TVN24 | Polska

"Kontrolerzy, od których bezpośrednio zależy bezpieczeństwo, mówią wprost: system należy znieść"

TVN24 | Polska

Aktualizacja:
Autor:
momo,
akw/kab,
adso
Źródło:
TVN24
Łakomski: kontrolerzy, od których bezpośrednio zależy bezpieczeństwo mówią wprost: system należy znieśćTVN24
wideo 2/3
TVN24Łakomski: kontrolerzy, od których bezpośrednio zależy bezpieczeństwo mówią wprost: system należy znieść

Do sytuacji nieprzewidywalnych w lotnictwie dochodzi często - zwrócił uwagę w TVN24 dziennikarz śledczy tvn24.pl Grzegorz Łakomski. W TVN24 opisał przypadki wydarzeń, gdy kontroler lotów musiał radzić sobie w pracy w pojedynkę. - W zgłoszeniu incydentu było napisane, że kontroler nie panował już nad sytuacją - podał przykład dziennikarz. Zwrócił on uwagę, że w wyniku zredukowania liczby kontrolerów na dyżurach, w ciągu niespełna pół roku doszło do 40 incydentów lotniczych.

Z powodu pandemii COVID-19 Polska Agencja Żeglugi Powietrznej zredukowała liczbę kontrolerów lotów. Ta decyzja może mieć wpływ na bezpieczeństwo wszystkich pilotów i pasażerów. Często zdarza się, że na dyżurze jest tylko jeden człowiek. Reporter "Czarno na białym" Piotr Świerczek i dziennikarz portalu tvn24.pl Grzegorz Łakomski dotarli do dokumentów i nagrań, które każą postawić pytanie: czy latanie nadal jest bezpieczne?

ZOBACZ REPORTAŻ W INTERNECIE NA TVN24 GO

Łakomski na antenie TVN24 zwrócił uwagę, że "kontrolerzy, którzy pracują na stanowiskach operacyjnych i to bezpośrednio od nich zależy bezpieczeństwo, mówią wprost, że ten system należy jak najszybciej znieść, bo jest niebezpieczny". - Zwłaszcza że do sytuacji nieprzewidywalnych w lotnictwie dochodzi często - przypomniał.

- Dotarliśmy do dokumentów, do opisów konkretnych zdarzeń, które pokazują, że w sytuacji, gdy jakiś samolot ma problem i zgłasza ten problem, to kontroler jest zajęty wyłącznie rozmową z pilotem tego samolotu - podał.

Łakomski wymienił tu sytuację z poznańskiego lotniska z października, gdzie służbę pełniła jedna kontrolerka. - Musiała reagować na sygnał jednego, niewielkiego samolotu. To była mała cessna, która miała duże problemy. Natomiast nie był to jedyny samolot, nad którym powinna w tym momencie panować - opisał Łakomski. - W tym czasie były nawet samoloty F-16 - powiedział. - Akurat dyżur w biurze pełnił człowiek z uprawnieniami, który przyszedł na salę operacyjną i jej pomógł - dodał.

Inną sytuacją, jaką opisał dziennikarz, była burza nad warszawskim Lotniskiem Chopina w sierpniu. - Samoloty nie mogły lądować, kontroler musiał kierować tym ogromnym ruchem. W zgłoszeniu tego incydentu było napisane, że kontroler nie panował już nad sytuacją, że nie miał czasu i percepcji, aby odnotować, ile samolotów musiało odejść na drugi krąg - opisał Łakomski.

Walka o zniesienie systemu

Wcześniej we "Wstajesz i Wiesz" w TVN24 dziennikarz zaznaczał, że usłyszał od pracowników Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej "wiele sygnałów alarmujących". - Ale nie tylko my je słyszeliśmy - powiedział. Jak mówił, cała sprawa zaczęła się w kwietniu zeszłego roku, kiedy został wprowadzony system pracy jednego kontrolera (tak zwany single person operation).

- Ten system już od lat jest uważany za niebezpieczny, dokładnie od 2002 roku, kiedy doszło do katastrofy nad Jeziorem Bodeńskim - mówił. Wówczas nad południowymi Niemcami doszło do zderzenia dwóch samolotów pasażerskich. Zginęło 71 osób, w tym 46 dzieci. Jak przypomniał Łakomski, jedną z głównych przyczyn tragicznego wypadku był właśnie system jednego kontrolera.

- Kontrolerzy, zaraz po tym, jak ten system został wprowadzony na wielu lotniskach w Polsce, zaczęli alarmować, pisać pisma do PAŻP-u, Ministerstwa Infrastruktury, które nadzoruje tę agencję, nawet do kancelarii premiera. Od maja trwała walka związków zawodowych kontrolerów, żeby ten system znieść, przez miesiące nic się nie działo i ten system dalej funkcjonuje - mówił dziennikarz.

Jak tłumaczył, jedna osoba wykonuje obowiązki, które do tej pory wykonywały dwie osoby. Agencja argumentuje to troską o zdrowie kontrolerów w związku z epidemią. - Chodzi o to, by jeden kontroler nie zakaził się od drugiego. Natomiast sami kontrolerzy mówią, że znacznie większe jest niebezpieczeństwo, które w ten sposób wprowadza się w ruchu lotniczym - wskazał.

"Usłyszeliśmy od pracowników Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej wiele sygnałów alarmujących"TVN24

40 incydentów w ciągu pięciu miesięcy

Jak wskazał, "to są konkretne incydenty, które były zgłaszane przez kontrolerów". - Kiedy dochodzi do jakiejś niebezpiecznej sytuacji, okoliczności powinno się opisać i zgłosić do PAŻP-u. Takich incydentów w ciągu pięciu miesięcy od wprowadzenia tego systemu było ponad 40. Dla porównania podobne incydenty w ciągu dwóch ostatnich lat wydarzyły się trzy, zanim jeszcze nie wprowadzono systemu jednego kontrolera - zaznaczył Łakomski.

"Samolot to nie gra komputerowa. Nie da się wcisnąć pauzy"

Jak mówił, choć kontrolerzy lotów są szkoleni do pracy w pojedynkę, w lotnictwie obowiązuje zasada "drugiej pary oczu", która "pozwala wyłapać ewentualny błąd". - Wiadomo, że kontrolerzy od czasu do czasu jakiś błąd popełniają. Nie bez przyczyny cały czas w samolotach liniowych są dwaj piloci, a nie jeden - zwrócił uwagę.

Wieża kontroli lotów TVN24

Autor:momo, akw/kab, adso

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24