zobaczymy projekt regulujący kontrakty lekarskie i czy macie w ogóle odwagę, żeby tego dotknąć? Jeśli będziemy czekać kolejne 1,5 roku, to nic się nie wydarzy - grzmiała Zawisza.
Luka w NFZ i wysokie zarobki medyków
Poseł PiS Janusz Cieszyński przyznał, że procedowany projekt jest potrzebny, ale konieczne są kompleksowe zmiany, na przykład dotyczące centralnego agregowania danych o konkursach prowadzonych przez szpitale (taką drogą wyłania się pomioty realizujące świadczenia dla placówek ochrony zdrowia, w tym "kontraktowców" - red.).
Jego partyjny kolega Czesław Hoc ironizował, że rząd poprzez zebranie danych o zarobkach lekarzy na kontraktach będzie próbował tłumaczyć właśnie nimi lukę finansową NFZ, stąd tak szybkie tempo procedowania zmian.
Tę, już całkiem na serio, ujawnił Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Według danych uzyskanych przez niego w trybie dostępu do informacji publicznej, przyszłoroczna luka finansowa w kasie NFZ jest szacowana na 22 miliardy złotych. Patologie płacowe, jak podkreślają eksperci, są jednym, choć niejedynym z jej źródeł. Pytanie o to, co rząd planuje zrobić po zebraniu danych o wynagrodzeniach medyków, zadał również Wojciech Wiśniewski jako strona społeczna.
- Od kwietnia ubiegłego roku na Zespole Trójstronnym ds. ochrony zdrowia dyskutowaliśmy, że to jest warunek sine qua non tego, żeby pójść w którąkolwiek stronę. Nie można czegoś poprawić, jeśli nie można czegoś zmierzyć. Pytanie, co zrobimy z tymi danymi? Jakie będą kierunki interwencji, jak to zjawisko ograniczyć, bo nie ulega wątpliwości, że publicznego systemu ochrony zdrowia nie stać na utrzymanie takich kominów płacowych w wielu zakresach? - pytał Wiśniewski.
Jak dodał, skutki analizy powinny otworzyć pole do powrotu do rozmów nad zmianami w tzw. ustawie podwyżkowej, zgodnie z którą co roku w lipcu waloryzowane są wynagrodzenia pracowników zatrudnionych w publicznej ochronie zdrowia.
- W opinii wszystkich związków zawodowych i organizacji pracodawców, uregulowanie kwestii wynagrodzeń kontraktowych daje szanse na dyskusję o nowelizacji ustawy podwyżkowej. Jeśli porównamy medianę wynagrodzeń w poszczególnych grupach w stosunku do mediany średniego wynagrodzenia w gospodarce, to okazuje się, że wszystkie grupy, nawet osoby z wykształceniem niższym niż średnie, zarabiają powyżej mediany w gospodarce narodowej. Czyli ci, którzy to finansują, zarabiają mniej niż osoby pracujące na podstawie umów o pracę w publicznej ochronie zdrowia - tłumaczył Wiśniewski.
MZ myśli o limitach płacowych
Co zatem resort zdrowia planuje dalej? Katarzyna Kęcka dawkowała oszczędnie szczegóły, choć zapewniła, że resort ma na stole różne propozycje zmian. To, co uznała za najważniejszy skutek na tu i teraz, to szansa na lepsze jakościowo dane, które we wrześniu będzie do analiz zbierała AOTMiT.
- To pozwoli też oszacować, jaka jest skala zjawiska [kominów płacowych na kontraktach - red.] i podjąć dalsze kroki. Rozmawiamy na temat pewnych regulacji. W resorcie zdrowia mamy przygotowane pewne rozwiązania. Myślimy nad CAP-em [górnym limitem płacowym - red.] indywidualnym, jak i podmiotowym. Analizujemy też możliwość przywiązania, "lojalnościówki", poprzez wynagrodzenie. Jeśli to będzie nawet B2B, to będzie to co najmniej połowa równoważnika etatu. Te rozwiązania mamy na stole, ale najpierw chcemy przeanalizować pewne zjawisko - mówiła Kęcka.
Lekarze krytykują zbieranie danych o zarobkach
A co na to sami zainteresowani, czyli głównie lekarze? O reakcjach środowiska pisaliśmy w tvn24.pl wczoraj. Samorząd lekarski z jednej strony zgadza się z tym, że zjawisko kominów płacowych jest niekorzystne i trzeba je wyrównać, ale pomysł zbierania danych na PESEL ocenia negatywnie. Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, poinformował nas, że samorząd lekarski traktuje to jako "system zbierania rekordzistów, by w każdym sporze z rządem zaczęły padać przykłady najwyższych wynagrodzeń". Jego zdaniem to pacjentom nie pomoże. "Rewizja wycen, owszem".
- Jeżeli chcemy regulować ten obszar, powinniśmy zacząć od sensownego dialogu i od spraw podstawowych, czyli przede wszystkim od wyceny świadczeń. To właśnie wyceny przygotowywane w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji są praźródłem części wysokich wynagrodzeń, a może także kominów płacowych - mówił z kolei dr Michał Sutkowski, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych.
Podkreślił, że bez pracy lekarzy, często na dwóch czy trzech etatach, system po prostu "by się rozjechał", szczególnie gdyby odeszli lekarze emeryci. Sutkowski bardzo ostrożnie podchodzi do ingerencji polegającej na analizowaniu zarobków po numerze PESEL.