Świat

Rewolucji na szczycie NATO nie będzie. Siły reagowania i rotacyjne ćwiczenia zamiast baz

Świat


Na zaczynającym się w czwartek szczycie przywódców NATO w walijskim Newport nie należy oczekiwać decyzji o nowych bazach w Europie Wschodniej. Wzmocnienie Sojuszu na wypadek zagrożenia ze strony Rosji polegać ma na rotacyjnych ćwiczeniach, przebazowaniu sprzętu i reformie sił szybkiego reagowania.

- Będziemy bronić naszych sojuszników w NATO, każdego sojusznika. W tym sojuszu nie ma starych bądź nowych członków, starszych czy młodszych partnerów, to po prostu sojusznicy. I będziemy bronić integralności terytorialnej każdego z nich – zapewniał w środę w Estonii prezydent Barack Obama.

Takie deklaracje, a podobną złożył też w czerwcu w Warszawie - że NATO nie cofnie się przed obroną żadnego ze swych krajów członkowskich, nawet jeśli wchodziły w skład sowieckiego imperium lub jego strefy wpływów - będą najmocniejszą polityczną gwarancją bezpieczeństwa, jaką Europa Wschodnia uzyska przed szczytem NATO w odpowiedzi na potencjalne zagrożenie z Rosji. W sferze wojskowej bowiem działania Sojuszu pozostaną ograniczone i umiarkowane, choć forma ich ogłoszenia z pewnością będzie określona jako przełom.

Nowych baz nie będzie

Jest już bowiem przesądzone, a świadczą o tym zarówno deklaracje Białego Domu, głównodowodzącego sił sojuszniczych, sekretarza generalnego, jak i nieoficjalne wypowiedzi europejskich - w tym polskich - dyplomatów, że w ramach wzmocnienia swej gotowości NATO nie przewiduje budowy nowych stałych baz na wschód od Łaby.

Nie oznacza to jednak braku obecności nowych sił NATO na terenie krajów Europy Wschodniej, przeciwnie: takie siły mają się pojawić i pozostać w regionie, jednak na zasadzie częstych i dużych ćwiczeń pododdziałów wysyłanych rotacyjnie do krajów czujących rosyjskie zagrożenie.

Już tej jesieni w Polsce będzie ponad 2 tys. żołnierzy z zachodnich krajów NATO, głównie Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, a plan rozbudowanych manewrów na rok 2015 jest właśnie dopracowywany.

Amerykanie ukuli na taki stan nowe - i już modne - sformułowanie dyplomatycznego języka: "persistent presence", czyli w tym znaczeniu "obecność ciągła". Choć ciągła nie znaczy stała, to nieprzerwany pobyt od kilkuset do kilku tysięcy natowskich żołnierzy wraz ze sprzętem. De facto stworzy to nową rzeczywistość militarną w regionie, bez konieczności budowy nowych stałych baz wojskowych. Co warte podkreślenia, rotacja ma być nieograniczona z góry, co oznacza, że w miarę potrzeby liczebność ćwiczących sił może być istotnie zwiększana.

Magazyny zamiast baz

Jednym z największych wyzwań dla wojskowych w wypadku konieczności obrony terytorium Europy Wschodniej jest przerzut sprzętu. Dlatego, realizując częściowo również polskie postulaty, NATO z dużym prawdopodobieństwem zdecyduje o ustanowieniu w Polsce bazy materiałowo-sprzętowej.

Znajdą się w niej zapasy paliwa, amunicji, części zamiennych, a według szefa polskiego BBN, gen. Stanisława Kozieja - niewykluczone, że także ciężki sprzęt (czołgi, transportery opancerzone, pojazdy rozpoznawcze), który w razie potrzeby będzie służył przerzuconym na wschodni teatr działań żołnierzom.

Taka baza mogłaby powstać w Szczecinie, który oprócz siedziby sztabu natowskiego Korpusu Północ-Wschód dysponuje też lotniskiem i dostępem do dużego portu w Świnoujściu. Lokowanie strategicznych zapasów bliżej zasięgu ognia potencjalnego przeciwnika nie ma wojskowego sensu. Stany Zjednoczone - niezależnie od działań w ramach NATO - od kilku tygodni uzupełniają własne zapasy sprzętu i materiałów w Norwegii. Na wypadek konfliktu w Europie miałyby z nich korzystać przerzucone jednostki Korpusu Piechoty Morskiej.

Szybkość reakcji

NATO podejmie na szczycie decyzje o głębokiej reformie sił szybkiego reagowania. Powołane dekadę temu NRF - Siły Odpowiedzi NATO - miały zadania ekspedycyjne, odmienne od obrony własnego terytorium, nie posiadały ciężkiego sprzętu, a ich liczebność i czas reakcji były dostosowane do sytuacji powolnego podejmowania decyzji o operacji daleko od Europy.

Teraz siły szybkiego reagowania - według nieoficjalnych doniesień medialnych - mają się składać z dwóch części: szpicy i odwodu. Szpica ma być kilkutysięcznym oddziałem o wysokiej mobilności, zapewnianym rotacyjnie przez kraje członkowskie i pozostającym pod bezpośrednim dowództwem głównodowodzącego NATO. W założeniu gotowość do wysłania 4 tys. żołnierzy ma wynosić 48 godzin. Kształt większych sił odwodu ciągle jest dyskutowany, ale nieuchronnie w obecnej sytuacji będzie musiał mieć wielkość przynajmniej dywizji i być wyposażony w ciężki sprzęt: czołgi, kołowe transportery opancerzone, artylerię i uderzeniowe lotnictwo - rozmieszczone lub przerzucone bliżej teatru działań.

Takie siły szybkiej reakcji miałyby wzmacniać narodowe wojska zagrożonego kraju członkowskiego jeszcze przed wybuchem konfliktu, choć nie do końca wiadomo teraz, czy o ich użyciu decydowaliby włącznie wojskowi, czy politycy i na jakim poziomie. Doświadczenia Krymu i Donbasu nauczyły NATO, że nie ma sensu czekać na wkroczenie regularnych wojsk przeciwnika, bo współczesna wojna kierowana z Kremla wygląda zupełnie inaczej niż masowy konflikt, na jaki NATO przygotowywało się przez niemal pół wieku.

Nowa strategia NATO
Nowa strategia NATOtvn24

Porozumienie z Moskwą obowiązuje

Mimo nazwania Rosji agresorem w odniesieniu do Ukrainy i nasilającej się w ostatnich tygodniach krytyce Moskwy, NATO nie zamierza zrywać porozumienia z 1997 roku, zwanego Aktem Stanowiącym NATO - Rosja.

Podpisane w Paryżu przez Billa Clintona i Borysa Jelcyna jeszcze przed poszerzeniem NATO porozumienie, którego prawnomiędzynarodowy status nie jest jasny, stanowi, że Rosja i NATO nie są przeciwnikami, zakazuje Sojuszowi rozmieszczania broni jądrowej na terytorium nowych członków i nakazuje zapobiegać rozbudowie sił konwencjonalnych.

NATO przyjęło w nim zobowiązanie, że będzie realizować zadanie kolektywnej obrony przez rozbudowę zdolności obronnych i rotacyjne wzmocnienia wojsk, a nie poprzez stałe stacjonowanie oddziałów bojowych. Mimo złamania postanowień i ducha tej umowy przez Rosję, zarówno sekretarz generalny NATO, jak i zastępca szefa amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego - a w Estonii również prezydent Obama - potwierdzali w ostatnich dniach, że porozumienie jest w mocy i że NATO realizuje swoje nowe zadania w jego ramach. Z nieoficjalnych doniesień wiadomo, że Polska, kraje nadbałtyckie i Kanada domagają się zerwania tego porozumienia, ale na razie USA i kluczowe europejskie kraje NATO nie chcą w ten sposób zaogniać stosunków z Rosją.

Apel o wydatki

W Europie na wojsko wydajemy najwięcej. Jakie są efekty?
W Europie na wojsko wydajemy najwięcej. Jakie są efekty?tvn24

Umiarkowanej reakcji wojskowej na rosyjską agresję przeciw Ukrainie będzie towarzyszyć apel - zapewne również niezbyt ostry - o zaprzestanie cięć w wydatkach obronnych i podniesienie ich do poziomu 2 proc. PKB krajów członkowskich Sojuszu.

W ciągu ostatnich 20 lat europejskie kraje NATO wykorzystały tzw. dywidendę pokoju, drastycznie redukując wielkość swych sił zbrojnych i stopień ich finansowania. W reakcji na powiększającą się lukę w zdolnościach obronnych między Europą i USA (Stany Zjednoczone zapewniają 75 proc. finansowania i 90 proc. zdolności wojskowych NATO), sekretarze generalni od dawna apelują o opamiętanie i zwiększenie finansowania wojska w Europie. Do tej pory bez wyraźnego powodzenia, choć dla wszystkich jest jasne, że siła NATO wynika z sił armii jego poszczególnych członków i poziomu ich współdziałania.

Na szczycie w Newport apel o większe wydatki przybrać ma formę odrębnej deklaracji. Kilka nowych krajów członkowskich - np. kraje nadbałtyckie - istotnie zwiększyło wydatki na obronę, ale dla całości NATO liczą się przede wszystkim Niemcy, Hiszpania, Włochy, gdzie poziom wydatków i zdolności bojowych gwałtownie spada.

Najsilniejszą armią Europy Zachodniej dysponuje obecnie Francja. Wielka Brytania, choć zmniejszyła istotnie rozmiar swych sił zbrojnych, finansuje je dobrze i utrzymuje wysoką gotowość. Polska, mimo że inwestuje w modernizację na bezprecedensową skalę, ma problem z realizacją zamówień obronnych, a udział naprawdę nowoczesnego sprzętu i uzbrojenia pozostaje w polskiej armii niewielki. Ostatnia deklaracja prezydenta Komorowskiego o zwiększeniu wydatków obronnych do 2 proc. PKB napotkała opór rządu i ma być realizowana po 2016 roku.

Co z Ukrainą

Dyskusję o konieczności zmian w NATO wywołał konflikt Rosji z Ukrainą. I będzie on z pewnością najważniejszym niedotyczącym bezpośrednio spraw wewnątrznatowskich tematem szczytu.

- NATO musi podjąć konkretne zobowiązania dotyczące udzielenia Ukrainie pomocy w modernizacji i umocnieniu jej sił zbrojnych. Musimy zrobić więcej, by pomóc innym partnerom NATO, łącznie z Gruzją i Mołdawią, umocnić także ich obronność - powiedział Obama w sali koncertowej w Tallinie. Jakie będą to zobowiązania, przekonamy się za kilka dni, choć biorąc pod uwagę niechęć części członków Sojuszu, z Niemcami na czele, do pośredniego nawet (dostawy broni) militarnego angażowania się w konflikt rosyjsko-ukraiński, trudno oczekiwać radykalnego wzrostu wsparcia NATO dla Kijowa.

Przy świadomości ograniczonej reakcji Sojuszu na ukraiński kryzys szczyt w Newport będzie przełomowy pod innym względem. Przejdzie zapewne do historii jako ten, który zakończył epokę poszukiwania przez przeszło dwie dekady (od zakończenia "zimnej wojny") własnej nowej tożsamości przez najpotężniejszy militarny blok w historii. Sojusz odejdzie od koncepcji dalekich operacji na peryferiach świata zachodniego, a zwróci się znowu ku swemu podstawowemu zadaniu: obronie terytorium. Od tempa i jakości wprowadzania ustalonych w Walii zmian zależy stopień zwiększenia bezpieczeństwa takich krajów członkowskich NATO, jak Litwa, Łotwa, Estonia czy Polska.

Autor: Marek Świerczyński//rzw / Źródło: tvn24

Tagi:
Raporty: