|

Las, który nie wypuszcza. Co zostało po kryzysie migracyjnym?

Rzeczy pozostawione przez migrantów w lesie w pobliżu wsi Nietupa
Rzeczy pozostawione przez migrantów w lesie w pobliżu wsi Nietupa
Źródło zdj. gł.: Michał Zieliński/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Czy można wyjść z lasu tak, by naprawdę do niego nie wracać? - Ludzie działający na granicy przestali liczyć uratowanych, a zaczęli żyć tymi, których nie zdołali ocalić - mówi pastor Krzysztof Flasza, który odprawiał pogrzeby migrantów. Wywołany przez Alaksandra Łukaszenkę kryzys na granicy polsko-białoruskiej trwa od pięciu lat. Co zostaje w człowieku i w miejscu, gdy las staje się cmentarzem?Artykuł dostępny w subskrypcji

Maciej Żywno, wicemarszałek Senatu, czynny strażak ratownik Ochotniczej Straży Pożarnej, były ratownik Grupy Granica: - Długo odzwyczajałem się od myśli, że podczas spaceru po lesie ktoś może się tam ukrywać, że leży pod drzewem i czeka na pomoc. W podlaskim lesie zapisało się cierpienie: po polskiej stronie granicy zmarło około 50 osób. Jak zrozumieć, że w XXI wieku, w cywilizowanym kraju, ludzie umierają w lesie, bo nikt im nie pomógł albo ktoś kolejny raz przerzucił ich przez granicę?

Pastor Krzysztof Flasza, z Kościoła Zielonoświątkowy Zbór "Dobra Nowina" w Białymstoku: - Ta granica ma swój zapach. Widziałem szkielet Abdiego po dwóch miesiącach w lesie. Gdy dwa miesiące po utonięciu otworzyła się trumna, poczułem zapach ciała Cyryla. Mówię o tym głośno, bo niektórzy wciąż twierdzą, że na granicy nikt nie umarł. Ja nie chowałem pustych trumien.

Pozostało 92% artykułu
Z tego artykułu dowiesz się:
Jak wygląda codzienność mieszkańców strefy przygranicznej podczas kryzysu humanitarnego.
Jakie wyzwania i traumy przeżywają osoby niosące pomoc migrantom.
W jaki sposób lokalne społeczności radzą sobie z obecnością nowych grobów i stratą.
Jak kryzys na granicy wpływa na relacje społeczne i postawy wobec pomocy humanitarnej.
Czytaj także: