Ekonomista, nauczyciel akademicki, profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i założyciel think tanku Forum Obywatelskiego Rozwoju, a także były wicepremier, minister finansów i prezes Narodowego Banku Polskiego - to wiadomo. A czego o Leszku Balcerowiczu nie wiadomo - co znane jest mniej lub wcale?
Spotykamy się w Szkole Głównej Handlowej, na półkach imponująca kolekcja nagród ekonomicznych.
Rafał Kazimierczak, TVN24+: Panie profesorze, nie widzę tu trofeów sportowych, a rozmawiać mamy o sporcie.
Leszek Balcerowicz: Są, są, spokojnie. W domu mamy dużą piwnicę i tam jest wystawa na medale i inne nagrody.
Z dumą prezentuje pan je gościom?
Ci przychodzący to raczej stali bywalcy, więc z tą kolekcją dawno się zapoznali. Ja nie robię z tego wielkiej sprawy.
Urodził się pan w Lipnie w 1947 roku, przeprowadziliście się jednak do Torunia. Sport szybko pojawił się w pana życiu?
Wychowywaliśmy się na przedmieściach Torunia, ja i dwie młodsze siostry. Ojciec wywodził się ze wsi, więc na tych przedmieściach mieliśmy gospodarstwo, a w związku z tym spadały na mnie obowiązki, których nie lubiłem. Przyprowadzałem na przykład krowy z pastwiska. Koleżanki i koledzy patrzyli, te krowy zachowywały się dosyć niekulturalnie - zdecydowanie za tym nie przepadałem. Potem, jak już chodziłem do szkoły, do szóstej czy siódmej klasy, przed lekcjami woziłem rowerem mleko do mleczarni.
- Dlaczego sport odegrał tak ważną rolę w życiu znanego ekonomisty?
- Jakie były początki kariery sportowej Leszka Balcerowicza?
- Jakie są konsekwencje braku aktywności fizycznej wśród dzieci według najnowszych badań?
- Co były wicepremier sądzi o promocji zdrowego stylu życia i jak sam dba o kondycję?
A zabawy, sport? Miał pan na to czas?
Bardzo popularny był wtedy czwórbój lekkoatletyczny, skoki, biegi i rzut piłeczką palantową. Miałem 12, może 13 lat, samodzielnie albo z kolegami gdzieś tam sobie skakaliśmy, biegaliśmy i rzucaliśmy. A w szkole średniej był już lekkoatletyczny pięciobój. Do mnie należały rekordy szkoły w dysku i w skoku dal, przy którym złamałem sobie zresztą rękę.