Trwała prowizorka w Służbie Ochrony Państwa

pap_20180201_04Y
Kierwiński o zawieszeniu szefa SOP: moim obowiązkiem jest reagować
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Tomasz Gzell/PAP
Bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie spoczęło w rękach drugiego już z rzędu komendanta Służby Ochrony Państwa, który jest tylko pełniącym obowiązki. To efekt konfliktu między politykami: Kancelarią Prezydenta RP a Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji.

We wtorek kierownictwo w Służbie Ochrony Państwa przejął - jako pełniący obowiązki komendanta - pułkownik Maciej Lewiński, dotychczasowy zastępca szefa tej formacji. Stanowisko przekazał mu pułkownik Tomasz Jackowicz, który przez sześć miesięcy pełnił obowiązki komendanta SOP. Sam Jackowicz natomiast wrócił do swojego gabinetu zastępcy komendanta SOP.

Fazy konfliktu

Tylko w jednej sprawie rozmówcy tvn24.pl - z wnętrza SOP, resortu spraw wewnętrznych, a także kancelarii prezydenta - są zgodni. Realnych szans na powołanie pełnoprawnego komendanta nie ma. Przynajmniej do najbliższych wyborów parlamentarnych.

- Konflikt tak eskalował, że polityków nawet nie interesuje, iż bezpośrednio przekłada się to na ich własne bezpieczeństwo. Sytuacja nie ma precedensu zarówno w historii SOP, jak poprzednika tej formacji, czyli Biura Ochrony Rządu - komentuje doświadczony funkcjonariusz, prosząc o zachowanie anonimowości.

Nasi rozmówcy przypominają, że SOP jest uzbrojoną mundurową formacją, której charakter wymaga jasnego przywództwa. Wskazują także na poważne wątpliwości prawne związane z powołaniem drugiego już z kolei komendanta, który jedynie "pełni obowiązki".

- Wkrótce każda decyzja nowego pełniącego obowiązki komendanta może być podważana tak jak to jest w przypadku prokuratora krajowego - mówią nasi rozmówcy.

Sekwencja wpadek

Aby zrozumieć, dlaczego w SOP nie ma pełnoprawnego komendanta, musimy się cofnąć do jesieni ubiegłego roku.

Najpierw - w nocy z 9 na 10 września - złodziej odjechał Lexusem należącym do żony premiera Donalda Tuska, sprzed ich sopockiego domu. Kradzieży dokonał niemal na oczach funkcjonariuszy SOP, którzy okolicę chronią przez całą dobę. Kilka dni później natomiast nad budynkami kancelarii premiera i Belwederem bez przeszkód latały drony.

Złodziej Lexusa zatrzymany na lotnisku chwilę przed wylotem z kraju
Złodziej Lexusa zatrzymany na lotnisku chwilę przed wylotem z kraju
Źródło zdjęcia: Policja

- Sekwencja wpadek i ich skala spowodowały, że minister [spraw wewnętrznych i administracji - red.] Marcin Kierwiński postanowił odwołać komendanta SOP, generała Radosława Jaworskiego - relacjonuje nam urzędnik resortu spraw wewnętrznych.

Plan zakończenia współpracy mógł ministrowi przyjść o tyle łatwo, że generał Jaworski został powołany na stanowisko szefa SOP jeszcze przez premiera Mateusza Morawieckiego na wniosek ministra Mariusza Kamińskiego.

Urzędnik MSWiA relacjonuje, że podczas rozmowy z Marcinem Kierwińskim odwoływany szef SOP zapytał ministra, czy na dymisję zgodził się prezydent Karol Nawrocki.

Rola prezydenta

Chodzi o to, że ustawa o SOP, zarówno w przypadku powołania, jak i odwołania komendanta formacji, przewiduje znaczącą rolę dla prezydenta RP.

Komendanta SOP powołuje i odwołuje Prezes Rady Ministrów, w uzgodnieniu z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, na wniosek ministra właściwego do spraw wewnętrznych
Art. 11 ustawy o Służbie Ochrony Państwa

Zgody głowy państwa na odwołanie nie było i dlatego jesienią rozpoczął się pat, który trwa do dziś.

Generał Radosław Jaworski
Generał Radosław Jaworski
Źródło zdjęcia: SOP

W tej sytuacji Marcin Kierwiński najpierw wysłał Radosława Jaworskiego na zaległy urlop. W kolejnym kroku, do którego doszło pod koniec stycznia 2026 roku, zawiesił generała w obowiązkach. Powodem była ministerialna kontrola w formacji, która wykazała nieprawidłowości w jej funkcjonowaniu.

- Prezydent Nawrocki nie zgodził się na odwołanie generała Jaworskiego z pełnionej funkcji. Zawieszenie szefa SOP to decyzja MSWiA, która nie wymaga zgody prezydenta. W tej sytuacji pełną odpowiedzialność za funkcjonowanie formacji i bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie bierze na siebie minister Kierwiński - mówił wtedy szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker.

Po zawieszeniu Jaworskiego po raz pierwszy pełnienie obowiązków komendanta SOP minister powierzył jego dotychczasowemu zastępcy, pułkownikowi Tomaszowi Jackowiczowi. I tu znów wkracza ustawa o Służbie Ochrony Państwa, według której taka sytuacja najdłużej może trwać przez sześć miesięcy.

"Prowizorka" w SOP

Przewidziane ustawą pół roku upłynęło właśnie w miniony wtorek. Ministerstwo wybrnęło z tego, wyznaczając jako kolejnego pełniącego obowiązki komendanta dotychczasowego zastępcę szefa SOP - pułkownika Macieja Lewińskiego.

O komentarz poprosiliśmy byłych szefów BOR i SOP. Choć opinie były takie same, to pod nazwiskiem zgodził się wypowiedzieć jedynie generał Grzegorz Mozgawa, który kierował BOR od 2001 do 2005 roku.

- To jest prowizorka i obchodzenie prawa - takimi krótkimi słowami skomentował sytuację.

Inny z byłych szefów formacji, zastrzegając anonimowość, stwierdził: - To przekłada się na sytuację wewnątrz, psując jakość służby. Politycy trwają w konflikcie, choć ma on bezpośrednie przełożenie na ich własne bezpieczeństwo.

Jakie są realne konsekwencje? Już po decyzji o odsunięciu generała Jaworskiego od kierowania SOP list w jego obronie do ministra napisali dyrektorzy niemal wszystkich pionów formacji. Większość została niedługo później odwołana, o czym informowaliśmy na łamach tvn24.pl.

- To hierarchiczna, umundurowana i uzbrojona instytucja. Musi się opierać na stabilnym przywództwie, niepodważalnym. Po wtóre część kompetencji, jak na przykład powoływanie zastępców, jest zastrzeżone wyłącznie dla pełnoprawnego komendanta, a nie pełniącego obowiązki - wskazują nasi rozmówcy.

Nie udało nam się ustalić, jaki jest oficjalnie status zawieszonego w styczniu tego roku generała Jaworskiego. Do momentu publikacji ministerstwo spraw wewnętrznych nie odpowiedziało na nasze pytania.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: