Świat

"Hongkończycy, dodać gazu". Protestują przeciwko zakazowi zakrywania twarzy

Świat


Tysiące osób protestują w piątek w wielu częściach Hongkongu przeciwko ogłoszonemu przez władze zakazowi zakrywania twarzy. Według opozycji ogranicza on swobodę demonstracji i może być zaledwie wstępem do dalszej zmiany przepisów z pominięciem parlamentu. Zakaz podoba się Pekinowi.

Setki demonstrantów blokują jedną z głównych ulic na półwyspie Koulun. Setki innych demonstrują pokojowo w centrum handlowym w miejscowości Sha Tin na Nowych Terytoriach, wznosząc hasło: "Hongkończycy, dodać gazu".

Protestujący zablokowali też kilka głównych ulic w finansowej dzielnicy Central na wyspie Hongkong. Na Connaugh Road podpalili ustawioną przez siebie barykadę. Spalono również chińską flagę państwową.

Zakaz zakrywania twarzy

Ogłaszając w piątek wprowadzenie zakazu, szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam oceniła, że będzie on odstraszał zamaskowanych demonstrantów od dokonywania aktów wandalizmu i przemocy. Rząd wprowadza zakaz, by "powstrzymać eskalację przemocy i przywrócić spokój w społeczeństwie".

Na konferencji Lam zapewniła, że decyzja o wprowadzeniu zakazu została podjęta "wewnątrz Hongkongu”, w zgodzie z zasadą "jeden kraj, dwa systemy". Odpowiedziała w ten sposób na pytanie, czy musiała uzyskać na to zgodę rządu centralnego i czy rozmawiała na ten temat z chińskimi władzami w czasie swojego pobytu w Pekinie z okazji święta narodowego 1 października.

Rzecznik rządowego biura ds. Hongkongu i Makau Yang Guang ocenił, że nowe przepisy są konieczne i pomogą powstrzymać przemoc. Według niego pod wpływem działania "obcych sił" protesty w Hongkongu przerodziły się w "hongkońską wersję kolorowej rewolucji" i obecnie stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Zakaz zakrywania twarzy jest w związku z tym "zgodny z prawem, zasadny, sprawiedliwy i bardzo potrzebny".

Yang Guang powtórzył również stanowisko chińskiego rządu, że "chaos w Hongkongu nie może trwać bez przerwy". Dodał, że przyszedł czas na podjęcie bardziej stanowczych środków, by powstrzymać przemoc. Podkreślił, że rząd centralny zdecydowanie popiera szefową administracji Hongkongu Carrie Lam, i wyraził nadzieję, że jej rząd będzie w stanie "przywrócić praworządność" w regionie.

Zakaz zasłaniania twarzy poparło 40 spośród 42 propekińskich posłów do 70-osobowego hongkońskiego parlamentu, a także liczące 2 tys. członków Hongkońskie Stowarzyszenie Inspektorów Policji.

Wątpliwości opozycji

Poseł hongkońskiej opozycji Alvin Yeung wyraził jednak wątpliwości, czy nowe przepisy rzeczywiście pomogą uspokoić sytuację. Według niego Lam powinna "otworzyć oczy" i zobaczyć wszystkie demonstracje, które rozpoczęły się w całym Hongkongu natychmiast po ogłoszeniu zakazu.

Opozycyjny działacz Lester Shum i emerytowany pracownik administracji publicznej Kwok Cheuk-kin zaskarżyli tymczasem nowy przepis do Wysokiego Sądu (High Court). Ich zdaniem jest on niezgodny z Prawem Podstawowym, czyli hongkońską minikonstytucją, która gwarantuje mieszkańcom wolność wypowiedzi i zgromadzeń.

Shum ocenił, że zakaz ogranicza możliwość uczestnictwa w pokojowych demonstracjach osobom, które obawiają się retorsji ze strony pracodawców o odmiennych poglądach politycznych.

HongkongPAP

"Stan kryzysowy"

Aby wprowadzić zakaz, rząd Hongkongu skorzystał z przyjętych w czasach kolonialnych i niestosowanych od 1967 roku przepisów o stanie kryzysowym. Przyznają one szefowi administracji regionu rozległe uprawnienia, w tym do dowolnej zmiany praw, jeśli uzna on, że zaistniała "sytuacja kryzysowa lub zagrożenia publicznego".

Posłanka obozu demokratycznego Tanya Chan oceniła, że zakaz jest zaledwie wstępem "do wprowadzania innych przepisów kryzysowych". Według opozycyjnej partii Demosisto rząd ma zapewne w planach kolejne "drakońskie prawa", które zagrażają pozycji Hongkongu jako centrum finansowego.

Politycy prorządowi sugerują już, jakie prawa mogłaby w następnej kolejności wprowadzić szefowa administracji, korzystając z przepisów kryzysowych. Doradca Lam z Rady Wykonawczej Ip Kwok-him ocenił, że należy rozważyć wydłużenie okresu, na jaki policji wolno zatrzymywać podejrzanych, a nawet zakaz korzystania z mediów społecznościowych.

Autor: mtom / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: