Stracili głównego "sponsora". Czy to "realna szansa" na upadek reżimu?

W ostatnich latach na Kubie widać oznaki ogromnego niezadowolenia społecznego
Stolica Kuby, Hawana. Wideo archiwalne
Źródło: Reuters Archive
Ian Vasquez z amerykańskiego think tanku Cato Institute twierdzi, że kryzys gospodarczy i odcięcie od dostaw ropy z Wenezueli, mogą doprowadzić do upadku kubańskiego reżimu - powiedział Ian Vasquez z amerykańskiego think tanku Cato Institute. Część ekspertów jest jednak bardziej ostrożna w prognozowaniu przyszłości Kuby.

Jak podał w czwartek dziennik "Financial Times", powołując się na szacunki firmy analitycznej Kpler, Hawana ma zapasy ropy na "maksymalnie 20 dni" i nie może liczyć na jakąś zewnętrzną pomoc. Prezydent USA Donald Trump podpisał w czwartek rozporządzenie umożliwiające nałożenie dodatkowych ceł na kraje, które "bezpośrednio lub pośrednio dostarczają ropę na Kubę".

- Istnieje więc realna szansa, że tym razem reżim zostanie osłabiony do tego stopnia, że dojdzie do zmian, a możliwe, że nawet do jego upadku - ocenił Ian Vasquez, wiceprezes Studiów Międzynarodowych w waszyngtońskim think tanku Cato Institute i publicysta peruwiańskiego dziennika "El Comercio".

Jak podkreślił, dzięki "zewnętrznej" pomocy kubańskim komunistom udawało się dotąd przetrwać nawet upadek Związku Sowieckiego i utratę rosyjskich subsydiów. Strategią rodu Castro było dotąd "udawanie reform", aby utrzymać władzę i "odczekiwanie" za cudze pieniądze, aż miną niepokoje społeczne. Tym razem jest jednak - zdaniem eksperta - inaczej, ponieważ Kuba utraciła głównego w ostatnich latach "sponsora" - Wenezuelę.

Przez lata, w zamian za zapewnienie reżimowi Nicolasa Maduro bezpieczeństwa, Caracas wysyłało na Kubę tanią ropę. Wprawdzie kryzys gospodarczy w Wenezueli sprawił, że sprzedaż ropy na Kubę spadała, ale w okresie boomu surowcowego kubański reżim mógł z odsprzedaży otrzymanej ropy liczyć na 10 mld dolarów dodatkowych środków rocznie.

"Nikt nie spodziewał się, że USA podejmą tak śmiałą akcję militarną"

Wszystko zmieniła 3 stycznia amerykańska operacja wojskowa w Caracas. Jeszcze w grudniu 2025 roku. Wenezuela transportowała około 46 tysięcy baryłek ropy dziennie na Kubę, ale od kiedy Amerykanie wywieźli do USA Nicolasa Maduro, wenezuelskiego przywódcę, któremu postawili zarzuty uczestnictwa w terroryzmie narkotykowym, dostawy surowca na wyspę spadły do zera.

Stało się tak zgodnie z zapowiedzią prezydenta Trumpa z 11 stycznia 2026 roku, że "nie będzie już ropy ani pieniędzy na Kubę - zero!". Waszyngton naciska obecnie także na Meksyk, aby zaprzestał eksportu ropy do Hawany, który i tak, w porównaniu z 2025 r., dramatycznie spadł. W ostatnim meksykańskim transporcie z 9 stycznia, na Kubę, jak podaje Kpler, przypłynęło w sumie 85 tys. baryłek ropy, a w 2025 r. dostawy sięgały nawet 37 tys. baryłek dziennie.

Jak przyznał Vasquez, amerykańska operacja, w której zginęło 32 kubańskich agentów, była dla Hawany szokiem, ponieważ "nikt tam nie spodziewał się, że Stany Zjednoczone podejmą tak śmiałą akcję militarną i że zakończy się ona sukcesem". Latynoskie reżimy, jego zdaniem, były dotąd przyzwyczajone do "wstrzemięźliwości" USA.

Koniec kubańskiego reżimu przybliża jednak według Vasqueza nie tylko zmiana w amerykańskiej polityce. Są także inne powody bezprecedensowego słabnięcia reżimu Castro. Przede wszystkim "najgorszy" od czasów rewolucji kubańskiej z 1959 r. kryzys gospodarczy. - Jest nawet gorzej niż po upadku Związku Sowieckiego - zauważył Vasquez.

Trudna sytuacja gospodarcza na Kubie

Według raportu Observatorio Cubano de Derechos Humanos z siedzibą w Hiszpanii 89 procent kubańskich rodzin żyje w biedzie. Siedmiu na 10 Kubańczyków musi rezygnować z co najmniej jednego posiłku dziennie, a tylko 3 proc. stać na leki w aptece. 78 procent Kubańczyków objętych badaniem obserwatorium chce opuścić swój kraj lub zna kogoś, kto tego chce.

Kubańczycy muszą się także mierzyć z niemal codziennymi przerwami w dostawie prądu i długimi kolejkami na stacjach benzynowych. Brakuje wody, a na ulicach miast zalegają tony niewywożonych śmieci.

Kubańczycy muszą się mierzyć z długimi kolejkami na stacjach benzynowych
Kubańczycy muszą się mierzyć z długimi kolejkami na stacjach benzynowych
Źródło: ERNESTO MASTRASCUSA/PAP/EPA

W ostatnich latach na Kubie widać według Vasqueza oznaki ogromnego niezadowolenia społecznego. Kuba wkracza jego zdaniem w "nową fazę", w której ludzie przestali się bać protestować. Przykładem tej ewolucji nastrojów były masowe i spontaniczne protesty z lipca 2021 r., wywołane niedoborem żywności i leków, kiedy "jak nigdy wcześniej" po rewolucji cały kraj zbuntował się przeciwko dyktaturze i domagał się wolności.

Vasquez nie wykluczył, że obecnie także może dojść do masowych protestów, w których wezmą być może udział nawet ludzie wspierający dotąd reżim.

- Całkowity rozpad usług publicznych, nie wspominając o załamaniu się całej gospodarki, dotyka wszystkich, w tym zwolenników reżimu. Może więc nadejść moment, w którym Raul Castro i jego służby nie będą już mogli liczyć na poparcie ze strony własnych szeregów - ocenił ekspert.

Zwolennicy systemu są dobrze opłacani

Część ekspertów jest jednak bardziej ostrożna w prognozowaniu przyszłości Kuby. Maria Weltrau, założycielka Archivo Cuba, organizacji dokumentującej zbrodnie hawańskiego reżimu, przekonywała w podcaście Cato Institute, że komunistyczne służby są na Kubie wciąż silne. Przypomniała, że represje wobec protestujących w 2021 r. były niezwykle brutalne.

Kubański komunizm łamie jej zdaniem wszystkie możliwe prawa człowieka. Archivo Cuba, do 7 grudnia 2024 r., udokumentowała 8 172 przypadki śmierci lub zaginięć, za które odpowiedzialni są agenci komunistycznej Kuby. Całkowitą liczbę ofiar reżimu Archivo Cuba ocenia na "dziesiątki tysięcy", ale aby to udowodnić, brakuje wglądu w oficjalne dokumenty.

Weltrau zwróciła także uwagę, że zwolennicy systemu są dobrze opłacani. Strażnik więzienny zarabia na Kubie więcej niż lekarz. Jak zauważyła w podcaście Weltrau, reżim ma też do dyspozycji świetnie rozwiniętą machinę propagandową, bo Fidel Castro uważał, że "rewolucja karmi się przede wszystkim propagandą". Działają dwie kubańskie agencje prasowe z 500 pracownikami i 1000 współpracowników, w 400 biurach na całym świecie.

Także Christopher Hernandez-Roy, wicedyrektor programu Americas w think tanku Center for Strategic and International Studies, przekonywał, że to, co się obecnie dzieje na Kubie, nie wystarczy do obalenia reżimu. "Samo odcięcie Kubie ropy" - jego zdaniem - nie wystarczy, aby na wyspie zaczęły się zmiany. Potrzebna jest dodatkowa „zewnętrzna presja”, podkreślił.

- Nie mówię nawet o całkowitej zmianie reżimu, ale o swoistym zarządzaniu kubańskim reżimem. Trzeba stworzyć takie warunki ekonomiczne na miejscu, które będą nie do zniesienia dla części kubańskich elit, aby zrozumiały, że nie da się już polegać tylko na represjach, by rządzić wyspą i że potrzebne są zmiany - ocenił Hernandez-Roy i dodał, że jeśli nie brać pod uwagę presji wojskowej, którą administracja na razie wyklucza, to należy "odciąć" wszystkie źródła dochodów władzy, tak aby aparat represji nie miał pieniędzy na utrzymanie.

Jak Weltrau podkreśliła w swoim wystąpieniu przed Kongresem USA w 2024 r., sprzedaż sprowadzonej z Wenezueli ropy i turystyka nie są jedynymi źródłami dochodu reżimu.

Rubio rozumie przestępczą naturę reżimu kubańskiego

Klika Castro żyje jej zdaniem ze "współczesnego niewolnictwa". To państwowy biznes eksportujący siłę roboczą na cały świat, m.in. lekarzy, nauczycieli, marynarzy, pracowników budowlanych i inżynierów, którym odbiera się ponad 80 proc. zarobków. Kubańscy aparatczycy nazywają to "misjami".

Według Weltrau same brygady medyczne, wysyłane nie tylko do Wenezueli, ale także wielu demokratycznych krajów świata, w latach 2018-2022 przyniosły reżimowi około 31 mld dolarów.

Dlatego Hernandez-Roy zwrócił uwagę, że trudno będzie myśleć o zmianach na Kubie bez negocjacji ze wzbogaconymi w ten sposób kubańskimi "elitami". Potrzebne są jego zdaniem zakulisowe rozmowy z tą częścią zwolenników reżimu, którzy "dadzą się przekonać do zmian na wyspie w zamian za lepsze warunki ekonomiczne".

W ostatnich latach na Kubie widać oznaki ogromnego niezadowolenia społecznego
W ostatnich latach na Kubie widać oznaki ogromnego niezadowolenia społecznego
Źródło: ERNESTO MASTRASCUSA/PAP/EPA

Na pytanie, z kim negocjować, jeśli najwyżsi przywódcy Kuby będą chcieli zawrzeć jakiś układ z USA, aby móc wyjechać, Vasquez odparł, że nie potrafi sobie wyobrazić sytuacji, w której na współpracę z USA, na wzór Delcy Rodriguez w Wenezueli, idzie Raul Castro.

- Delcy Rodriguez zdradziła Maduro. Nie wiem, kto mógłby się zdecydować na to samo na Kubie. Nie wiadomo też, z kim rozmawiać, jeśli chodzi o opozycję, bo kubańscy przeciwnicy reżimu nie mają lidera - przyznał ekspert.

Podkreślił jednak, że ewentualne negocjacje z reżimem, które miałyby prowadzić do pokojowego przekazania władzy lub przynajmniej złagodzenia represji, nie powinny się spotkać ze sprzeciwem pryncypialnie dotąd antykomunistycznej kubańskiej diaspory. Dlaczego? W administracji Trumpa pierwsze skrzypce gra wywodzący się z tej diaspory kubański Amerykanin Marco Rubio.

- A to wszystko zmienia. Marco Rubio rozumie przestępczą naturę reżimu kubańskiego i tradycyjnie zajmował twarde stanowisko wobec reżimu w Hawanie. Dlatego jest jak "Nixon jadący do Chin", któremu jako antykomuniście było więcej wolno w kontaktach z totalitarnym Pekinem - zauważył ekspert i dodał, że Rubio ma "wystarczającą wiarygodność", żeby przekonać kubańskich Amerykanów do zaakceptowania paktów z komunistami spod znaku Castro.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: