Skakał na bungee, spadł na ziemię, wyszedł ze szpitala

TVN24

Aktualizacja:
Podczas skoku na bungee wypięła się uprząż. Mężczyzna był w szpitaluWorldwide.Modern.Technology
wideo 2/7

Mężczyzna, który trafił w niedzielę do szpitala z urazami kręgosłupa szyjnego i barku oraz obrażeniami wewnętrznymi, wyszedł już do domu. Ucierpiał on w wypadku podczas skoku na bungee w parku w centrum Gdyni. Policja bada przyczynę zdarzenia.

Jak poinformował w poniedziałek asp. sztab. Jarosław Biały, pełniący obowiązki oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gdyni, do wypadku doszło w niedzielę około godziny 18 w Parku Rady Europy. Tam od jakiegoś czasu stoi wysoki na około 90 metrów dźwig, z którego chętni mogą skoczyć na bungee.

Biały wyjaśnił, że gdyńscy policjanci zostali poinformowani, iż w czasie skoku korzystający z tej atrakcji mężczyzna, spadł na rozłożoną na ziemi poduszkę powietrzną, odbił się od niej, po czym zsunął się z niej na ziemię.

Trafił od razu do szpitala, gdzie stwierdzono uraz szyjnego odcinka kręgosłupa, uraz barku oraz urazy wewnętrzne. Okazały się one jednak niezagrażające jego życiu. Mężczyzna sam nas poinformował, że we wtorek został wypisany do domu.

"Na szczęście dla niego trafił na tę poduszkę"

- Widziałam, jak mężczyzna spadł z bungee - opowiadała Dorota Karpowicz, która była świadkiem upadku. - Spadł na boczną część poduszki. Na szczęście dla niego, trafił na tę poduszkę. Uważam, że to uratowało mu życie - dodała.

Po upadku mężczyzna był przytomny. - Doznał między innymi urazu kręgosłupa szyjnego, barku a także śledziony - powiedział Biały.

Dodał, że policjanci, którzy w niedzielę udali się na miejsce zdarzenia, przesłuchali zarówno świadków wypadku, jak i pracowników firmy organizującej skoki. Wyjaśnił, że funkcjonariusze zabezpieczyli linę, uprzęż i inne elementy użyte w czasie skoku. Mają one zostać przekazane biegłym, którzy spróbują określić, jak doszło do wypadku, w tym - czy doszło do zerwania liny, czy też zawiódł inny element oprzyrządowania.

"Uprzęże na nogach były zamocowane prawidłowo"

Krzysztof Mazur, instruktor skoku bungee, który organizował niedzielne skoki zapewnił, że użyty sprzęt był z najlepszej firmy.

- Podejrzewamy, że zawiódł czynnik główny, czyli lina mocująca samo mocowanie główne do uprzęży. (...) Uprzęże na nogach były zamocowane prawidłowo, karabinki wszystkie pozakręcane. Zawiodła część główna, która nie powinna w żaden sposób zawieść - mówił. - Jeżeli jedzie samochód i nagle mu się cztery koła urywają, to jest to niemożliwe. W tym wypadku, naszym zdaniem, właśnie taka sytuacja miała miejsce - dodał.

Policja: powołamy biegłych

- Najprawdopodobniej będziemy powoływać biegłych, którzy będą musieli się wypowiedzieć, czy była to usterka tych lin, tej uprzęży, czy też nieprawidłowe zapięcie przez pracownika tej atrakcji - tłumaczył Jarosław Biały.

Przedstawiciel policji zaznaczył, że postępowanie w tej sprawie prowadzone jest pod kątem art. 160 Kodeksu karnego dotyczącego narażenia człowieka na utratę życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: MAK/eŁKa//ec/gp / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: Nikola