Świat

Historyczny moment. Trump na północnokoreańskiej ziemi

Świat


Prezydent USA Donald Trump i przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un spotkali się w niedzielę we wsi Panmundżom w strefie zdemilitaryzowanej na granicy pomiędzy Koreami. Podali sobie dłonie po czym przywódca reżimu w Pjongjangu zaprosił gestem Donalda Trumpa na północnokoreańską stronę granicy. Stał się on tym samym pierwszym w historii prezydentem USA, który to zrobił.

Donald Trump przyleciał do strefy zdemilitaryzowanej z Seulu na pokładzie śmigłowca.

Przed godz. 8. rano w Polsce kamery towarzyszące amerykańskiej delegacji pokazały prezydenta Trumpa w asyście wojskowych i dyplomatów, obserwującego z jednego ze stanowisk Koreę Północną.

Po godzinie doszło do spotkania Trump-Kim. Przywódcy podeszli do siebie, wymieniając kilka zdań i podając sobie rękę. Potem Kim Dzong Un zapraszającym gestem wprowadził Trumpa na północnokoreańską stronę strefy zdemilitaryzowanej.

Nigdy wcześniej żaden amerykański prezydent nie postawił stopy na północnokoreańskiej ziemi.

Przywódca Korei Północnej oświadczył, że był "bardzo zaskoczony" propozycją spotkania w strefie zdemilitaryzowanej, wystosowaną przez Trumpa w sobotę. - Dobrze pana znowu widzieć. Nie spodziewałem się, że spotkamy się w tym miejscu - powiedział Kim, gdy obaj przywódcy uścisnęli sobie dłoń na granicy.

To "wspaniałe uczucie" i "bardzo historyczny moment", "jestem dumny, że przekroczyłem tę linię" - mówił z kolei prezydent Trump Kimowi po przekroczeniu granicy.

Gdy znaleźli się po południowej stronie, Kim podkreślił, że Trump jest "pierwszym prezydentem USA, który odwiedził nasz kraj" i ocenił to jako przykład "odwagi i determinacji".

Potem przywódcy usiedli, aby rozmawiać. Na kilka chwil wpuścili jeszcze dziennikarzy, by ci mogli ich sfotografować. Potem drzwi się zamknęły. Ta część spotkania Donalda Trumpa i Kim Dzong Una trwała prawie godzinę.

Podczas spotkania Trump zaprosił Kim Dzong Una do Białego Domu. Po rozmowach powiedział, że chciałby, aby Kim odwiedził Waszyngton "we właściwym czasie".

Według agencji Kyodo prezydent Korei Północnej zaprosił też prezydenta USA do Pjongjangu.

Po zakończeniu spotkania Trump ogłosił wznowienie rozmów między krajami o denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. Trump zastrzegł, że amerykańskie sankcje przeciwko Korei Północnej pozostaną w mocy.

Prezydent oświadczył, że uzgodnił z Kimem, iż USA i Korea Północna powołają zespoły negocjacyjne, które rozpoczną pracę w ciągu 2-3 tygodni i "zobaczą, czy mogą coś zrobić". Prezydent zaznaczył, że tempo rokowań nie jest dla niego najważniejsze, lecz zależy mu na "wszechstronnej, dobrej umowie". - W pewnym momencie to się wszystko wydarzy (...). Nie ma pośpiechu - wskazał Trump.

Zespołem amerykańskim pokieruje dotychczasowy specjalny wysłannik USA do spraw Korei Północnej Stephen Biegun, a północnokoreańskim "ktoś, kogo znamy" - powiedział, ale nie podał nazwiska tej osoby.

Amerykański prezydent ocenił niedzielne spotkanie jako "bardzo dobre" i "wspaniałe dla świata". Wielokrotnie powtarzał również, że sytuacja na Półwyspie Koreańskim i relacje między USA a Koreą Północną są obecnie lepsze niż za rządów poprzednich administracji w Waszyngtonie.

"Mam nadzieję, że prezydent Trump przejdzie do historii"

- Udajemy się do strefy zdemilitaryzowanej, gdzie spotkam się z przewodniczącym Kimem. Bardzo się cieszę i czekam na rozwiniecie bardzo dobrych relacji - powiedział w piątek jeszcze przed tą wizytą amerykański prezydent.

- Mam nadzieję, że prezydent Trump przejdzie do historii jako prezydent, który doprowadził do pokoju na Półwyspie Koreańskim - powiedział prezydent Korei Południowej Mun Dze In, który wcześniej oceniał planowane spotkanie Trumpa z Kimem w strefie zdemilitaryzowanej jako "ważny kamień milowy" w procesie denuklearyzacji Korei Północnej.

Pjongjang czekał na zaproszenie

Trump spotkanie na granicy zasugerował w sobotę na Twitterze, gdzie napisał, że mógłby spotkać się z Kimem "tylko aby uścisnąć mu dłoń i powiedzieć 'hello'". Pjongjang uznał to za "bardzo interesującą propozycję", ale zaznaczył, że nie otrzymał oficjalnego zaproszenia.

Nie było jasne, jaka będzie formuła spotkania, ani o czym Trump będzie rozmawiał z Kimem. Sam mówił, że być może po prostu "uścisną sobie dłonie", ale - jak dodał - to też "wiele znaczy".

Spotkanie w Panmundżom jest trzecią rozmową twarzą w twarz pomiędzy Trumpem a Kimem. Wcześniej spotkali się w Singapurze i wietnamskim Hanoi.

Strefę zdemilitaryzowaną na granicy pomiędzy dwiema Koreami odwiedzali wszyscy amerykańscy prezydenci od czasu Ronalda Reagana, za wyjątkiem George'a W. Busha, który pojechał tam jako wiceprezydent.

Czego chce Pjongjang, a czego Waszyngton?

Kim wielokrotnie wyrażał gotowość do rezygnacji z broni jądrowej, ale konkretny harmonogram likwidacji północnokoreańskiego programu nuklearnego nie został ogłoszony.

Pjongjang domaga się zniesienia międzynarodowych sankcji gospodarczych, ale Waszyngton wyklucza ustępstwa, dopóki nie zostaną podjęte konkretne kroki w kierunku "całkowitej, możliwej do zweryfikowania i nieodwracalnej denuklearyzacji". W czerwcu Trump informował, że otrzymał list od Kima, oceniając tę korespondencję jako "bardzo ciepłą" i "cudowną". Później osobisty list od Trumpa dostał Kim, który wyraził satysfakcję z jego "doskonałej treści" i zapewnił, że poważnie się nad nią zastanowi. Nie ujawniono więcej szczegółów dotyczących treści tej korespondencji.

Autor: akw,mart/adso / Źródło: PAP, Reuters