Przemoc domowa

Przemoc domowa

- Czytałam komentarze pod zbiórką, tam są wpisy dzieci o tym, że sobie nie wyobrażają, że telefonu mogłoby nie być i też coś wpłacą. Serce mi pękało, bo to nie jest rola dzieci, one w ogóle nie powinny się o to martwić, nie powinny słyszeć, że to jest niepewne, że mogą to stracić - mówi Paula Włodarczyk z Fundacji "Dajemy Dzieciom Siłę".

W podartej piżamie, kurtce i klapkach ogrodowych. 10-latek wyszedł z domu, gdy tylko za rodzicami zamknęły się drzwi. Od razu ruszył na komisariat w Luboniu (woj. wielkopolskie) i tam powiedział, że nie ma już sił znosić kolejnych kar wymierzanych przez ojczyma. Policjanci wysłuchali relacji dziecka i zaczęli działać. 44-latek usłyszał już zarzuty, a wobec matki zastosowano dozór policyjny. O dalszym losie dziecka zdecyduje sąd rodziny.

- Podjeżdżał samochodem pod sklep, trąbił. Krzyczał: "ty świnio", że razem z tą budą mnie wysadzi - wspomina Joanna. Nachodził ją w pracy, ubliżał, groził. - Musiało dojść do morderstwa, żeby takiego człowieka zamknąć. Jeżeli ktoś jest nękany, to nie może się bać, musi iść na policję - apeluje w rozmowie z Martą Abramczyk, kobieta, która przeżyła piekło. 

Internetowy wpis księdza z parafii pod Skierniewicami (woj. łódzkie) wywołał falę oburzenia: duchowny zamieścił zdjęcie zwiniętego kabla elektrycznego, które opatrzył komentarzem, że można dzięki niemu "przywrócić ustawienia fabryczne" dzieciom, biorącym udział w protestach Strajku Kobiet. Duchowny w rozmowie z tvn24.pl przekonywał, że to był tylko żart, ale jego przełożeni nie wydają się być ubawieni i za wpis przepraszają. 

"Dziewięć lat. Jeden raz. Wujek. Gdy zmarł, tańczyłem na jego grobie". "Całe dzieciństwo stracone przez jednego człowieka. Mojego ojca". "Trzydzieści lat później wciąż walczę, by się odbudować". Ja też. Ja też. I ja…