Donald Trump przez lata powtarzał, że Ameryka powinna kończyć wojny, a nie zaczynać nowe. To była jedna z kluczowych obietnic podczas kampanii wyborczej, szczególnie dla wyborców zmęczonych konfliktami w Iraku i Afganistanie. Dziś Stany Zjednoczone wraz z Izraelem prowadzą operację wojskową przeciwko Iranowi, a pod adresem prezydenta padają coraz ostrzejsze słowa i to ze strony jego własnego obozu.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Dlaczego "Epicka Furia"? Trump wyjaśnił
Najostrzejsza krytyka płynie z najbardziej radykalnej części ruchu MAGA. - Jesteś demoniczną siłą, jesteś kłamcą, jesteś zdrajcą - powiedział skrajnie prawicowy influencer Nick Fuentes.
- W czerwcu 2015 roku Trump zjeżdżał po ruchomych schodach i mówił, że nie powinniśmy byli nigdy atakować Iraku, że nie było tam broni masowego rażenia, że oni o tym wiedzieli, a my wydawaliśmy na to wszystko ogromne pieniądze. Dziesięć lat później znowu robimy to samo - mówi radykalny prawicowy streamer Nick Fuentes.
Internetowe transmisje Fuentesa trafiają do najbardziej ideologicznej części elektoratu Trumpa. Wątpliwości dotyczące operacji "Epicka Furia" pojawiają się również wśród komentatorów głównego nurtu amerykańskiej prawicy.
"Kandydował pod hasłem końca wojen"
- To wydaje się szalone, zwłaszcza biorąc pod uwagę, co mówił w kampanii. Dlatego wielu ludzi czuje się zdradzonych - powiedział podcaster i komentator UFC Joe Rogan. - Kandydował pod hasłem końca wojen i tych głupich bezsensownych konfliktów, a teraz mamy wojnę, w której nawet nie potrafimy jasno określić, dlaczego ją rozpoczęliśmy - dodał.
Joe Rogan podczas ostatniej kampanii pomógł Donaldowi Trumpowi dotrzeć do milionów młodych wyborców. Podobnie jak inni komentatorzy tej sceny politycznej mówi o poczuciu zdrady. Niektórzy zaczynają też otwarcie podważać wiarygodność prezydenta.
- Gry wojenne są bez sensu. Mamy oczy i wiemy, jak wygląda sytuacja. Po prostu to przyznajmy i idźmy dalej. Mam nadzieję, że prezydent mówi prawdę, kiedy twierdzi, że to potrwa krótko - oceniła była gwiazda Fox News Megyn Kelly.
W jednym z ostatnich odcinków swojego podcastu ostrzegła, że historia Bliskiego Wschodu pokazuje, jak łatwo takie konflikty mogą wymknąć się spod kontroli. - Nikt nie kwestionuje, że w Teheranie rządzi okrutny morderczy reżim, ale niestety wybrali tam kolejnego ajatollaha, który jest synem poprzednika i podobno jest jeszcze bardziej radykalny - stwierdziła.
Megyn Kelly podważa samą rolę Stanów Zjednoczonych w regionie Zatoki Perskiej i apeluje, aby skoncentrować się na zachodniej półkuli. - Rozumiem, dlaczego Izrael chciał iść na tę wojnę. Ma wspaniałą armię, doskonały wywiad. Świetnie, powodzenia! Ale Irańczycy to wasi sąsiedzi, a nie nasi. My mamy własną hemisferę i dlatego rozmawiamy o Grenlandii, i weszliśmy do Wenezueli - wyjaśniła.
Carlson: to nie jest wojna Stanów Zjednoczonych
Jeszcze ostrzej mówi Tucker Carlson, dawny gospodarz jednego z najpopularniejszych programów Fox News. Były prezenter wielokrotnie wzbudzał kontrowersje komentarzami uznawanymi za powielanie narracji Kremla i pochwałami pod adresem Rosji, ale dla wielu wyborców MAGA jego opinie wciąż mają duże znaczenie.
- To wojna Izraela. To nie jest wojna Stanów Zjednoczonych. Nie leży w interesie bezpieczeństwa narodowego naszego kraju. Nie uczyni nas bezpieczniejszymi ani bogatszymi. Nie jest też po to, by zniszczyć broń jądrową, chemiczną czy biologiczną. Ta wojna wybuchła, bo chciał jej Izrael - ocenił Carlson.
Bunt MAGA
Tak otwarta krytyka z własnego obozu to dla Donalda Trumpa sytuacja wyjątkowa. Przez lata jego wyborcy byli niemal bezwarunkowo lojalni. Wojna z Iranem wybuchła jednak w momencie, gdy zaufanie części elektoratu już zostało nadwyrężone między innymi przez chaos ujawniania dokumentów sprawy Jeffreya Epsteina.
Dla wielu komentatorów sekwencja ostatnich wydarzeń może być momentem przełomu, który trwale zmieni relacje prezydenta z jego własnym ruchem politycznym.