TVN24 | Polska

Tomasz Siemoniak o działaniach rządu w sprawie stanu wyjątkowego. "To wszystko służy temu, aby było napięcie, emocje"

TVN24 | Polska

Autor:
akw/kab
Źródło:
TVN24
Siemoniak: rządzący nie rozmawiają z opozycją, nie zebrała się Rada Bezpieczeństwa NarodowegoTVN24
wideo 2/29
TVN24Siemoniak: rządzący nie rozmawiają z opozycją, nie zebrała się Rada Bezpieczeństwa Narodowego

Stan wyjątkowy na pasie przygranicznym i posiedzenie Sejmu w tej sprawie było jednym z tematów "Rozmowy Piaseckiego" w TVN24. Gość programu Tomasz Siemoniak (Koalicja Obywatelska) zwracał uwagę na brak dialogu na linii rząd-opozycja w tej sprawie. - To przywilej i obowiązek rządzących, aby dzwonić w tej chwili - mówił.

Od godziny 16.30 Sejm będzie rozpatrywał rozporządzenie prezydenta Andrzeja Dudy o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym z Białorusią.

O to, jak w tej sprawie będzie głosować Koalicja Obywatelska, pytany był w "Rozmowie Piaseckiego" poseł tej partii i były minister obrony Tomasz Siemoniak. Czy rządzący zdołali ich przekonać do poparcia rozporządzenia? - Rządzący mają jeszcze kilka godzin, ale nie sądzę, aby ten wysiłek podjęli, nie rozmawiają z opozycją, nie zebrała się Rada Bezpieczeństwa Narodowego, w żadnej formie nie odbyły się konsultacje - odpowiedział.

- Na początku pandemii premier Morawiecki zaprosił przedstawicieli opozycji, można było normalnie rozmawiać - wspomniał. - Teraz nie - dopowiedział. Siemoniak podsumował, że w takiej sytuacji bardzo trudno jest rozmawiać o poparciu tego rozporządzenia.

OGLĄDAJ "ROZMOWĘ PIASECKIEGO" W INTERNECIE W TVN24 GO

Według niego "zgoda, niezbędna w sprawach bezpieczeństwa, nie jest na rękę rządzącym". - To widać, to jest czytelne, jak się zachowują, jak mówią do opozycji - wymieniał, wspominając, że prezydent mówił o "antypolskiej opozycji". - To wszystko służy temu, aby było napięcie, emocje - ocenił.

Pytany, czy nie chciał w tej sprawie zadzwonić do szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego lub ministra obrony Mariusza Błaszczaka, Siemoniak odparł, że "nie ma takiej pokusy" i nie ma numerów telefonów do tych ministrów.

- To przywilej i obowiązek rządzących, aby dzwonić w tej chwili - stwierdził. - Skoro teraz nie dzwonią, to znaczy, że nie chcą. Sądzę, że bardzo źle jest widziane przez prezesa (PiS, Jarosława) Kaczyńskiego coś takiego, że ktoś z rządu rozmawia z kimś (z opozycji - red.). Oni się tego boją, nie mają do siebie zaufania - dodał.

Siemoniak apelował przy tym: - Kłóćmy się, spierajmy, ale rozmawiajmy o najważniejszych kwestiach. Dodał, że "teraz tego nie ma".

>> Stan wyjątkowy w części dwóch województw. Ma obowiązywać 30 dni >> Stan wyjątkowy w 183 miejscowościach. Lista

Siemoniak o obecności funkcjonariuszy Frontexu na granicy

Siemoniak zwracał dalej uwagę, że w sprawie wprowadzenia stanu wyjątkowego "jeśli wczytać się w konstytucję, nie wyczerpano wszelkich środków" do wprowadzenia takiego stanu. - Chyba, że czegoś nie wiemy - dodał.

- Jeżeli rząd przekaże jakieś nowe informacje, które nas do tego (poparcia rozporządzenia - red.) przekonają, to będziemy się zastanawiać. Proszę zwrócić uwagę, że rząd nie poprosił Unii Europejskiej, czyli Frontexu (Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej), nie poprosił NATO, czyli zespołu do spraw zwalczania zagrożeń hybrydowych, rząd usuwa dziennikarzy - wymieniał.

Pytany, czy kilkudziesięciu funkcjonariuszy Frontexu odegrałoby znaczącą rolę na granicy, Siemoniak odpowiedział: - Oczywiście, bo chodzi o to, żeby wciągać Unię do tej sprawy. Wspomniał przy tym, że Frontex wysłał swoje siły na granicę Litwy. - To elementarz polityczny, tu nie chodzi o zasoby. Chodzi o to, żeby pokazać, że to zewnętrzna granica Unii - zaznaczał.

CZYTAJ WIĘCEJ: Tak rząd uzasadniał potrzebę wprowadzenia stanu wyjątkowego

"Prezydent zachował się niepoważnie"

Poseł KO był pytany także o swojego klubowego kolegę Franciszka Sterczewskiego, który przy granicy w Usnarzu Górnym, chcąc przekazać migrantom jedzenie, próbował przedrzeć się przez kordon służb. Kamery wówczas zarejestrowały pościg za posłem.

- Nie podobało mi się to, bo uważam, że miejsce posła nie jest w jakimś happeningu na granicy, natomiast to mikroincydent - odpowiedział.

Zwrócił przy tym uwagę na zachowanie prezydenta przy ogłaszaniu stanu wyjątkowego. Przypomniał, że to rzecznik Andrzeja Dudy ogłosił decyzję o rozporządzeniu, a sam prezydent wieczorem tego dnia udał się na mecz piłki nożnej (między reprezentacją Polski i Albanii). Tłumaczył, że jego zdaniem prezydent powinien wygłosić w tej sprawie orędzie. - Ludzie boją się hasła "stan wyjątkowy", starsi pamiętają stan wojenny - zauważył.

- Prezydent zachował się niepoważnie, wszyscy to widzieli. To niesłychane, że prezydent nie znalazł pięciu minut, by wytłumaczyć, co się dzieję - komentował. - Prezydent jest od tego, żeby być przywódcą i tłumaczyć ludziom, co się dzieje. Tego tłumaczenia rozpaczliwie brakuje - ocenił.

Jak na migrantów przy granicy zareagowałaby Koalicja Obywatelska?

Co Koalicja Obywatelska zrobiłaby w analogicznej sytuacji z grupą migrantów na granicy? - Nie przespalibyśmy całego lipca i sierpnia - odpowiedział Siemoniak. - Trzeba było robić to, co robili Litwini: zaangażowali Unię Europejską, zaczęli rozmawiać w Bagdadzie z Irakijczykami, żeby zaprzestano lotów i przesyłania dziesiątków ludzi stamtąd - wyjaśnił.

Dopytywany o konkretne działania wobec migrantów, Siemoniak powiedział, że znajdują się oni "wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi" po stronie białoruskiej. - Trzeba, tego najbardziej brakuje, wywrzeć presję na Białoruś - przekonywał.

Czy postawiłby ogrodzenie na granicy? - Trzeba chronić granice, mówić o szczelnej granicy. Nie mam nic przeciwko płotom, dronom czy różnym urządzeniom, które zabezpieczają granicę - mówił.

Dopytywany o tych, którzy proszą o azyl, Siemoniak tłumaczył, że "są na to zasady". - Jeżeli uchodźcy zgłaszają się na punkty graniczne i proszą o azyl w Polsce, to jest procedura - mówił. - Każda sytuacja jest inna, trzeba po prostu stosować prawo - odpowiadał, gdy prowadzący program Konrad Piasecki zwracał uwagę, że "różnie z tą procedurą bywa".

Co z grupą migrantów przy granicy? - Ja bym zrobił wszystko, aby im pomóc tam, gdzie oni są - odpowiadał Siemoniak. - Spowodowałbym to, aby zwrócili się do polskiej placówki - sugerował. - Przecież ich przywozi (Aleksandr) Łukaszenka i jego służby. Strasznie mi tych ludzi żal, są pionkami w obrzydliwej grze. Ale Łukaszenka przywiezie następnych trzystu (migrantów), jeśli będziemy pozwalali na tego typu łamanie procedur - stwierdził.

Co KO zrobiłaby z grupą migrantów na granicy? Siemoniak: wywrzeć presję na BiałoruśTVN24

Autor:akw/kab

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24