"Nie widziałam siebie od 25 maja, stan skóry badam rękami". Pierwsze listy Sapiegi z aresztu

TVN24 | Świat

Autor:
tas/adso
Źródło:
BBC, Kommiersant, Radio Swoboda, tvn24.pl

"Proszę nie obwiniać Ramana o to, co się stało. Chronił i opiekował się mną najlepiej, jak potrafił" – napisała w liście do rodziców Sofia Sapiega, zatrzymana partnerka aktywisty i blogera Ramana Pratasiewicza. Fragmenty listu publikuje rosyjska sekcja BBC. Sapiega przebywa w mińskim areszcie. Dotąd nie usłyszała zarzutów.

"Dziś jest 3 czerwca. Dzień, w którym rano miałam bronić pracy magisterskiej, a wieczorem iść z Ramanem do restauracji, pić szampana i jeść spaghetti" – napisała w liście Sofia Sapiega.

"Jednak wszystko potoczyło się trochę inaczej. Zamiast tego rano jadłam kaszę na śniadanie, a wieczorem piłam herbatę z herbatnikami. Byłam sama. Nie było obrony (pracy magisterskiej - red.), nie było Ramana, restauracji ani zimnego szampana. Nie było świętowania ani miłości. Ale była herbata. Bardzo gorzko o tym myśleć, ale wygląda na to, że w życiu wydarzy się jeszcze wiele rzeczy, które mnie ominą. Nie chciałam o tym pisać, ale nie miałam z kim się tym podzielić i nie mogłam się oprzeć. Przepraszam" – czytamy w korespondencji młodej kobiety opublikowanej przez rosyjską sekcję BBC.

OGLĄDAJ NA ŻYWO W TVN24 GO

Sofia Sapiega, obywatelka Federacji Rosyjskiej, jest partnerką opozycjonisty, blogera i współtwórcy informacyjnego kanału NEXTA Ramana Pratasiewicza. Została zatrzymana wraz z nim 23 maja, kiedy władze Białorusi zmusiły załogę lecącego do Wilna samolotu pasażerskiego do lądowania w Mińsku. Sapiega i Pratasiewicz wypoczywali w Grecji. Do samolotu Ryanaira wsiedli na lotnisku w Atenach. Oboje przebywają w areszcie śledczym KGB w Mińsku. Sąd wcześniej odrzucił skargę obrońców Rosjanki w sprawie jej zatrzymania.

"Nigdy nie wierzyłam w prorocze sny... Ale… w noc przed odlotem z Aten Ramanowi się przyśniło, że lądujemy w Mińsku. Mówił już wcześniej, że miał prorocze sny. Szkoda, że to był jeden z nich. Proszę nie obwiniać Ramana o to, co się stało. Chronił i opiekował się mną, najlepiej jak potrafił. Można to nazwać miłością. Sytuacja nie będzie łatwo się rozwijać, ale mam nadzieję, że ta droga zostanie przebyta z godnością" – podkreśliła Sapiega.

Rosyjska sekcja BBC podała, że rodzicie Sapiegi otrzymali od niej dwa listy. Napisała je 1 i 3 czerwca. BBC opublikowała ich fragmenty, otrzymując zgodę matki Sofii, Anny Dudicz.

Sapiega pisała, że w areszcie nie ma zegarów, ale słyszy dzwony, co godzinę. Pomagają jej zorientować się w czasie. Nie ma też lustra. "Nie widziałam siebie od 25 maja, stan skóry badam rękami" – wyznała. "Jest tu lekarz, regularnie mnie odwiedza. To miły człowiek. Przypisał mi środek uspokajający i wstrzyknął glukozę na apetyt. Prosi, żeby nazwać to serum prawdy :) Nie potrafię wyrazić, jak miło, że dzwonią i piszą koledzy z uczelni" – napisała. Podkreśliła: "Jeśli chodzi o mnie, trzymam się, dużo czytam, ciągle czytam".

Rozmowy w Soczi

Sapiega miała usłyszeć zarzuty na początku czerwca, jednak, jak dotąd, nie zostały jej postawione. BBC, powołując się na własne źródła, podała, że jest ona podejrzana o organizowanie masowych zamieszek, a także o podżeganie do nienawiści społecznej.

Szef białoruskiej dyplomacji Uładzimir Makiej powiedział wcześniej rosyjskiemu dziennikowi "Kommiersant", że prezydent Alaksandr Łukaszenka może po procesie ułaskawić Sapiegę lub przekazać ją stronie rosyjskiej, gdzie - po decyzji białoruskiego sądu - mogłaby odbywać karę. O jej zatrzymaniu rozmawiali prezydenci Rosji i Białorusi, Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka, którzy spotkali się w Soczi.

25 maja, w opublikowanym przez białoruskie służby nagraniu z przesłuchania Sapiega wyznała, że jest redaktorką kanału Telegram, na którym publikowane są dane personalne o funkcjonariuszach MSW. Jej rodzina i przyjaciele twierdzą, że została zmuszona do takiego wyznania. Sąd w Homlu uznał kanał Telegram z informacją o funkcjonariuszach MSW za ekstremistyczny.

Sapiega przez większość życia mieszkała na Białorusi. Jej krewni mówili, że opuściła ten kraj po sierpniowych wyborach prezydenckich, kiedy wybuchły protesty przeciw reżimowi Alaksandra Łukaszenki. Nie interesowała się polityką. Ramana Pratasiewicza poznała w styczniu tego roku.

BBC przypomniała, że Sapiega ma pozwolenie na pobyt czasowy na Litwie, gdzie podjęła studia na Europejskim Uniwersytecie Humanistycznym (białoruskiej uczelni działającej na emigracji) na kierunku "prawo międzynarodowe i unijne". Uczelnia zaapelowała wcześniej o jej uwolnienie. Apelują o to także zachodnie rządy i międzynarodowe organizacje praw człowieka, które uznały, że zarzuty wobec Ramana Pratasiewicza i Sofii Sapiegi są motywowane politycznie.

"Wyraził skruchę"

Na początku czerwca Pratasiewicz udzielił wywiadu państwowej telewizji ONT, w którym, ze łzami w oczach, "wyraził skruchę", ostro skrytykował opozycję i wymienił nazwiska osób, które miały być zaangażowane w "organizację i koordynowanie protestów" przeciwko reżimowi Alaksandra Łukaszenki. Komentatorzy niezwiązani z białoruską władzą ocenili, że jego "wyznania" zostały wymuszone biciem i stosowaniem tortur. "Im głośniejsze wyznania, tym straszniejsze tortury" – napisała na łamach portalu Radia Swoboda publicystka Nasta Zacharewicz.

Dziennikarka wyraziła przypuszczenie, że "wyrażając skruchę", Pratasiewicz chciał chronić nie tylko siebie, ale także Sapiegę.

W środę białoruska sekcja Radio Swoboda podała, że do aktywisty dopuszczono we wtorek obrońcę. Inesa Ałenskaja nie była dopuszczana do swojego klienta przez 11 dni.

Autor:tas/adso

Źródło: BBC, Kommiersant, Radio Swoboda, tvn24.pl

Tagi:
Raporty: