Atak Rosji na Ukrainę. "To są twarze dzieci, które nigdy nie dorosną". Ołena Zełenska opublikowała zdjęcia

Autor:
aa//now
Źródło:
PAP, TVN24
Jabłczyńska: te dzieciaki widziały ciała, czołgi, prawdziwą wojnę
Jabłczyńska: te dzieciaki widziały ciała, czołgi, prawdziwą wojnęTVN24
wideo 2/14
TVN24Jabłczyńska: te dzieciaki widziały ciała, czołgi, prawdziwą wojnę

Ołena Zełenska, pierwsza dama Ukrainy, opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcia dzieci zabitych w wyniku rosyjskiej inwazji. Do tej pory - jak napisała - zginęło 38 dzieci. " Ta liczba może teraz jeszcze wzrosnąć (...)! Jeśli Rosjanie mówią, że nie prowadzą wojny z ludnością cywilną, to pokażcie im te zdjęcia! To są twarze dzieci, które nigdy nie dorosną" - napisała żona ukraińskiego prezydenta.

"Brutalnie i cynicznie zabijają nasze dzieci" - napisała w mediach społecznościowych ukraińska pierwsza dama Ołena Zełenska. Już od jedenastu dni Ukraińcy odpierają ataki rosyjskiego wojska. Od początku inwazji pociski spadają na wojskowe, ale i cywilne cele. Do tej pory zginęło ponad 2 tysiące osób. Wśród ofiar są też dzieci. 

Relacja tvn24.pl: Atak Rosji na Ukrainę 

"Pokażcie im te zdjęcia"

Zełenska opublikowała w niedzielę na Facebooku zdjęcia dzieci zabitych w wyniku rosyjskiej inwazji. "W Ukrainie zginęło już co najmniej 38 dzieci. A ta liczba może teraz jeszcze wzrosnąć (...)! Jeśli Rosjanie mówią, że nie prowadzą wojny z ludnością cywilną, to pokażcie im te zdjęcia! To są twarze dzieci, które nigdy nie dorosną" - napisała.

Pierwsza dama opisała też tragiczne losy pięciorga dzieci, które zginęły podczas wojny. Zaczęła od 6-letniej Sofii, która uciekając z rodziną z Nowej Kachówki, na południu kraju, zginęła w strzelaninie. Wspomniała także o Alisie z Ochtyrki na południu Ukrainy, którą - jak relacjonowała - dziadek próbował osłonić własnym ciałem, ale zginęli oboje. Podobny los spotkał Polinę z Kijowa. Zelenska wspomniała również o 14-letnim Arseniju, który został ciężko ranny i do którego przez ciągły ostrzał nie zdołali dotrzeć sanitariusze, i o zaledwie 18-miesięcznym Kirillu z Mariupola. Ranne dziecko do szpitala przynieśli jego rodzice, ale lekarze nie byli w stanie już mu pomóc.

"Ile jeszcze dzieci musi umrzeć, żeby rosyjskie wojska przestały strzelać i pozwoliły na utworzenie korytarzy humanitarnych? Ile jeszcze krwi trzeba przelać i ile ludzi musi głodować?" - napisała Zełenska.

Pierwsza dama Ukrainy zwróciła się "do wszystkich prawych mediów na świecie" o opisywanie "tych przerażających faktów". Dodała, że zdjęcia zabitych ukraińskich dzieci powinny zobaczyć rosyjskie matki, aby zrozumiały, co robią ich synowie na Ukrainie.

"Okupanci strzelają do całych rodzin"

W swoim poruszającym wpisie pierwsza dama zaapelowała również o zamknięcie przez NATO przestrzeni powietrznej Ukrainy dla rosyjskich samolotów, o czym mówią w ostatnich dniach ukraińscy politycy. Żona Wołodymyra Zełenskiego przypomniała też o konieczności stworzenie korytarzy humanitarnych. "Taki korytarz jest obecnie potrzebny miastach, które są najintensywniej ostrzeliwane. Setki dzieci mogą tam umrzeć w piwnicach bez jedzenia i opieki medycznej. Nie ma z nimi kontaktu od tygodnia. Okupanci strzelają do całych rodzin i wolontariuszy, gdy próbują opuścić miasto lub dotrzeć do miasta” - napisała pierwsza dama.

W niedzielę o korytarz ewakuacyjny apelowali między innymi lekarze z Buczy pod Kijowem. Według medyków konieczna jest ewakuacja rannych dzieci. Jak podaje BBC, dwoje małych pacjentów jest po amputacji rąk. Mer Buczy Anatolij Fedoruk informował o trwających w mieście starciach z siłami rosyjskimi oraz wejściu do miasta czeczeńskich pododdziałów.

Na pomoc czekają też mieszkańcy oblężonego Mariupola, gdzie wojska rosyjskie odcięły wszystkie 15 linii energetycznych, w wyniku czego miasto nie ma prądu już od pięciu dni. Nie działa też łączność komórkowa. Brakuje jedzenia i wody pitnej. Początkowo ewakuację cywilów planowano na sobotę. Mer miasta powiedział jednak, że gdy ją zaczynano, wojska rosyjskie wznowiły ostrzał. - Są nam potrzebne gwarancje bezpieczeństwa – oświadczył wówczas Wadym Bojczenko. Kolejną próbę podjęto w niedzielę. Szlak ewakuacyjny miał przebiegać z Mariupola przez Manhusz, Roziwkę, Bilmak, Połohy, Orechiw do Zaporoża. Jednak i tym razem ewakuacja zakończyła się fiaskiem.

Czytaj też: Alina i Filip stracili kontakt z rodziną z Mariupola. "Liczymy na cud”

Autor:aa//now

Źródło: PAP, TVN24

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości