Ambasador "na patelni"

TVN24

Aktualizacja:
TVN24Ambasador w Kabulu nie był chroniony?

Funkcjonariusze BOR nielegalnie chronili Jacka Najdera - polskiego ambasadora w Afganistanie. Chroniona była jedynie ambasada. Jemu samemu na ulicach Kabulu ochrona BOR nie przysługiwała, bo MSZ nie wystąpiło o nią do MSWiA - pisze "Dziennik".

Jak pisze gazeta, ochrona polskiej ambasady w Kabulu przypomina teatr absurdu. Nie są spełnione podstawowe wymogi bezpieczeństwa: placówka mieści się w najwyższym budynku w okolicy, bo taki wybrało Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Nie jest chroniona betonowymi zaporami przed wjazdem samochodu wypełnionego ładunkami wybuchowymi, a ambasador mieszka na ostatnim piętrze, które z łatwością można ostrzelać z granatnika. W dodatku zarówno dyplomacie, jak i funkcjonariuszom BOR, którzy chronią budynek, nie przydzielono samochodów opancerzonych ani nie wydano odpowiedniego uzbrojenia.

Polski ambasador w Kabulu Jacek Najder przez wiele miesięcy nie miał ochrony osobistej, gdyż MSZ nie wystąpiło do MSWiA z formalnym wnioskiem w tej sprawie. Doprowadziło to do sytuacji, gdy czterej funkcjonariusze BOR mieli zajmować się wyłącznie budynkiem. Jeżeli dyplomata poruszał się po ulicach Kabulu, spotykał się w terenie z lokalnymi politykami lub polskimi wojskowymi, tam ochrona już mu nie przysługiwała. Jako ambasador musiał jednak wykonywać swoje obowiązki. Prosił więc o pomoc funkcjonariuszy BOR. Pomagali mu, owszem, tyle że... nielegalnie. - Gdyby jednak któremuś z nas coś się stało, do końca życia nie wytłumaczyli byśmy się przed prokuratorem z tego, co robiliśmy na ulicach Kabulu. Nam nie wolno było tam działać i przebywać - mówi jeden z funkcjonariuszy, który kilka tygodni temu wrócił z Afganistanu.

- Przygotowujemy wyjaśnienia w tej sprawie, ale muszę zaznaczyć, że takie sprawy jak ochrona osobista należą do sfery informacji niejawnych - mówi Alicja Rakowska, naczelnik wydziału prasowego MSZ.

Według "Dziennika" dopiero po zamachu na ambasadora Edwarda Pietrzyka w Iraku, MSZ i MSWiA otrząsnęły się z letargu. Kilka tygodni po tym wydarzeniu do ochrony ambasadora Najdera w Kabulu skierowano grupę komandosów GROM. Tego faktu nikt oficjalnie jednak nie potwierdza.

Źródło: Dziennik