|

Skriny nie płoną. A ty ile masz zrzutów ekranu w telefonie i… po co?

Zrzuty ekranu są dla młodych ludzi naturalną częścią korespondencji
Zrzuty ekranu są dla młodych ludzi naturalną częścią korespondencji
Źródło: Shutterstock
My chcielibyśmy żyć "jak na skrinach", katalog ze zrzutami ekranu to zwykle panorama z naszych marzeń i aspiracji. Tymczasem nasze dzieci drżą, by na skrinach nie zostać uwiecznionymi, bo dla nich bywają narzędziem przemocy. - Ich życie to nieustanne kalkulacje, czy coś już wykorzystać, zgłosić, przekazać, pokazać, kogoś zaszantażować. Bo i skriny powstają na różne okoliczności. Ktoś jest świadkiem, ktoś ofiarą, ktoś sprawcą. I te role bywają bardzo płynne - mówi dr Anna Buchner, socjolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.Artykuł dostępny w subskrypcji
Treść tylko dla pełnoletnich

Artykuł może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. By przejść dalej, wybierz odpowiedni przycisk.

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jak jedno kliknięcie może zamienić prywatną rozmowę w broń.
  • Jak żyje się dzieciom ze świadomością, że wszystko może zostać uwiecznione i użyte przeciwko nim.
  • Jak kultura screenshotów wpływa na relacje, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa najmłodszych.

Coraz więcej między sobą piszemy. Z komunikatorów internetowych każdego dnia korzystają miliony Polek i Polaków. Najpopularniejszy wśród nich - Messenger - ma już około 21,6 miliona użytkowników, WhatsApp - 18,3 mln, a komunikatory Google - 15,3 mln.

Piszemy do krewnych, przyjaciół, współpracowników. Robią to też setki tysięcy dzieci, których w ogóle nie powinno na komunikatorach być. Od najmłodszych lat opanowują kombinację przycisków w telefonie, która na zawsze może odmienić ich komunikację ze światem i na dobre zburzyć zaufanie do innych ludzi.

Jeden klik i zrzut ekranu został zapisany. Co wydarzy się dalej? Często nic dobrego. A my często o tym nie myślimy, bo tego samego narzędzia używamy zupełnie inaczej.

Mam takie postanowienie

Początek roku 2026. Media społecznościowe zalewają noworoczne postanowienia. Ktoś chce więcej czytać, inny zdrowiej się odżywiać, kolejny zapisuje się na siłownię. Wszyscy to znamy.

Na Instagramie zatrzymuje mnie post: "Wykasuj zawartość albumu ze zrzutami ekranu. Jeśli nie zajrzałeś/aś do nich w roku 2025, nie zrobisz tego w 2026".

Uśmiecham się pod nosem, zaglądam do albumu w telefonie - mam ponad 4 tysiące tzw. skrinów (od ang. screenshot, czyli właśnie funkcji oznaczającej zrzut ekranu). Dla mnie to przede wszystkim narzędzie dziennikarskiej pracy - zapisuję tak niektóre maile, fragmenty dokumentów, wpisy w mediach społecznościowych, pomysły na tematy artykułów.

Pytam czytelników i czytelniczki o ich zwyczaje. Rekordzistka pokazuje folder z 16 tysiącami zapisanych skrinów; większość osób, które się odzywają, ma ich kilkaset.

Trafiam na tylko jedną osobę, która nie ma żadnego: - Po prostu regularnie je kasuję, na przykład gdy już sobie kupię daną rzecz - tłumaczy internautka, na co dzień nauczycielka.

Inni opowiadają o zapisanych w ten sposób przepisach kulinarnych, książkach do przeczytania, inspiracjach wnętrzarskich czy odzieżowych. Dla wielu to katalog aspiracji. Chcielibyśmy żyć jak na skrinach. A przynajmniej tak o zrzutach ekranu opowiadają moi rówieśnicy - milenialsi (ludzie urodzeni między 1980 a 1995 rokiem).

Ale jest jeszcze inne oblicze skrinów - nie tak niewinne, nieutkane z marzeń i planów. Usłyszałam o nim od socjolożki dr Anny Buchner z Uniwersytetu Warszawskiego i Pracowni Badawczej Empowermind.

W jej opowieści skriny to narzędzie komunikacji, ale też opresji i przemocy. Skriny to coś, co uderza w i tak niewysoki poziom zaufania.

Ta opowieść to opowieść dzisiejszych nastolatków (z pokolenia alfa) i młodych dorosłych (z pokolenia zet).

Posłuchajcie.

Wszyscy, na każdym kroku

"Kiedyś moja koleżanka pisała z kolegą z naszej klasy, to właśnie w podstawówce było, i ona pisała o takich rzeczach prywatnych, np. o sytuacji rodzinnej, a on to pokazywał wtedy kolegom z naszej klasy i po prostu się śmiali z tej koleżanki, że ma taką sytuację" - Marta, 17 lat.

"Zdarzyło mi się kilka sytuacji, gdzie osoba robiła print screeny i wysyłała to tej osobie, o której gadałyśmy, ale oczywiście robiła tak te screeny, żeby było, że tylko ja coś mówiłam słabego, żeby tam, wiadomo, coś tam podjudzać, żeby jakieś tam kłótnie były" - Alicja, 17 lat.

"U nas z tymi screenami całych konwersacji to jest tragedia. Wszyscy na każdym kroku robią screeny wszystkiego, tak dosłownie, więc u nas raczej jak się chce jakąś trudniejszą sprawę wyjaśnić, czy coś w tym stylu, to zawsze się staramy na żywo" - Oksana, 14 lat.

"Staram się uważać na to, co piszę. To jest czasem trudne, bo muszę dziesięć razy tę wiadomość przeczytać. Ale też z takimi osobami nie piszę tak na co dzień, tylko to są jakieś tam sporadyczne sytuacje" - Aurelia, 16 lat.

"Nie mówię takich prywatnych rzeczy przez wiadomości. Tylko w realnym życiu" - Marta, 17 lat.

Marta, Alicja, Oksana i Aurelia to uczestniczki badania, które dr Buchner z Pracowni Empowermind przeprowadzała na potrzeby Fundacji Orange i jej drugiego już raportu "Dojrzeć do praw".

- Kiedy pierwszy raz usłyszałyśmy od młodzieży o tym, jak traktują skriny, przyznaję, przecierałyśmy oczy ze zdumienia - mówi dr Anna Buchner.

I wszystko może być skrinem

Pierwsza odsłona raportu "Dojrzeć do praw" ukazała się w 2023 roku. To wtedy wątek przesyłania zrzutów ekranów z prywatnych lub grupowych konwersacji do osób trzecich pojawił się w rozmowach badaczek z nastolatkami. Był jednak zaledwie jednym z wielu wątków pobocznych.

Badaczki postanowiły go zgłębić w kolejnej edycji - tej z 2025 roku, bo jednym z głównych analizowanych motywów była prywatność. A w końcu przesyłanie skrinów to naruszenie tajemnicy korespondencji.

Z wypowiedzi młodych osób jednoznacznie wynika, że screeny stały się integralną częścią komunikacji internetowej, pełniąc zarówno funkcje praktyczne, jak i zabezpieczające, ale mogą też prowadzić do manipulacji i konfliktów

- czytam w raporcie.

A badaczki słuchały o skrinach wykorzystywanych celowo. Ośmieszających, krzywdzących, skłócających, wywołujących "dramy". Nie trzeba zaawansowanych technologii, by tak przekazywane wiadomości wycinać z szerszego kontekstu lub umieszczać je w zupełnie nowych. Dochodzi do tworzenia wielopoziomowych intryg.

Czytaj także: