TVN24 | Polska

Dziewięciu górników zginęło, siedmiu nie udało się odnaleźć. Związkowcy: kiedy doszło do wybuchu, nie powinni już pracować

TVN24 | Polska

Autor:
bż/
tam
Źródło:
TVN24 Łódź
Związkowcy: w momencie wybuchu, górnicy nie powinni już pracować na dole
Związkowcy: w momencie wybuchu, górnicy nie powinni już pracować na doleTVN24
wideo 2/17
TVN24 ŁódźZwiązkowcy: w momencie wybuchu, górnicy nie powinni już pracować na dole

Temperatura w kopalni Pniówek kilka dni przed wybuchem przekraczała 28 stopni Celsjusza, dlatego dniówkę górników skrócono z ośmiu do sześciu godzin. - Do eksplozji doszło po północy, czyli już po tym, kiedy górnicy powinni skończyć pracę - podkreślają związkowcy z Sierpnia'80. Przedstawiciele kopalni podkreślają, że sprawa zostanie dokładnie sprawdzona, ale przestrzegają przed przedwczesnym wyciąganiem wniosków. I wskazują, że przy odpowiedniej organizacji pracy, dniówka wcale nie musi być skracana do sześciu godzin. W wyniku eksplozji życie straciło dziewięć osób, siedmiu innych mężczyzn ciągle nie zostało odnalezionych.

Pięć dni przed katastrofą w kopalni Pniówek wprowadzono pierwszy stopień zagrożenia klimatycznego, co oznaczało, że górnicy pod powierzchnią mieli spędzać nie osiem, tylko sześć godzin.

- Zarządzenie kierownictwa zostało wprowadzone w związku z wysoką temperaturą pod powierzchnią. Jest wprowadzane, kiedy w jakimś miejscu przekracza ona 28 stopni Celsjusza - relacjonuje Jerzy Korczyński, reporter TVN24 zajmujący się sprawą.

Górnicy ze związku zawodowego Sierpień'80 pokazali dokument datowany na 15 kwietnia z zarządzeniem, które - zdaniem związkowców - mogło mieć kluczowy wpływ na rozmiary tragedii. Według skróconego czasu pracy, górnicy w 16 miejscach kopalni powinni przestać wykonywać swoje obowiązki o północy. W tym przy ścianie N-6, gdzie 12 minut później doszło do tragedii.

Czytaj też: Związkowcy chcą gwarancji bezpieczeństwa dla górników, którzy będą zeznawać w sprawie katastrof w kopalniach

- Związkowcy podkreślają, że osoby pracujące w kopalni nie powinny wykonywać swoich obowiązków, tylko być w gotowości na wyjazd na powierzchnię - opisuje reporter TVN24.

Związkowcy kopię decyzji zastępcy kierownika ruchu kopalni w sprawie skróconego czasu pracy pokazali dziennikarzom oraz wysłali do wicepremiera Jacka Sasina.

Kopalnia: organizacja pracy do sprawdzenia

Do zarzutów podnoszonych przez związki zawodowe odniósł się Tomasz Siemieniec z zespołu komunikacji Jastrzębskiej Spółki Węglowej. W opublikowanym we wtorek oświadczeniu zaznaczył, że we wszystkich kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej jest "wiele miejsc, w których ze względu na temperaturę obowiązuje skrócony czas pracy".

"W ścianie N-6 występowały miejsca (nie cały rejon) ze skróconym czasem pracy. Przy odpowiedniej organizacji pracy, żadnej osobie pracującej w ścianie N-6 nie przysługiwałby skrócony czas pracy" - czytamy w oświadczeniu JSW.

Tomasz Siemieniec podkreśla, że za organizację pracy w ścianie odpowiada sztygar bądź przodowy.

"Jak została zorganizowana praca w ścianie N-6 w dniu katastrofy, ustali Okręgowy Urząd Górniczy w Rybniku oraz prokuratura" - zaznaczył przedstawiciel spółki zarządzającej kopalnią.

Dziewięć osób zginęło, siedmiu nie udało się odnaleźć

20 kwietnia w należącej do JSW kopalni Pniówek w Pawłowicach doszło do wybuchów metanu. W wyniku katastrofy zginęło dziewięć osób - to górnicy i ratownicy górniczy, którzy po pierwszym wybuchu ruszyli na pomoc poszkodowanym. Cztery osoby zginęły w kopalni, pięć kolejnych zmarło, mimo wysiłków lekarzy, w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, w tym jedna tuż po przyjęciu do szpitala.

Siedmiu osób dotąd nie odnaleziono. Ze względu na ekstremalnie trudne warunki pod ziemią, zagrożony rejon, gdzie pozostali górnicy, został otamowany. 2 maja akcję ratowniczą formalnie zakończono.

Wszyscy zmarli w CLO poszkodowani z Pniówka mieli bardzo rozległe i głębokie oparzenia zewnętrzne oraz oparzenia dróg oddechowych.

W Zofiówce zginęło 10 górników

Trzy dni po wypadku w Pniówku, w sobotę 23 kwietnia doszło do katastrofy w innej kopalni JSW - Zofiówka w Jastrzębiu-Zdroju. W wyniku silnego wstrząsu i wypływu metanu zginęło 10 pracowników. Ostatnią ofiarę wydobyto na powierzchnię po czterech dobach akcji ratowniczej. Przyczyny i okoliczności obu tragedii wyjaśniają specjalne komisje powołane przez prezesa Wyższego Urzędu Górniczego, a także prokuratura - pod kątem art. 163 i 220 Kodeksu karnego.

Czytaj też: Śledztwo w sprawie katastrofy w kopalni Zofiówka. "Sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób"

Jak wynika z przyjętej przy wszczęciu śledztwa kwalifikacji, chodzi o nieumyślne sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach w postaci wybuchu, które skutkowało śmiercią. Art. 220 Kk mówi natomiast o niedopełnieniu obowiązków w zakresie bhp i narażeniu w ten sposób pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Zaślepka materiału TVN24GO
TVN24 na żywo - oglądaj w TVN24 GO
Materiał jest częścią serwisu TVN24 GO

Autor:bż/ tam

Źródło: TVN24 Łódź

Pozostałe wiadomości