Prokuratura Rejonowa w Nowym Dworze Mazowieckim potwierdziła nam przyjęcie zawiadomienia od mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Chodzi o sprawę tak zwanego odpadowego rekina.
Zobacz cały reportaż "Historia odpadowego rekina" w TVN24+ >>>
Kim jest "odpadowy rekin"?
Na początku roku ujawniliśmy w "Superwizjerze" kulisy działania szarej strefy odpadowej. Klienci, którzy kupują nowe sprzęty RTV i AGD (jak np. pralki lub telewizory), opłacają w cenach produktów zbieranie elektrośmieci. Jednak według naszych ustaleń pieniądze te mogą trafiać w ręce tzw. kwiciarzy, czyli nieuczciwych biznesmenów, którzy podrabiają dokumenty recyklingowe.
Jedną z najważniejszych postaci w branży śmieciowej w Polsce jest "odpadowy rekin" Mirosław K. Chociaż formalnie główną udziałowczynią firmy odpadowej jest jego żona, według informacji "Superwizjera" to Mirosław K. ma pociągać za sznurki w przedsiębiorstwie. Właśnie tej firmy dotyczy zawiadomienie WIOŚ do prokuratury.
Firma "odpadowego rekina" zadeklarowała w trakcie państwowej kontroli, że wysyła tysiące ton odpadów do dalszego recyklingu poza granicami Polski. Jak ustaliliśmy, zagraniczne firmy, do których miały trafiać odpady, nigdy nie słyszały o polskiej spółce i nie przyjmowały od niej żadnych transportów.
W związku z tymi ustaleniami ciechanowska delegatura Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie złożyła zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Chodzi o poświadczenie nieprawdy w dokumencie przedłożonym w trakcie kontroli w firmie.
W zbieranie elektrośmieci dla firmy "odpadowego rekina" miały być zaangażowane drużyny sportowe związane z podnoszeniem ciężarów. Taki model współpracy jest znany w branży odpadowej. Szkoły, parafie i właśnie kluby sportowe zbierają stare urządzenia i otrzymują za to wynagrodzenie od spółek śmieciowych.
W "Superwizjerze" dotarliśmy do dyrektora lokalnego klubu sportowego, który przyznał, że firma odpadowa miała fałszować faktury za zbieranie elektrośmieci. Jak mówił, "zebrał 800 kilo, a na fakturze miał 30 ton". Działacz sportowy opowiedział też, że szczegóły współpracy miał ustalać bezpośrednio z "odpadowym rekinem".
Co łączy "rekina" z Polskim Związkiem Podnoszenia Ciężarów?
Od ponad roku Mirosław K. oraz Jacek K. (który jest formalnym prezesem firmy odpadowej) są w strukturach Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. Logo firmy śmieciowej było wyświetlane na stronie internetowej związku sportowego na specjalnym banerze opisanym "PARTNERZY". Firma była też partnerem gali 100-lecia PZPC w grudniu 2025 roku.
Zgodnie z ustawą o sporcie sponsor związku sportowego nie może zasiadać w jego władzach. Co więcej, jak informuje sama firma odpadowa, prezes PZPC Zdzisław Żołopa ma być jej szeregowym pracownikiem, ale według przedsiębiorstwa jest to czysty przypadek.
Ministerstwo Sportu i Turystyki w odpowiedzi na nasze pytania dotyczące tej sprawy poinformowało, że minister złożył wniosek w trybie nadzoru do Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów i zażądał udzielenia informacji. Związek sportowy odpowiedział na pismo ministra, ale do momentu publikacji tekstu biuro prasowe ministerstwa nie udzieliło odpowiedzi dotyczącej szczegółów tej korespondencji.
Ministerstwo miało nie wiedzieć o powiązaniach związku sportowego i prezesa Zdzisława Żołopy z firmą odpadową. Co ciekawe, kilka dni po premierze reportażu "Superwizjera" w TVN24+ logo firmy odpadowej zniknęło ze strony Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów.
Chcesz podzielić się ważnym tematem? Skontaktuj się z autorem tekstu: filip.folczak@wbd.com
Autorka/Autor: redagowała Milena Zawiślińska
Źródło: TVN24+