Poparzony koń był leczony homeopatią, prokuratura zdecydowała. Istotne było "doświadczenie życiowe"

Poparzony w pożarze koń Ognik
Poparzony w pożarze koń Ognik
Źródło: Fundacja Centaurus
Prokuratura umorzyła dochodzenie w sprawie znęcania się nad ciężko poparzonym koniem Ognikiem, którym opiekowała się Fundacja Centaurus. Śledczy na podstawie "zasad doświadczenia życiowego" podważyli opinię eksperta, który dowodził, że zastosowane alternatywne sposoby leczenia nie miały nic wspólnego z nauką. I powołali innego biegłego. Takiego, który w przeszłości kilka razy był na folwarku fundacji, sam ma gabinet nieopodal, a homeopatię uważa za pełnoprawną metodę leczenia.
Artykuł dostępny w subskrypcji

Koń Omar - nazwany później Ognikiem - został uratowany z pożaru budynku gospodarczego na Podlasiu w kwietniu 2024 roku. Odniósł jednak bardzo ciężkie obrażenia. Uwięzione pośród płomieni zwierzę miało oparzenia drugiego i trzeciego stopnia na dwóch trzecich powierzchni ciała.

- Proszę sobie wyobrazić, że sparzył się pan wrzątkiem i przenieść ten ból na 65 procent powierzchni ciała. To jest niewyobrażalne cierpienie - opisywała lekarka weterynarii Bożena Latocha, z którą rozmawialiśmy pod koniec 2024 roku. I podkreślała: - Decyzja o eutanazji powinna zapaść od razu, to jest wyrok.

Właściciele konia bardzo chcieli go ratować, a ich nadzieje na powrót Omara do zdrowia podsycał lokalny lekarz weterynarii, który mówił nam, że leczył konia "starymi metodami zielarskimi". Dlatego ostatecznie zgodzili się oddać go pod opiekę dolnośląskiej Fundacji Centaurus, która zmieniła mu imię na Ognik i z miejsca opublikowała zbiórki na leczenie zwierzęcia.

"Bezwartościowe zdrowotnie" metody

Zebrane pieniądze wydano między innymi na cały wachlarz "terapii" z katalogu medycyny alternatywnej. To preparaty homeopatyczne, określane przez Naczelną Radę Lekarską jako "metoda bezwartościowa zdrowotnie".

Była też "terapia herbatą ziołową" i "piekielnie drogi" kosmetyk z Węgier, który według Centaurusa "robi cuda".

Ognik trafił też do komory normobarycznej. Co to? Nieuznawane przez środowisko medyczne urządzenie, skonstruowane przez działacza Konfederacji Jana Pokrywkę. To lekarz, który od 2018 roku nie ma prawa wykonywania zawodu.

Zwierzęciu podano też leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, jednak antybiotyku nie włączono od razu, bo - jak wyjaśniła nam Katarzyna Sawicka z Centaurusa - "nie stosujemy antybiotyków profilaktycznie i na wszystko". Problem w tym, że antybiotykoterapia to absolutna podstawa przy leczeniu rozległych oparzeń.

Konia uśpili, zbiórki trwały dalej

Stan konia się pogarszał, więc na początku lipca 2024 roku Ognik został uśpiony. Przez pewien czas po śmierci zwierzęcia wciąż otwarte były zbiórki na jego leczenie, a w grudniu 2024 na stronie organizacji można było znaleźć jego pełną historię z zachętą do wpłaty darowizny "na Ognika". Informacja o śmierci zwierzęcia znajdowała się na końcu strony, pod ścianą tekstu i zdjęć.

Wpisy Fundacji Centaurus na temat Ognika dotarły m.in. do krytyków metod stosowanych przez organizację. Jeden z nich złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa znęcania się nad koniem. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Legnicy.

"Darowizna na Ognika". Zrzut ekranu z grudnia 2024 r., gdy koń już nie żył
"Darowizna na Ognika". Zrzut ekranu z grudnia 2024 r., gdy koń już nie żył
Źródło: centaurus.org.pl

Prokuratura nie widzi przestępstwa

Teraz dochodzenie zostało umorzone, bo prokuratura nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego. Decyzja może zaskakiwać, bo - jak informowaliśmy w czerwcu 2025 roku - powołany w tej sprawie biegły uznał, że działania fundacji "zawierają znamiona przestępstwa".

Ustawa zabrania bowiem dokonywania na zwierzętach "zabiegów i operacji chirurgicznych przez osoby nieposiadające wymaganych uprawnień bądź niezgodnie z zasadami sztuki lekarsko-weterynaryjnej, bez zachowania koniecznej ostrożności i oględności oraz w sposób sprawiający ból, któremu można było zapobiec". Jest to jedna z form znęcania się, za którą grozi do trzech lat więzienia.

"Stosowano mikstury o nieznanym składzie chemicznym pochodzące z Korei, preparaty pielęgnacyjne (nielecznicze) pochodzące z Węgier, stosowane zupełnie niezgodnie z przeznaczeniem, leki niesteroidowe (…) bez przepisu lekarza weterynarii oraz niezgodnie ze wskazaniem do stosowania tego leku u koni" - wyliczał biegły.

O tym "stosowanym niezgodnie z przeznaczeniem" preparacie z Węgier Fundacja Centaurus pisała na swojej stronie, że został on stworzony "właśnie na rozległe oparzenia".

Według eksperta aplikowanie zwierzęciu całej gamy specyfików nie może być nazwane leczeniem.

"Doświadczenie życiowe" kontra opinia biegłego

Skąd więc decyzja prokuratury o umorzeniu śledztwa?

Czytaj także: