Co się dzieje w największej polskiej giełdzie kryptowalut? "O dziwo wpłaty wchodzą bez problemu"

pap_20251224_1GI
Aleksander Kieroński: ustawa kryptowalutowa miała zabezpieczyć konsumentów
Klienci Zondacrypto alarmują, że mają trudności z wypłatą środków. Prezes firmy uspokaja i pisze o problemach technicznych. Politycy przerzucają się oskarżeniami, a za firmą ciągnie się niewyjaśniona dotąd przeszłość.

Co najmniej od kilku tygodni klienci giełdy Zondacrypto skarżą się w sieci na problemy z wypłatą swoich środków. "Czekam już 2. tydzień na przelew. Kilka tys. w PLN. Zlecenia przelania krypto na inne giełdy też w oczekujących". "Czekam już 3 dni na wypłatę moich środków". "Ja dalej nie mogę wypłacić". "Kiedy mogę się spodziewać realizacji przelewu?" - to tylko kilka przykładowych komentarzy, na jakie trafiliśmy (pisownia oryginalna). Jest ich znacznie więcej.

Jedna z internautek zauważa jednak, że "wpłaty wchodzą bez problemu".

Money.pl: spadek rezerw o 99,7 procent

Giełdy kryptowalut działają jak zwykłe giełdy, tyle że obraca się na nich wirtualnymi aktywami - kryptowalutami. Zondacrypto deklaruje, że ma milion klientów. Rok 2024 zamknęła z rekordowym wynikiem 31,5 mln euro skonsolidowanych przychodów i 8,44 mln euro zysku netto. To największa polska giełda kryptowalut, choć jest zarejestrowana w Estonii, a jej prezes na stałe mieszka w Monako.

Na początku kwietnia o kłopotach klientów informowała "Gazeta Wyborcza". Pisała, że w sieci pojawiła się strona zonda-alert.pl, która ujawniła problemy z realizacją zleceń wypłat pieniędzy z giełdy Zondacrypto. Strona szybko jednak zniknęła. Już następnego dnia krótkie oświadczenie wydał mężczyzna, domniemany autor serwisu. Poinformował, że giełda zrealizowała wszystkie zlecone przez niego przelewy i odciął się od wszystkich tez artykułu. Oświadczenie opublikował w serwisie X... Przemysław Kral, szef Zondacrypto.

Kilka dni później swoje ustalenia ujawnił portal money.pl. Ocenił, że największa polska giełda kryptowalut może mieć poważne problemy z płynnością. Na prośbę dziennikarzy jej sytuację przeanalizowała firma Recoveris, zajmująca się na co dzień śledzeniem skradzionych kryptowalut oraz pomocą przy ich odzyskiwaniu. Analiza wykazała spadek zgromadzonych przez giełdę rezerw bitcoinów. "Średni miesięczny stan BTC [czyli bitcoina, najbardziej znanej kryptowaluty - red.] na portfelach Zondacrypto spadł z około 55,7 BTC w sierpniu 2024 do 0,18 BTC w marcu 2026, co stanowi spadek o 99,7 procent" - mówi cytowany przez money.pl analityk Marcin Zarakowski. Wskazano też, że w marcu 2026 roku stan portfela nigdy nie przekroczył jednego bitcoina, a 1 kwietnia wyniósł 0,086 BTC. Według dziennikarzy, przy takich rezerwach giełda mogłaby nie być w stanie zrealizować wypłat, gdyby większa liczba użytkowników zdecydowała się na wycofanie środków. Portal opisał też, jak w niespełna cztery miesiące wytransferowano na inną giełdę aktywa o łącznej wartości przekraczającej 21 mln dolarów (76,1 mln zł). Firma miała też zwolnić w dwóch działach jedną trzecią załogi.

Prezes Kral odpiera zarzuty

Zondacrypto odpisuje swoim klientom w sieci, że ma chwilowe problemy techniczne i czasowe opóźnienia w realizacji wypłat. Swoją pomoc oferuje klientom w mediach społecznościowych też sam prezes Kral i zachęca, by wysyłać mu prywatne wiadomości. Po publikacji money.pl wydał obszerne oświadczenie. Zapewnił, że giełda jest w doskonałej kondycji finansowej i ma pełną płynność - stuprocentowe pokrycie zobowiązań wszystkich klientów. Zarzucił, że analitycy przeanalizowali tak zwane gorące portfele, które są podłączone do sieci, a nie tak zwane portfele zimne, które do internetu nie są podłączone. "Utrzymywanie minimalnych niezbędnych sald na gorących portfelach to nie objaw słabości, lecz świadoma strategia zarządzania płynnością" - zapewnił i oznajmił, że 1 kwietnia saldo rezerw w samym tylko bitcoinie wynosiło ponad 4,5 tysiąca BTC.

Stwierdził, że "przejściowe problemy techniczne z wypłatami" wynikają z "wdrażania nowych, zaawansowanych systemów bezpieczeństwa i monitoringu transakcji". Przeprosił i zapewnił, że w ciągu niecałego tygodnia wszystkie wypłaty będą realizowane w 48 godzin.

- Deklaracje Przemysława Krala nie wyjaśniają w pełni kumulacji sygnałów ostrzegawczych, takich jak opóźnienia wypłat, przejście na manualne procesowanie transakcji, istotna redukcja zespołów technicznych i opisywane w analizach transfery środków na zewnętrzne platformy - ocenia w rozmowie z tvn24.pl Adam Behan, doktor prawa i inżynier informatyki z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podkreśla, że te sygnały same w sobie nie przesądzają jeszcze o niewypłacalności. - Jeśli jednak potwierdzą się kluczowe ustalenia medialne, oznaczałoby to bardzo wysokie, a w praktyce skrajne ryzyko utraty dostępu do środków przez użytkowników - uważa ekspert. Przypomina, że spółka jest zarejestrowana w Estonii, więc "dochodzenie roszczeń, zwłaszcza w strukturze transgranicznej, może być długotrwałe i obarczone istotną niepewnością".

Minister chce się zakładać. Opozycja oskarża

Przedstawiciele rządu atakują giełdę i jej prezesa. Opozycja broni firmy i oskarża rządzących o jej niszczenie.

"Nie zdziwię się, gdy pewna kryptowalutowa giełda padnie, tysiące inwestorów obudzi się bez oszczędności życia, a Karol Nawrocki i PiS staną w forpoczcie ich obrońców. Założycie się?" - zapytał Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji.

Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki, przypominał: "Dwa razy Prezydent Nawrocki zawetował ustawę, zwiększającą ochronę polskich klientów na rynku kryptoaktywów. Ustawa dawała uprawnienia KNF również wobec podmiotów, działających w Polsce na zagranicznych licencjach".

"Cwaniaczku zajmij się polskim, a nie estońskim rynkiem! Ujawnijcie stenogram z tajnego posiedzenia Sejmu! Dokładnie przed tym przestrzegaliśmy. W interesie zagranicznych giełd i banków zarżnęliście rynek kryptoaktywów, aby żadna polska giełda nie zarejestrowała się w Polsce" - odpisał Kierwińskiemu poseł PiS Janusz Kowalski.

"Odpowiedzialność za tę sytuację ponosi KNF oraz rząd Donalda Tuska, a przyjęcie ich ustawy nie zmieniłoby w sprawie Zondy nic" - oznajmił poseł Sławomir Mentzen, szef Nowej Nadziei, posiadacz największego portfela kryptowalutowego w Sejmie.

"Od kilku dni dziesiątki jeśli nie setki osób mają poważne problemy z odzyskaniem pieniędzy zainwestowanych w kryptowaluty, Prokuratura Żurka i służby Kierwińskiego bezczynne" - stwierdził europoseł PiS Waldemar Buda.

Aktualnie czytasz: Co się dzieje w największej polskiej giełdzie kryptowalut? "O dziwo wpłaty wchodzą bez problemu"

Zondacrypto a SKOK-i

Pojawiły się też porównania sytuacji giełdy do afery SKOK. "Lech Kaczyński blokował oddanie SKOK-ów pod nadzór KNF. Karol Nawrocki to samo robi z rynkiem kryptowalut. Ze szkodą dla klientów, w interesie cwaniaków. Kwintesencja PiS-owskiej patologii..." - skomentował poseł KO Borys Budka.

W marcu pisaliśmy, że giełdy kryptowalutowe ujawniają podstawową słabość źle nadzorowanego rynku finansowego: rozbieżność między deklaracjami o innowacyjności i bezpieczeństwie a prostym pytaniem o wypłacalność. Dopóki klienci wierzą, że w każdej chwili odzyskają swoje pieniądze, wszystko wygląda stabilnie. Napięcia w systemie mogą być niewidoczne. Ale stają się widoczne wtedy, gdy większa liczba klientów jednocześnie próbuje wypłacić środki.

I właśnie tu wraca skojarzenie ze SKOK-ami: nie przez podobieństwo instytucji, ale przez znajomy scenariusz polityczny - podobny spór o zakres i moment wprowadzenia publicznego nadzoru. W finansach branża często walczy o to, by odwlec regulacje: mówi o "nadregulacji", straszy zniszczeniem rynku czy zasłania się innowacyjnością. Ale sednem sporu nie jest sam bitcoin ani technologia blockchain, ale status giełd kryptowalutowych, które obracają środkami klientów, nie będąc jednocześnie objęte nadzorem, który byłby porównywalny z tym, który obowiązuje na tradycyjnym rynku finansów.

Właśnie ta luka sprawia, że problemy z wypłatami szybko uruchamiają pytania o płynność, poziom rezerw i zakres ochrony użytkowników. W takim układzie opóźnienia wypłat nie są wyłącznie problemem operacyjnym czy technicznym, ale wskaźnikiem kondycji całego modelu działania platformy. Ostatecznie nie chodzi o sprawność jednej giełdy, tylko o to, czy rynek, który obraca pieniędzmi klientów, podlega regułom pozwalającym te pieniądze jakkolwiek chronić.

Zondacrypto pod rękę z prawicą

Zondacrypto na własne życzenie znalazła się w polskiej polityce. Pod koniec maja 2025 roku, na finiszu kampanii prezydenckiej, sponsorowała CPAC. Imprezę organizowała związana z prawicą Telewizja Republika. Odbywała się w Rzeszowie i choć oficjalnie była to konferencja środowisk konserwatywnych, jej przebieg przypominał kampanijny wiec Karola Nawrockiego, wtedy kandydata PiS. Do głosowania na niego nawoływali ze sceny czołowi politycy tej partii. Przemawiał też sam kandydat.

Andrzej Duda i Karol Nawrocki na konferencji CPAC w Jasionce
Andrzej Duda i Karol Nawrocki na konferencji CPAC w Jasionce
Źródło: Łukasz Błasikiewicz/KPRP

We wrześniu 2025 roku Zondacrypto sponsorowała kolejną imprezę organizowaną przez TV Republika. Tym razem kongres gospodarczy w Waszyngtonie. W tym momencie w USA był prezydent Nawrocki ze swoją pierwszą zagraniczną wizytą.

W październiku 2025 Zondacrypto została sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Na czele PKOl stoi kojarzony z PiS Radosław Piesiewicz. Przemysław Kral zapowiadał wtedy, że część nagród dla olimpijczyków będzie wypłacać w specjalnie stworzonym olimpijskim tokenie.

Dzień po rzeszowskiej konferencji, na finiszu swojej kampanii, Nawrocki publikuje wideo o kryptowalutach, w którym zapewnia, że jako prezydent będzie "gwarantem tego, że nie wejdą w życie zamordystyczne przepisy, które ograniczą waszą wolność".

Nagranie pojawia się dlatego, że rok 2025 był kluczowy dla działających w Polsce firm kryptowalutowych. Rząd bowiem pracował nad ustawą, mającą uregulować w naszym kraju ten rynek, co było wymogiem unijnego rozporządzenia MiCA. Wszystkie firmy kryptowalutowe muszą do połowy roku uzyskać licencję w co najmniej jednym kraju Unii Europejskiej. Jeśli im się nie uda, nie mogą działać na jej terenie.

Podstawową zmianą była rządowa propozycja objęcia wszystkich firm, w tym giełd kryptowalutowych, nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego. Chodziło o to, by pieniądze klientów były pod instytucjonalną ochroną, czego teraz nie ma. Branża walutowa była przeciwna ustawie. W grudniu wetuje ją Karol Nawrocki, co wywołuje polityczną burzę. W odpowiedzi rząd przygotowuje, a Sejm przegłosowuje ustawę jeszcze raz, niemal nic w niej nie zmieniając. W lutym 2026 Karol Nawrocki wetuje ustawę po raz drugi. Tłumaczy, że regulacje są zbyt obszerne. Nie podobają mu się też opłaty, jakie ustawa nakładała na firmy kryptowalutowe. Kral publicznie odpierał zarzuty o polityczny lobbing. Mówił o sposobach na pozyskiwanie nowych klientów.

Co się stało z Sylwestrem Suszkiem?

Największe kontrowersje budzi przeszłość giełdy Zondacrypto, co opisał w dwóch reportażach "Superwizjer". Wcześniej nazywała się BitBay. Obracała milionami złotych. W 2018 roku została wpisana przez KNF na listę ostrzeżeń i przeniosła się do Estonii. Jej prezes Sławomir Szuszek dorobił się bardzo szybko ogromnych pieniędzy, co bez żadnego skrępowania pokazywał w mediach społecznościowych. - Z tego, co nam się udało ustalić, za BitBayem zawsze stały, oprócz Sylwestra Suszka, osoby ze świata przestępczego - mówi nam Michał Fuja, dziennikarz "Superwizjera".

W 2022 roku Suszek zaginął, co przez prokuraturę nie zostało wyjaśnione do dziś. Wcześniej na czele giełdy stanął obecny prezes Przemysław Kral.

Zwróciliśmy się do nadzorującego Zondacrypto estońskiego regulatora z pytaniami, czy wie o kłopotach klientów giełdy i czy coś w tej sprawie zamierza zrobić.

Urząd odpowiedział już po publikacji tego tekstu. O szczegółach informujemy w osobnym artykule.

Redagował Piotr Machajski

Czytaj także: