W odpowiedzi na ataki USA i Izraela Iran rozpoczął w sobotę naloty na cele w Zatoce Perskiej - od Zjednoczonych Emiratów Arabskich po Bahrajn - uszkadzając budynki, zakłócając funkcjonowanie lotnisk i dostawy ropy naftowej. Przeprowadził też uderzenia na cele w Izraelu i amerykańskie bazy w regionie.
ZOBACZ RELACJĘ NA ŻYWO O SYTUACJI W IRANIE
O sytuacji w Dubaju mówił na antenie TVN24 Dariusz Kwiatkowski, który przebywa tam wraz z żoną i córką. Jak relacjonował, są tam od 23 lutego, z kolei powrót mieli zaplanowany na 5 marca. - Na ten moment nie wiemy, co nas czeka - przyznał.
Kwiatkowski dodał, że w mieście "nie widać jakiejś wielkiej paniki", a sytuacja wydaje się "dosyć opanowana". - Śledzimy oficjalne komunikaty Ministerstwa Obrony Zjednoczonych Emiratów Arabskich i oni uspokajają. Wygląda na to, że te [irańskie - red.] ataki głównie są zestrzeliwane ze strony obrony przeciwlotniczej (...), a te wszystkie wybuchy, które są relacjonowane, to są tylko i wyłącznie spadające szczątki - opowiadał.
Zamknięte lotnisko i odwołany lot
Dziennikarz sportowy Michał Samulski, który przyjechał do Dubaju wraz z rodziną również w TVN24 relacjonował obecną na miejscu sytuację. - Jestem z żoną i córkami w hotelu znajdującym się stosunkowo blisko, lotniska. Lotnisko jest zamknięte. Dostałem niespełna godzinę temu informację, że lot, który mieliśmy mieć jutro o 4.45 został odwołany - powiedział.
Dodał, że otrzymał też informację o tym, aby wraz z rodziną szukali innych połączeń, jednak - jak opowiadał - w tej chwili nie są one dostępne.
>> "Cały czas słychać wybuchy", "na niebie widać smugi". Relacja z Dubaju <<
Później w "Faktach po Faktach" TVN24 Samulski mówił, że nie ma wsparcia ani ze strony hotelu, ani władz lokalnych, ani linii lotniczych. Powiedział, że zapisał się do portalu Odyseusz polskiego MSZ, gdzie pierwsza informacja pojawiła się około godziny 12 czasu lokalnego. - Przez cały ten czas nie dostałem żadnej informacji. Próbowałem się skontaktować z konsulem, konsulat jest zamknięty, nie pracuje w weekendy, a teraz już mamy informację, że w ogóle nie będzie funkcjonował. Dodatkowo próbowałem się skontaktować z samym konsulem. Wysłałem do niego trzy SMS-y, żadnej odpowiedzi - opisywał.
Dodał, że próbował się też skontaktować z konsulem telefonicznie, ale bez skutku, chociaż słyszał, że kilku innym osobom się to udało. Miały usłyszeć, że mają unikać miejsc publicznych i czekać.
"Zabrakło nam pół godziny"
O tym, jak wygląda sytuacja w Dubaju opowiadał też pan Aleksander, który - jak relacjonował - miał tam planowaną przesiadkę w drodze powrotnej z Wietnamu. - Jesteśmy zakwaterowani w hotelu. Trochę rzeczy już się wyjaśniło. Mamy informację, że zostajemy tu do jutra - mówił.
Powiedział też, że zapewne dopiero jutro będzie miał informację, co dalej. Wspomniał przy tym wczorajszy dzień. - Zabrakło nam pół godziny, żebyśmy zdążyli przed zamknięciem lotniska wylecieć dalej do Polski - powiedział gość TVN24.
Autorka/Autor: Kamila Grenczyn/akr
Źródło: TVN24, PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/STRINGER