Na zdjęciach satelitarnych wykonanych przed katastrofą widać górzysty obszar położony na północny wschód od przejścia granicznego Rasuwa Gadhi w Nepalu. To stamtąd mogła spaść masa lodu i skał, która przemieściła się przez region, wywołując powódź. Żywioł zniszczył wszystko, co znalazło się na jego drodze. Sytuacja pozostaje niebezpieczna. W górnym biegu rzeki nadal znajduje się zator, który może zwiększać ryzyko wystąpienia kolejnych gwałtownych powodzi.
Katastrofa w Nepalu. Różne teorie
Eksperci analizują zdjęcia satelitarne, by znaleźć odpowiedź na to, co dokładnie stało się w Nepalu. Przedstawiciele tamtejszego departamentu meteorologii i hydrologii powiedzieli w rozmowie z korespondentem środowiskowym BBC Navinem Singhiem Khadką, że na niektórych zdjęciach widać ogromną bryłę lodu - być może nawet część lodowca - która najprawdopodobniej osunęła się z góry po tybetańskiej stronie i porwała ze sobą skały. Gruz mógł trafił do rzeki Lhende i stworzyć na niej zaporę. Pojawiła się też teoria o tym, że zapadło się jezioro polodowcowe, ale wielu glacjologów wyklucza taką genezę. W pierwszych chwilach po kataklizmie minister spraw zagranicznych Nepalu Shisir Khanal podał, że według wstępnych doniesień do kataklizmu doszło w wyniku trzęsienia ziemi, które spowodowało lawinę, a ta doprowadziła do powodzi.
Rola globalnego ocieplenia
Katastrofa w Nepalu wpisuje się w szerszy problem, z którym kraj mierzy się w związku z postępującym ociepleniem klimatu. Kurczące się himalajskie lodowce oraz destabilizacja wysokogórskich zboczy zwiększają ryzyko występowania osuwisk. Utrata lodu przyczynia się również do powiększania się jezior polodowcowych, które w przypadku przepełnienia się mogą uwalniać ogromne ilości wody. Jednocześnie zmiany klimatyczne sprzyjają występowaniu coraz bardziej ekstremalnych opadów.