Hermesem w dziennikarzy. Ruszyło śledztwo

Jerzy Ziarkiewicz
Prokuratura Zbigniewa Ziobry dysponowała oprogramowaniem szpiegowskim Hermes
Źródło wideo: Michał Tracz/Fakty TVN
Źródło zdj. gł.: LUKASZ KACZANOWSKI/POLSKA PRESS/Polska Press/East News
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Ruszyło śledztwo dotyczące działań byłego szefa Prokuratury Regionalnej w Lublinie Jerzego Ziarkiewicza. Śledczy badają, czy nadużył władzy, zlecając użycie systemu szpiegującego Hermes wobec 12 dziennikarzy, między innymi Piotra Kraśki, Konrada Piaseckiego, Krzysztofa Ziemca czy Macieja Kurzajewskiego.

Przez ostatnie dwa lata materiały w tej sprawie gromadzili śledczy z Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie. To tam działa dwuosobowy zespół prokuratorski, który prześwietla wszystkie aspekty zakupu, a następnie używania systemu szpiegującego Hermes. W 2020 roku prokuratura, kierowana wtedy przez Zbigniewa Ziobrę i Bogdana Święczkowskiego, kupiła go bez przetargu za 15 milionów złotych od izraelskiej firmy NSO, producenta Pegasusa.

Hermes jest mniej inwazyjny niż Pegasus. Służy do szybkiego zbierania informacji z internetu, sięga także do tak zwanego darknetu. Potrafi przeszukiwać też na przykład bazy danych z loginami i hasłami, które przejęli hakerzy. Tak pozyskane hasła mogły później służyć do wchodzenia na skrzynki mailowe, czy platformy społecznościowe osób, którymi zainteresowana była prokuratura.

Śledztwo w sprawie Ziarkiewicza

W ostatnich tygodniach wątek dotyczący użycia Hermesa wobec dziennikarzy został wyłączony z rzeszowskiego śledztwa i przekazany do Prokuratury Krajowej. Trafił na biurka śledczych z wydziału spraw wewnętrznych, specjalizujących się w ściganiu przestępstw popełnianych przez prokuratorów.

- Postępowanie dotyczy przekroczenia i niedopełnienia obowiązków służbowych przez funkcjonariusza publicznego, pełniącego funkcję Prokuratora Regionalnego w Lublinie - przekazał nam rzecznik Prokuratora Krajowego Przemysław Nowak.

Jerzy Ziarkiewicz
Jerzy Ziarkiewicz
Źródło zdjęcia: LUKASZ KACZANOWSKI/POLSKA PRESS/Polska Press/East News

Wspomnianym szefem lubelskiej prokuratury regionalnej był wówczas Jerzy Ziarkiewicz, jeden z najbardziej zaufanych prokuratorów Zbigniewa Ziobry. Do niego trafiały głośne śledztwa, np. w sprawie "kilometrówek" europosła PiS Ryszarda Czarneckiego czy śledztwo dotyczące Polnordu, w którym pojawiało się nazwisko Romana Giertycha.

Krajowy rozgłos przyniosło mu ujawnienie przez dziennikarzy "Gazety Wyborczej" - już po ostatnich wyborach parlamentarnych - że przetrzymywał w garażu akta spraw niewygodnych dla polityków PiS. W tej sprawie także toczy się postępowanie wobec Ziarkiewicza, które jest na etapie uchylania mu immunitetu.

Osobiście pojechał po zgodę na Hermesa

Z naszych informacji wynika, że Hermesa wobec dziennikarzy Ziarkiewicz polecił użyć jesienią 2021 roku. Zrobił to w ramach postępowania wszczętego we wrześniu tamtego roku po zawiadomieniu, które złożył ówczesny wiceminister aktywów państwowych i polityk PiS Artur Soboń.

- Polityk opisał, że ktoś założył profil na WhatsApp z jego zdjęciem i prowadzi rozmowy z różnymi ludźmi, podszywając się pod niego - mówi tvn24.pl jeden z prokuratorów, zastrzegając anonimowość.

Sprawę wkrótce wziął do osobistego prowadzenia sam Ziarkiewicz. Zlecił przeprowadzenie czynności śledczych Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. 12 października osobiście pojechał do centrali prokuratury z wnioskiem o zastosowanie Hermesa. Tego samego dnia dostał na to zgodę, a nadzór nad śledztwem objęła Prokuratura Krajowa.

Hasła, skrzynki, adresy IP

Poznaliśmy treść wniosku o zastosowanie Hermesa, który podpisał Ziarkiewicz. Miała to być "analiza" dostępnych w internecie danych 12 znanych dziennikarzy: Jana Niedziałka, Piotra Kraśki, Macieja Kurzajewskiego, Jarosława Kuźniara, Mikołaja Wójcika, Adama Wolnego, Krzysztofa Ziemca, Jarosława Kulczyckiego, Konrada Piaseckiego, Piotra Pacewicza, Jarosława Sroki i Aleksandry Janiec.

- Dziennikarze, tak jak Soboń, padli ofiarą przestępstwa. Bo ktoś się pod nich podszywał, bądź oszukiwał ich, że pisze na przykład jako Soboń. A Ziarkiewicz nie uznał ich za pokrzywdzonych przestępstwem, a sytuację wykorzystał do zebrania informacji, w tym haseł do poczty i profili społecznościowych - mówi nasz rozmówca z prokuratury.

W swoim wniosku Ziarkiewicz wyszczególnił, jakich dokładnie informacji potrzebuje:

- aktywności na forach internetowych, w mediach społecznościowych oraz serwisach aukcyjnych - w tym treści postów i ogłoszeń; - wykorzystywane sposoby komunikacji; - wykorzystywane skrzynki pocztowe; - wykorzystywane hasła; - wykorzystywane numery telefonów; - prawdopodobna działalność gospodarcza; - wykorzystywana infrastruktura internetowa (hosting, VPN); - adresy IP logowań; - powiązania między nimi a innymi osobami, w tym w Dark Web; - posty umieszczane w Dark Web; - ustalenia relacji.

Analitycy Prokuratury Krajowej przy użyciu Hermesa przygotowali żądane przez Ziarkiewicza dane - efekty ich pracy znajdują się w materiałach śledztwa.

Zatrzymany

Tymczasem już 8 października 2021 roku policjanci zatrzymali Adama M., który podszywał się pod Sobonia. W prokuraturze usłyszał serię zarzutów, między innymi z artykułu 190 kodeksu karnego. Mówi on o karze do trzech lat więzienia w związku z groźbami karalnymi.

Mężczyzna przyznał się, złożył także obszerne wyjaśnienia. Tłumaczył, że swoich czynów nie dokonywał, by się wzbogacić czy komukolwiek zaszkodzić. Nigdy nie stanął przed sądem. Rok później - w listopadzie 2022 roku - swoje śledztwo prokurator Ziarkiewicz zakończył umorzeniem. Uzasadnił to faktem, że Artur Soboń złożył na piśmie wniosek o wycofanie zawiadomienia.

- Pamiętam to słabo, minęły całe lata. Ktoś udawał mnie, stworzył identyczny profil na WhatsApp. To nie było jednak włamanie, kradzież tożsamości, czy jakakolwiek ingerencja w mój komunikator. Nie wykluczam, że mogłem wycofać wniosek o ściganie - mówi Soboń.

O tym, że przy tej okazji prokuratura używała Hermesa wobec dziennikarzy były wiceminister twierdzi, że nic nie wie.

Pokrzywdzeni Hermesem

Jak wynika z informacji przekazanych nam oficjalnie przez rzecznika prokuratury Przemysława Nowaka, dotychczas pięciu dziennikarzy otrzymało od prokuratury status osób pokrzywdzonych. Stało się to w ostatnich miesiącach. Wśród nich jest Aleksandra Janiec, w przeszłości dziennikarka m.in. TVN24 i Polsatu.

- Czuję się fatalnie, mając dziś świadomość, że w prokuraturze wykorzystano sytuację, aby poznać moje hasła i być może czytać moją korespondencję - mówi w rozmowie z tvn24.pl.

Mimo statusu osoby pokrzywdzonej, prokuratorzy nie przyznali jej zgody na wgląd w akta sprawy. Takiego statusu nie ma jeszcze w śledztwie dziennikarz TVN24 BiS Jan Niedziałek.

- Pomijając to, że sprawa dotknęła mnie osobiście, to nie jestem w stanie znaleźć usprawiedliwienia i uzasadnienia dla wykorzystania tego narzędzia wobec dziennikarzy przez prokuraturę - mówi. Dodaje, że nie jest w stanie zrozumieć, do czego takie informacje były potrzebne prokuratorowi Ziarkiewiczowi.

Jan Niedziałek
Jan Niedziałek
Źródło zdjęcia: Bartosz Krupa/East News

Inaczej reaguje Mikołaj Wójcik, wieloletni dziennikarz, m.in. szef działu politycznego i wicenaczelny "Faktu", a od kilku lat współwłaściciel agencji komunikacji. - Cały wic polega na tym, że w tamtym czasie ja już nie byłem dziennikarzem. Zajmowałem się PR w Provident Polska i całe środowisko Zbigniewa Ziobro o tym wiedziało. Dlatego, że w tym czasie zabiegali o uchwalenie radykalnej ustawy antylichwiarskiej. Podejrzewam, że chodziło im o ustalenie, z kim się wtedy kontaktowałem - mówi.

Prokuratorzy, z którymi rozmawialiśmy, nie są w stanie odpowiedzieć na pytania, do czego mogły służyć tak szczegółowe informacje pozyskane Hermesem. - Na pewno nie chodziło o dobro śledztwa, bo nie przydały się w niczym - mówi jeden ze śledczych.

Nasz rozmówca wskazuje na szereg niezwykłych okoliczności tej sprawy: szef prokuratury regionalnej osobiście prowadził banalną na pozór sprawę, nadzorem objęła ją Prokuratura Krajowa, a w jej ramach ściągnięto prywatne dane wielu dziennikarzy.

- Ziarkiewiczowi grożą zarzuty nadużycia władzy. Pytanie, czy wyjaśni, w jakim celu zrobił to, co zrobił - mówi nam prokurator.

Redagowała Katarzyna Guzik

Czytaj także: