Gdy uczniowie usłyszeli taką deklarację pomyśleli, że to żart. Matura jednak rzeczywiście się nie odbyła. Dyrektorka szkoły tłumaczyła, że arkusze zostały przez pomyłkę dowiezione na stary adres. Kłamała - arkuszy dla słuchaczy z Koszalina prawdopodobnie w ogóle nie było. Za błąd, który popełniła, zapłaciła utratą stanowiska, a siedem innych osób - nie zdaną maturą.
Krzysztof Blachowski, dyrektor naczelny Centrum Nauki i Biznesu "Żak", tłumaczy przyczyny błędu: - Procedury związane z organizacją egzaminu maturalnego są bardzo skomplikowane, wymagają skomplikowanej dokumentacji, ta dokumentacja nie została w komplecie złożona w Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej na czas.
Nie mogła zostać złożona, bo słuchacze "Żaka" nie wypełniali deklaracji maturalnych. Dyrekcja zapewniała, że zrobiła to za nich, ale procedury są jasne: deklarację o chęci przystąpienia do matury uczeń musi wypełnić sam.
Teraz dyrekcja "Żaka" stara się umożliwić arbiturientom zdawanie matury już w czerwcu. Okręgowa Komisja Egzaminacyjna na razie nie podjęła decyzji w tej sprawie. Zgodzić się nie musi - termin czerwcowy jest organizowany z myślą o tych, którzy nie mogli podejść do matury z powodów losowych. W grę wchodzi choroba, śmierć rodzica, wypadek.
Niedopełnienie obowiązków przez dyrektora szkoły, nie jest uwzględnione w przepisach.