- Prawdziwa skala epidemii gorączki krwotocznej ebola w Demokratycznej Republice Konga może być dwa do czterech razy większa, niż wskazują oficjalnie potwierdzone przypadki zachorowań - powiedział agencji Reutera Dyrektor WHO ds. sytuacji nadzwyczajnych Chikwe Ihekweazu.
Wyjaśnił, że taka ocena bazuje na modelach transmisji wirusa eboli w DRK oraz skali pozytywnych wyników testowania jego mieszkańców na obecność wirusa.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zakażona wirusem ebola 6-latka porwana ze szpitala
- 80 procent nowych przypadków z potwierdzonym zakażeniem pochodzi spoza list ustalonych kontaktów - stwierdził. Dodał, że w rejonach, w których nowych przypadków jest mniej, niemal wszyscy pacjenci zakazili się od pacjentów znanych służbom.
Lekarze rejestrują kontakty osób zakażonych i chorych, by objąć je nadzorem epidemiologicznym lub skierować na kwarantannę.
DRK publikuje dane na temat zakażonych i zmarłych z powodu wirusa eboli
Epicentrum gorączki ebola - wysoce zakaźnej wirusowej choroby, którą można leczyć wyłącznie objawowo i nie ma na nią szczepionki - znajduje się w prowincji Ituri. To stamtąd pochodzi 90 procent zgłoszonych przypadków. Do tej pory wiadomo o 1830 osobach zakażonych i 648 zmarłych z powodu choroby.
Wirus przeniósł się też do innych części tego środkowoafrykańskiego kraju - Kiwu Północnego, Kiwu Południowego i Górnego Uele. Przypadki choroby zarejestrowano też w Ugandzie.
W Bunii, stolicy Ituri i mieście liczącym milion mieszkańców, mniej więcej co drugi pacjent po przebadaniu na obecność wirusa ebola otrzymuje wynik pozytywny. Ihekweazu zaznaczył, że jest to znakiem intensywnej, trwającej transmisji wirusa.
Około 70 procent zgonów notuje się wśród osób, które nie były leczone w placówkach medycznych. Wstępne dane wskazują, że dominuje szczep wirusa, który daje łagodniejsze objawy choroby niż inne. Jak powiedział urzędnik WHO, to sprawia, że rodziny są bardziej skłonne opiekować się swoimi chorymi krewnymi w domach, umożliwiając jednocześnie transmisję wirusa.
- Pacjenci pozostają poza systemem opieki znacznie dłużej, niż byśmy tego chcieli - powiedział Ihekweazu. - Im dłużej pacjenci pozostają bez opieki, tym większe jest prawdopodobieństwo, że będą przenosić tę chorobę - dodał.
Epidemia eboli w Afryce
Epidemię ogłoszono 15 maja. Jest 17. w historii tego środkowoafrykańskiego kraju od wykrycia choroby w 1976 roku. Wybuchła niespełna pół roku po poprzedniej, która oficjalnie zakończyła się pod koniec 2025 roku. Szacuje się, że w ciągu ostatnich 50 lat z powodu eboli w Afryce zmarło łącznie ponad 15 tysięcy osób. Najtragiczniejsza w skutkach epidemia w DRK z lat 2018-20 pochłonęła prawie 2,3 tysiąca ofiar śmiertelnych.
Objawy na ogół pojawiają się w okresie od dwóch do 21 dni po zetknięciu z wirusem. Choroba może się rozpocząć nagle od gorączki, zmęczenia, braku apetytu, wymiotów, biegunki, bólu brzucha, bólu głowy i bólu mięśni. Później u niektórych pacjentów mogą wystąpić również obfite krwotoki wewnętrzne i zewnętrzne oraz niewydolność wielonarządowa.
Gorączka ebola charakteryzuje się wysoką śmiertelnością, która w zależności od szczepu wirusa wynosi od około 30 do ponad 90 procent. Zarazić się można przez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami i wydalinami osoby zakażonej.