13-letni Tymek nie żyje. Serce znalazło się za późno

13-letni Tymek zmarł w środę po południu w Warszawie
13-letni Tymek zmarł w środę po południu w Warszawie
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Wcześniej mówiłam, że zgoda na pobranie narządów może nadać śmierci sens. Dziś mam nadzieję, że śmierć mojego dziecka będzie miała sens i że nasz apel o oddawanie narządów dalej będzie się niósł - mówi Anna Pluszkiewicz, mama 13-letniego Tymka, który czekał na serce. Chłopiec zmarł w środę w warszawskim szpitalu.

Od kilku dni nagłaśnialiśmy w tvn24.pl i TVN24 apel rodziców 13-letniego Tymka Pluszkiewicza, który oczekiwał na pilny przeszczep serca. Chłopiec urodził się z HLHS, czyli zespołem niedorozwoju lewego serca. Przeszedł wiele operacji i zabiegów. Pomimo licznych obciążeń był dzieckiem radosnym, jeżdżącym na rowerze, grającym w piłkę, chętnie chodzącym z rodzicami na basen. Tata Tymka nazywał go "promyczkiem".

Dwa lata temu stan zdrowia chłopca zaczął się pogarszać. W lipcu tego roku wpisano go na listę oczekujących na przeszczep serca. Miał na niego czekać w trybie planowym w domu. 19 sierpnia lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka przeprowadzili zabieg, który miał dać chłopcu więcej czasu i pozwolić mu spokojnie czekać, aż znajdzie się dawca.

Obciążony chorobą i licznymi przebytymi interwencjami organizm 13-latka był jednak na tyle kruchy, że zabieg, zamiast mu pomóc, doprowadził do gwałtownego pogorszenia jego stanu. Tymek został podłączony do ECMO, czyli sztucznego płucoserca. Lekarze powiedzieli jego rodzicom wprost, że jeżeli na dniach nie znajdzie się dla niego dawca, chłopiec nie przeżyje.

- Serce znalazło się o jeden dzień za późno - powiedziała nam Anna Pluszkiewicz, mama Tymka.

Tymek Pluszkiewicz z mamą Anną i tatą Wojciechem
Tymek Pluszkiewicz z mamą Anną i tatą Wojciechem
Źródło zdjęcia: archiwum prywatne

Tymek odszedł w środę po południu

Telefon z informacją o tym, że jest dawca dla Tymka, Anna i Wojciech Pluszkiewicz otrzymali we wtorek wieczorem. Od razu pojechali do szpitala i u boku syna czekali na transport do Warszawy, gdzie miał odbyć się przeszczep. Chociaż stan chłopca był ciężki - miał niewydolne nerki i wątrobę - udało się przetransportować go do stolicy. Jeszcze w środę około południa rodzice 13-latka byli pewni, że przeszczep się odbędzie, chociaż lekarze od rana nie ukrywali przed nimi, że wyniki Tymka były na tyle niepokojące, że mieli wątpliwości, czy powinien zostać poddany tej operacji.

Niestety u Tymka rozwinęła się sepsa. Jak przekazał nam prof. Jacek Kusa, ordynator Oddziału Kardiologii Dziecięcej w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka, dla pacjenta podłączonego pod mechaniczne wspomaganie krążenia w obliczu takich powikłań właściwie nie ma już szansy na ratunek.

- 20 minut przed godziną 14, na którą zaplanowany był przeszczep, profesor Kuśmierczyk zaprosił nas na rozmowę. Wszystko nam wyjaśnił i powiedział, że przeszczep w tej sytuacji nie ma sensu, ponieważ Tymek i tak go nie przeżyje. Powiedział też, że powinien zapytać nas o to, czy chcemy odłączyć syna od aparatury. Potem porozmawialiśmy jeszcze z doktorem Buczyńskim, który wyjaśnił nam, co się będzie działo, jeśli się na to nie zdecydujemy. Tymek by cierpiał - mówi Anna Pluszkiewicz.

Razem z mężem zgodzili się na odłączenie syna. Siedzieli u jego boku do samego końca, trzymali go za rękę. Tymek odszedł około 16.30.

Niech apel dalej się niesie

- Rodzice Tymka to wspaniali ludzie - mówi prof. Kusa, który od lat prowadził leczenie chłopca. Jak podkreśla, zrobili wszystko, co mogli, nie tylko dla swojego syna, ale też dla innych pacjentów czekających na przeszczep.

Anna i Wojciech Pluszkiewicz podkreślają, że chociaż ich syna nie udało się uratować, chcą, aby ich apel niósł się dalej. Teraz muszą pożegnać syna i zaopiekować się jego 16-letnią siostrą, która straciła brata. Deklarują jednak, że nadal będą się angażowali w promocję transplantologii.

Tymek Pluszkiewicz
Tymek Pluszkiewicz
Źródło zdjęcia: archiwum prywatne
Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: