Ministra zdrowia zapowiada limity dla szpitali. Chodzi o pensje

Jeden na jeden - Jolanta Sobierańska-Grenda
Sobierańska-Grenda: przymierzamy się, aby określić procentowo granice budżetu szpitali na pensje
Źródło: TVN24
Przymierzamy się, aby określić procentowo granice budżetu szpitali, który przeznaczony będzie na pensje pracowników - zapowiedziała ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda w "Jeden na jeden" w TVN24.

Od 1 kwietnia NFZ wprowadził cięcia w finansowaniu diagnostyki. Badania, które szpital będzie wykonywał ponad limit określony mu przez NFZ, będą opłacane według stawek degresywnych, tzn. 60 proc. dla badań endoskopowych oraz 50 proc. dla tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego. Wprowadzone cięcia stały się jednym z przyczynków do zorganizowania protestu, nazywanego "Czarnym tygodniem".

Jednocześnie według informacji medialnych w niektórych szpitalach większość budżetu przeznaczane jest na pensje dla personelu. Zaplanowane na lipiec waloryzacje będą kosztowały ponad 70 miliardów złotych. Dyrektorzy szpitali mówią, że ich na podwyżki wynagrodzeń po prostu nie stać. Podnosił to m.in. Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP). Jak tłumaczyli jego przedstawiciele, szpitale nie mają pieniędzy na coroczne podwyżki płac minimalnych, gdyż ich finansowanie w wycenie świadczeń jest niewystarczające. Pisaliśmy o tym w tvn24.pl

- Tak naprawdę emocje nie były wywoływane tym, że z umów o pracę lekarze zarabiają dużo. Raczej w przestrzeni medialnej pokazywały się faktury, które wynikają z kontraktów lekarskich. I tutaj rozmowa na temat tego, jaki procent budżetów szpitali powinien być przeznaczany na wynagrodzenia, trwa - powiedziała w "Jeden na jeden" w TVN24 ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

- Zbieramy dane, ponieważ przymierzamy się do tego, żeby określić procentową granicę budżetów szpitali, które są zakontraktowane w Narodowym Funduszu Zdrowia, bo mówimy tutaj o sytuacjach gospodarowania środkami publicznymi, żeby taką granicę postawić - zapowiedziała ministra.

- Dzisiaj widzę, że gdybyśmy powiedzieli o 60-70 procentach budżetu, to myślę, że szpitale by sobie z tym poradziły - powiedziała. Jak dodała, chodzi nie tylko pensje lekarskie, lecz o "wszystkie wynagrodzenia w szpitalu". - Chciałabym, żebyśmy pamiętali, że w szpitalu pracuje personel i lekarski, i pielęgniarki, opiekunowie medyczni, administracja. To naprawdę są duże przedsiębiorstwa - mówiła.

Badania przekładane o rok? "Pracujemy nad tym"

Ministra zdrowia pytana była o sytuację w onkologii i doniesienia o przekładaniu badań diagnostycznych nawet o rok. Spowodowane to ma być wprowadzeniem przez resort zdrowia zmian w finansowaniu tzw. nadwykonań. Po przekroczeniu kwoty określonej w kontrakcie placówki z NFZ wprowadzona będzie stawka degresywna - NFZ będzie finansował jedynie część świadczenia.

- Jest miesiąc od wprowadzonych zmian. Pracujemy nad tym, żeby system uporządkować. Natomiast mnie zaskakuje to, że w niektórych regionach tak mało jest zakładanych kart DiLO. Mam nadzieję, że zachęcimy podmioty stuprocentowym płaceniem za pacjentów, którzy są diagnozowani w ramach jednak karty DiLO - powiedziała Sobierańska-Grenda. 

Karta DiLO (Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, nazywana również zieloną kartą) to dokument, który ułatwia szybkie i skoordynowane diagnozowanie oraz leczenie nowotworów. Wystawiana jest przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej przy podejrzeniu nowotworu u pacjenta.

Na uwagę prowadzącej, że "są pacjenci, którzy potrzebują badania, a nie mają raka", Sobierańska-Grenda odparła: - Jeżeli jest podejrzenie, to lekarz doskonale wie, że może założyć kartę DiLO. Natomiast myślę, że dzisiaj te wprowadzone zmiany przede wszystkim mają wprowadzić korytarze życia dla pacjentów właśnie z podejrzeniem onkologicznym, dla tych pacjentów, którzy tego potrzebują najbardziej. 

OGLĄDAJ: Ruszyliśmy w Polskę, by sprawdzić, jak pracują lekarze
cena lekarzy czarno na białym

Ruszyliśmy w Polskę, by sprawdzić, jak pracują lekarze

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

"Chciałabym uporządkować diagnostykę"

Przyznała jednocześnie, że "to nie jest tak, że to, co jest wprowadzone, będzie niezmieniane, nie będzie modyfikowane". - Ja rozumiem, że każda wprowadzona zmiana może budzić emocje i kontrowersje. Ja się wsłuchuję we wszystkie te głosy - mówiła ministra.

Ministra zdrowia zaznaczyła też, że "jeżeli mówimy o gastroskopii i kolonoskopii, to mamy programy profilaktyczne, w których nie wprowadzamy żadnych zmian". - Natomiast faktycznie niektóre jednostki z kolei renegocjują stawki z personelem, wprowadzając również stawkę degresywną w kontraktach, więc myślę, że tutaj naprawdę sytuacja jest różna w zależności od podejścia zarządczego - przyznała Sobierańska-Grenda. 

Jak zauważają organizacje pacjenckie, kolonoskopia wykonywana w ramach programu profilaktycznego w kierunku wczesnego wykrywania raka jelita grubego dotyczy wąskiej grupy osób od 50. do 65 lat, które nie miały w ciągu ostatnich 10 lat wykonywanego takiego badania. Próg jest obniżony do 40. lat w przypadku osób, które są obciążone rodzinnie. Programu profilaktycznego z gastroskopią w Polsce nie ma.

Ministra zdrowia podkreśliła, że "naprawdę chciałaby uporządkować diagnostykę". - Ilość wykonywanych badań, brak rejestru radiologicznego, w którym wiemy, ile pacjenci takich badań mają wykonywanych, jakimi dawkami są obdarzani w tych badaniach - wymieniała. - Myślę, że to wszystko naprawdę idzie w bardzo dobrym kierunku - oceniła. 

OGLĄDAJ: Ministra zdrowia: budujemy system, który ma być zorganizowany dla pacjenta
Jeden na jeden - Jolanta Sobierańska-Grenda

Ministra zdrowia: budujemy system, który ma być zorganizowany dla pacjenta

Jeden na jeden - Jolanta Sobierańska-Grenda
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: