Ogień pojawił się we wsi Lokva Rogoznica na wybrzeżu Dalmacji w czwartkowy wieczór. W nocy ze względu na silny wiatr zaczął się szybko rozprzestrzeniać, docierając do turystycznej miejscowości Omisz, około 30 kilometrów od Splitu.
Pożar w Chorwacji. Znaleziono ciało
Internetowa wersja chorwackiego dziennika "Dnevnik", powołując się na informacje policji z żupanii splicko-dalmatyńskiej przekazała, że o godzinie 13.30 na terenie objętym pożarem znaleziono ciało. Tożsamość tej osoby oraz okoliczności jej śmierci nie są na razie znane, służby będą prowadzić dochodzenie w tej sprawie.
40 osób w szpitalu. "To katastrofa, coś strasznego"
Pożar jest sporym zagrożeniem dla zdrowia i życia mieszkańców i turystów. Telewizja N1 poinformowała, że minionej nocy, a także w piątek 40 osobom udzielono pomocy medycznej w szpitalu w Splicie. Obrażenia siedmiu osób były na tyle poważne, że ich życie było zagrożone. Wymagały podłączenia do respiratora.
W piątek późnym popołudniem polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podało, że wśród poszkodowanych są Polacy. Jedna osoba trafiła na oddział intensywnej opieki medycznej.
W związku z pożarem ewakuowano już ponad dwa tysiące osób. Wiele z nich spędziło noc w hali sportowej przekształconej w schronisko. Jak podały lokalne media, w okolicy Omisza stacjonowała łódź marynarki wojennej, która miała zapewnić ewakuację drogą morską. Spłonęło już ponad tysiąc hektarów terenu.
- To katastrofa, coś strasznego. Mieszkam tu całe życie, ale nie pamiętam, aby wydarzyło się coś takiego - opowiadał w rozmowie z agencją Reuters Marin, mieszkaniec Omisza.
Portal Index.hr podał, że ogień dotarł niemal do centrum Omisza. Trawił pojazdy i stalowe konstrukcje chroniące miasto przed spadającymi głazami oraz uszkadzał domy. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się pożaru, strażacy polewali wodą dachy domów.
- Za nami niezwykle ciężka noc, w rejonie od Lokvy Rogoznicy do Omisza panuje skomplikowana sytuacja - powiedział mediom komendant straży pożarnej Slavko Tucakovic. W akcji gaśniczej brało udział ponad 150 strażaków, w tym z innych rejonów kraju.
>>> CZYTAJ TAKŻE: Pożary w Grecji. "Na drodze zrobił się duży korek". Ewakuacja kilkuset osób
Relacja Polki. "Przyjechała policja i kazała się wszystkim ewakuować"
Pożar zaskoczył polskich turystów przebywających w Chorwacji, w tym panią Aleksandrę, która musiała się ewakuować, a swoje przeżycia opisała redakcji Kontaktu24.
- Wczoraj wieczorem pojechaliśmy do miasta Omisz na spacer i kolację. Gdy wracaliśmy do apartamentu oddalonego o kilka kilometrów, nie puszczono nas już tradycyjną drogą. Jeszcze nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Po przyjechaniu na miejsce widzieliśmy pożar z odległości dwóch kilometrów - relacjonowała.
Pani Aleksandra przyznała, że początkowo nikt nie mówił o ewakuacji, a właściciele apartamentu, w którym się zatrzymała, sugerowali, że pożar może przejść górą. Według Polki w ciągu kilkunastu minut ogień bardzo się jednak rozprzestrzenił i był już sto metrów od budynku. Ponadto wiał bardzo silny wiatr i w powietrzu było dużo pyłu.
Polska turystka dodała, że nie otrzymała żadnego oficjalnego komunikatu. - Na miejsce przyjechała policja i kazała wszystkim się ewakuować. Mieliśmy wyruszać rano, więc na szczęście byliśmy już spakowani. To nas uratowało - przyznała.
Polskie MSZ ostrzega
Przed pożarem za pomocą systemu Odyseusz ostrzega polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. "Apelujemy o bezwzględne stosowanie się do zaleceń miejscowych władz" - przekazano.
W mediach społecznościowych został opublikowany też komunikat Ambasady RP w Zagrzebiu. "Trwa gaszenie groźnego pożaru w miejscowości Lokva Rogoznica w okolicach Omisza. Ogień rozprzestrzenia się w kierunku Marusici i Mimice" - czytamy. Ambasada również apeluje o "bezwzględne stosowanie się do zaleceń miejscowych władz".