"Blue taxi" po policyjnej imprezie?

 
Afera w mazowieckiej policji
Źródło zdj. gł.: TVN24
Funkcjonariusz policji zostawił niepilnowany magazyn broni pod Warszawą, aby rozwieźć do domów pijanych przełożonych - twierdzi "Rzeczpospolita". Policjanci oficjalnie zaprzeczają, by taka sytuacja miała miejsce. Trwa postępowanie wyjaśniające.

Po imprezie karnawałowej 4 marca w Górze Kalwarii dwóch policjantów ze Stołecznego Wydziału Doskonalenia Zawodowego wezwało swojego podwładnego, dyżurnego z tego wydziału, by odwiózł ich do domów - opisuje sytuację "Rz", powołując się na anonimowego informatora.

"Darmowy szofer"

Wydarzenie miało miejsce koło północy. Policjant, aby spełnić polecenie przełożonych, miał zostawić bez opieki ośrodek szkolenia w Tomicach pod Piasecznem, gdzie znajduje się m.in. dobrze zaopatrzony magazyn broni.

Nie ma pewności, czy kogoś odwiózł do domu, bo sami policjanci zaprzeczają - podkreśla "Rz". Jeden z funkcjonariuszy mówi jedynie, że poprosił o podstawienie samochodu. Z informacji gazety wynika, że do podwiezienia do domu doszło.

- Ci panowie potraktowali podwładnych, jak darmowych szoferów na posyłki - mówi "R" osoba z policji.

Obecnie trwa postępowanie wyjaśniające. Stanowisko stracił już z-ca Naczelnika Wydziału Doskonalenia Zawodowego Komendy Stołecznej Policji.

Źródło: PAP, "Rzeczpospolita"

Czytaj także: