|

Zmarł w namiocie w Bieszczadach. Po ćwierć wieku "wrócił do domu"

Namiot, w którym znaleziono ciało
Namiot, w którym znaleziono ciało
Źródło: Komenda Powiatowa Policji w Lesku
Odetchnęliśmy z ulgą, bo odnalezienie ojca było dla nas ogromnie ważne - mówi Magda, córka zaginionego w 2000 roku Roberta Wieczorka. Dzięki ustaleniom TVN24+ wiemy, że to jego ciało ponad ćwierć wieku temu znaleziono w namiocie w Bieszczadach. Co dokładnie wydarzyło się pod szczytem Matragony? To wciąż pozostaje tajemnicą i na pewno nie jest to koniec tej historii.Artykuł dostępny w subskrypcji

Po 25 latach ta część historii zaginięcia Roberta Wieczorka, 37-latka z Warszawy, wreszcie znajduje swoje zakończenie. Rodzina odebrała jego szczątki z Zakładu Medycyny w Krakowie i może pochować je w rodzinnym grobowcu w Warszawie.

- Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, bo odnalezienie ojca było dla nas ogromnie ważne. Babcia jest szczęśliwa i spokojniejsza - bardzo długo czekała na jakiekolwiek wiadomości z policji czy prokuratury o tym, co stało się z jej jedynym synem. Teraz ma świadomość, że ojciec jest już "w domu", że możemy pochować go w rodzinnym grobowcu w Warszawie. Będzie miała miejsce, do którego może pójść, zapalić znicz i się pomodlić. Babcia ma 88 lat i to było dla niej niezwykle istotne, by jeszcze przed odejściem dowiedzieć się, co stało się z jej dzieckiem - mówi w rozmowie z TVN24+ Magda Brzozowska, córka Roberta Wieczorka.

Ostatni telefon

Historia mężczyzny z namiotu pod Matragoną jest pełna zwrotów akcji. 37-letni Robert Wieczorek mieszkał z rodziną w stolicy. Miał żonę i dwoje małych dzieci. 31 maja 2000 roku pożegnał się z bliskimi i wyszedł z domu. Kilka dni później zadzwonił i przekazał żonie, że już nie wróci i że teraz ona i dzieci są już bezpieczne. Nie wyjaśnił jednak, co to znaczy. Więcej się nie odezwał, a jego bliscy przez prawie ćwierć wieku czekali na informację, co się z nim stało.

Dziś już wiemy - bo po 24 latach od zaginięcia udało mi się ustalić - że to jego ciało 24 września 2000 roku znaleziono w namiocie pod szczytem Matragony w Bieszczadach.

W ustaleniu tożsamości mężczyzny pomógł mi zbieg okoliczności. Pracując nad sprawą zabójstwa sanockiego dziennikarza Marka Pomykały, trafiłam na informację o tym, że w 2021 roku prokuratura zleciła ekshumację ciała mężczyzny z namiotu spod Matragony. Śledczy chcieli sprawdzić, czy był to zaginiony dziennikarz. Nie był, ale w policyjnych materiałach został profil DNA mężczyzny.

Czytaj także: