Korea Południowa

Korea Południowa

W Korei Południowej wykryto w czwartek 104 nowe przypadki koronawirusa, co zwiększyło ich łączną liczbę w tym kraju do 9241 - poinformowały południowokoreańskie Koreańskie Centra Kontroli i Zapobiegania Chorób. Koronawirus szczególnie łatwo szerzy się w pomieszczeniach zamkniętych, przy wydłużonej ekspozycji – podała w środę południowokoreańska agencja prasowa Yonhap, wskazując na wysoką liczbę przypadków infekcji na jednym z pięter seulskiego biurowca.

W Korei Południowej czwarty dzień z rzędu liczba nowych przypadków zakażenia koronawirusem nie przekroczyła stu. A to dane wyjątkowo wiarygodne - w żadnym innym kraju nie wykonuje się tylu testów, dzięki czemu izolowane są jedynie osoby faktycznie zainfekowane. Na doświadczenia południowokoreańskie z nadzieją patrzą te państwa, które nadal zmagają się z narastającą skalą epidemii.

O blisko 800 przypadków zwiększył się bilans potwierdzonych zakażeń koronawirusem we Włoszech. Wzrosła także liczba zgonów. Najwięcej zainfekowanych i ofiar śmiertelnych odnotowano w Lombardii na północny kraju. Także w Wielkiej Brytanii i Francji zanotowano największy dobowy wzrost liczby osób zakażonych SARS-CoV-2. Jak świat walczy z koronawirusem?

Nie dość, że mamy dosyć problemów z Koreą Południową w handlu, to dali jeszcze "Parasite" Oscara za najlepszy film roku - mówił na wiecu wyborczym w Colorado Springs Donald Trump. Południowokoreański film poruszający problem przepaści między biednymi i bogatymi jako pierwsza nieanglojęzyczna produkcja w historii dostał Oscara w tej kategorii.

Kim Dzong Un przemierzający na białym koniu ośnieżone pola i lasy wokół góry Pektu - takie zdjęcia w czwartek pokazały państwowe północnokoreańskie media, przypominając wyprawę przywódcy do "duchowej ojczyzny" jego dynastii. W podróży, którą Kim odbył pod koniec ubiegłego roku, towarzyszyła mu między innymi jego żona Ri Sol Ju oraz wysocy dowódcy armii - podała agencja Reutera.

Trybunał Konstytucyjny Korei Południowej nie przyjął do rozpoznania w piątek wniosku grupy kobiet zmuszonych do pracy w japońskich wojskowych domach publicznych w czasie II wojny światowej. Tak zwane "comfort women" domagały się uznania za niekonstytucyjną umowy podpisanej w 2015 roku przez Seul i Tokio. Kobiety twierdzą, że porozumienie nie było z nimi konsultowane i nie może być uważane za zamykające sprawę.