Kto powinien płacić za ewakuację Polaków? "Niebezpieczny precedens"

samolot dorsz
Przemysław Bogdan: my ponosiliśmy to ryzyko
Źródło: TVN24+
Goście Debaty w TVN24+ dyskutowali o tym, czy rząd powinien finansować ewakuację turystów z niebezpiecznych rejonów. Pytanie to odżyło w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Uczestnicy debaty zastanawiali się, czy podróżujący w rejony niebezpieczne wbrew ostrzeżeniom powinni być wyłączeni z bezpłatnej opieki konsularnej i ratunkowej, czy państwo powinno płacić za błędy ryzykantów i kto powinien finansować akcje ratunkowe.

Według Ministerstwa Spraw Zagranicznych w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie pomocy udzielono ponad 13 tysiącom osób. Część z nich została uratowana, mimo że zignorowała ostrzeżenia resortu przed podróżami w niebezpieczne rejony. Szef MSZ Radosław Sikorski poprosił o poparcie zmiany prawa umożliwiającej "pobieranie opłat" od tych, którzy podróżują do krajów znajdujących się na liście ostrzeżeń MSZ, a później chcą wrócić do Polski rządowym lub wojskowym samolotem.

Z niedawnej informacji MSZ wynika, że przy ewakuacji udzielono pomocy ok. 13 tysiącom osób. Odbyło się łącznie 75 lotów - w tym 10 specjalnych - ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru, z których skorzystali głównie Polacy.

Czy Polacy podróżujący w rejony niebezpieczne wbrew ostrzeżeniom MSZ powinni być wyłączeni z bezpłatnej opieki konsularnej i ratunkowej? Czy państwo powinno płacić za błędy ryzykantów? Kto powinien finansować akcje ratunkowe? Na ten temat w TVN24+ debatowali: Przemysław Bogdan - Polak, który ewakuował się z Dubaju, Paweł Radoliński z Polskiej Izby Turystyki, Kuba Porada, podróżnik i dziennikarz TTV, oraz mecenas Eliza Kuna, adwokatka. Dyskusję poprowadziła Anna Seremak.

CAŁĄ DEBATĘ OBEJRZYSZ W TVN24+

Polak, który wrócił z Dubaju: my ponosiliśmy to ryzyko

Pan Przemysław Bogdan, który wrócił niedawno z Dubaju, ocenił, że pomoc państwa w ewakuacji powinna obejmować przede wszystkim osoby starsze i dzieci.

- Powinniśmy tutaj się skupić na tym. Nie patrzeć, a co by było gdyby, nie hejtować i tak dalej, tylko wywieźmy osoby najbardziej potrzebujące - mówił.

- Natomiast rozumiem tutaj dwie strony - zaznaczył. - Jest trudno odpowiedzieć w przypadku takich osób jak my. Nie spodziewaliśmy się żadnego transportu. Ponosiliśmy nasze ryzyko i umieliśmy się zatroszczyć o siebie - dodał. Dopytywany o to, czy oczekiwał od polskiego rządu, by ten go ściągnął, zaprzeczył. Mówił też, że od początku miał poczucie, że musi sobie w tej sytuacji zorganizować powrót samemu.

Debata TVN24+
Debata TVN24+
Źródło: TVN24+

Mecenas Kuna o "niebezpiecznym precedensie"

- Uważam, że to byłby niezwykle niebezpieczny precedens, gdyby było tak, że (...) rząd płaci za loty powrotne w takich sytuacjach - mówiła adwokatka Eliza Kuna.

Jej zdaniem Polacy w trakcie podróży szczególnie lubią ryzykować. - Gdyby otworzyć taką furtkę, że w każdej sytuacji, niezależnie od okoliczności, niezależnie od wieku tego turysty, niezależnie od tego, czy były ostrzeżenia pierwszego stopnia, drugiego, czy trzeciego, czy czwartego, my jako obywatele ponosimy odpowiedzialność, rząd polski wysyła samoloty (...), to myślę, że bardzo wielu turystów jednak podejmowałoby takie ryzyko - dodała, podkreślając, że w takich sytuacjach loty i hotele są również tańsze i łatwo dostępne.

Mec. Eliza Kuna: to byłby bardzo niebezpieczny precedens
Źródło: TVN24+

Prowadząca porównała tę sytuację z taką, w której ratownicy TOPR ratują turystów górskich, nawet jeśli ci wykazali się skrajną nieodpowiedzialnością. W odpowiedzi prawniczka zwróciła jednak uwagę, że TOPR ma w takiej sytuacji możliwość skorzystania z prawa do roszczenia regresowego, domagając się od osoby ratowanej kosztów przeprowadzenia akcji.

- Jeżeli to była skrajnie nieodpowiedzialna sytuacja, ktoś szedł w szpilkach na Giewoncie lub wybrał się mimo zagrożenia lawinowego i widać, że nie była to sytuacja właśnie taka nieprzewidziana, tylko ktoś po prostu pogwałcił wszelkie możliwe ostrzeżenia, to jest prawo do tego regresu - wyjaśniała.

Kuba Porada: warto zaglądać na strony MSZ, by nie mieć zaskoczeń

Perspektywę adwokatki podzielał podróżnik i dziennikarz Kuba Porada. - Właśnie ten przykład górski jest o tyle dobry, że z jednej strony pokazuje, że jest jakaś odpowiedzialność, która później może być rozliczona i zapewne mówimy o dużych kwotach, a z drugiej strony trochę jak rangersi na polu walki nie zostawiają swoich na polu, jeżeli są ranni - ocenił.

Mówił również o tym, jak ważne jest weryfikowanie informacji na temat naszego celu podróży, by uniknąć ewentualnych zagrożeń i niedogodności.

Mec. Eliza Kuna: to byłby bardzo niebezpieczny precedens
Źródło: TVN24+

- Warto zaglądać na strony MSZ-tu, które mówią, że tu trzeba to i to, a tu trzeba to i to, żeby nie mieć zaskoczeń. Gdybym, nawet abstrahując od konfliktu jakiegokolwiek, gdzieś się wybierał w tej chwili, to po prostu sprawdzam - mówił, przypominając między innymi, jak istotne było to między innymi w czasie pandemii, gdy liczne loty były odwoływane przez lockdowny.

Radoliński: dlaczego my mamy wszyscy za to płacić?

Przedstawiciel Polskiej Izby Turystyki Paweł Radoliński zwrócił natomiast uwagę, że każdą sytuację obejmującą podróże w niebezpieczne rejony należy analizować indywidualnie. Przytoczył przy tym sytuację, w której Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało zgodę na podróż dwóch chłopców do kraju ogarniętego działaniami wojennymi, ponieważ tam mieli być poddani ważnej operacji. - Ta operacja się odbyła - podkreślił.

Paweł Radoliński: każdą sytuację trzeba brać indywidualnie
Źródło: TVN24+

Radoliński również zgodził się z przytoczoną wcześniej analogią do TOPR. - Jeżeli ktoś decyduje się (na podróż - red.) wbrew wszelkim zakazom, to jak najbardziej, nie zostawiamy swoich, ratujemy - mówił. - No, ale odpowiedzialność, dlaczego my mamy wszyscy za to płacić? - pytał retorycznie.

OGLĄDAJ: "Wydaje mi się, że Polaków nic nie przestraszy". MSZ ostrzega, Polacy lecą
pc

"Wydaje mi się, że Polaków nic nie przestraszy". MSZ ostrzega, Polacy lecą

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: