Trudna prawda: z obroną cywilną w Polsce jest bardzo źle. W razie zagrożenia znalezienie bezpiecznego miejsca byłoby ekstremalnie trudne, a dla wielu osób nawet niemożliwe. Wszystko dlatego, że przez ponad 30 lat nikt sobie schronami nie zawracał głowy, a o te odziedziczone po zimnej wojnie nie dbano.
Rosyjski atak na Ukrainę w 2022 roku wszczął alarm. Rządzona przez PiS Polska skokowo zaczęła zwiększać wydatki na wojsko, ale w przypadku obrony cywilnej wybrano ścieżkę budowania fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Raport przygotowany na zamówienie ówczesnego rządu stwierdzał, że miejsc tzw. doraźnego schronienia, gdzie można przetrwać nalot, jest tak dużo, że ich pojemność przekracza populację Polski. Niestety zafałszował rzeczywistość, bo nie uwzględniono w nim stanu technicznego obiektów i na listę trafiły też te całkowicie zrujnowane.
Dodatkowo miejsce "doraźnego ukrycia" to nie schron. Schron jest miejscem "docelowego ukrycia" - pewniejszym. I to tymi drugimi się zajmujemy.
Plan, obietnice i trudna rzeczywistość
Nowy rząd wypominał poprzednikom od czasu wyborów w 2023 roku brak zainteresowania bezpieczeństwem Polaków i sam - jak deklarował - wziął się do pracy. Ta rzeczywiście trwa, ale mocno rozciąga się w czasie.
Niemal cały 2024 rok przygotowywano ustawę o ochronie ludności i obronie cywilnej. Dokument, który wprowadza też hierarchię odpowiedzialności (od szefa MSWiA, przez wojewodów i starostów, po wójtów i burmistrzów) wszedł w życie 1 stycznia 2025..
W marcu 2025 wiceminister Wiesław Leśniakiewicz w wywiadzie dla tvn24.pl przyznał, że schronów w Polsce nie ma i trzeba w trybie ekspresowym je odtwarzać. Kluczem miała być PRL-owska infrastruktura. W końcu - jak mówił - łatwiej odnowić istniejące obiekty, niż czekać na zaprojektowanie i zbudowanie schronów od zera.
W maju 2025 rozpoczęła się więc ewidencja. Zadania znalezienia obiektów i określenia ich stanu technicznego zlecono strażakom i inspektorom nadzoru budowlanego. Jej koniec zaplanowano na grudzień 2025. Obietnicę określenia do tamtego momentu "pełnego zestawienia wszystkich miejsc, które będą wymagały remontu, aby być miejscami docelowego ukrycia czy schronami" jeszcze w październiku powtarzał w "Kropce nad i" w TVN24 szef MSWiA Marcin Kierwiński.
Mamy czerwiec 2026, więc wiemy, że się nie udało. Ale czy coś w ogóle możemy powiedzieć o etapie, na jakim się znajdujemy?
Tak - bo istnieją dane przekazane nam przez Państwową Straż Pożarną. Pokazują, jak wygląda w dużym stopniu sytuacja w kraju i poszczególnych regionach.
Liczby, które prezentujemy, obejmują 13 miesięcy pracy strażaków aż po dni 28 maja - 6 czerwca tego roku (w zależności od województw). Ewidencja trwa i codziennie dochodzą nowe dane.