Reporter "Superwizjera" Michał Fuja komentował w TVN24 ponowne doprowadzenie Romana Ż. do prokuratury. Opowiedział przy tym historię związaną z Ż. z czasów przygotowywania pierwszego reportażu "Superwizjera" o giełdzie kryptowalut wspólnie z Patrykiem Szczepaniakiem.
Jak mówił, poznali Ż. już siedem lat temu. - Wtedy już wiedzieliśmy, że Roman Ż. jest osobą, która może stać za giełdą i próbowaliśmy z nim porozmawiać - powiedział.
Fuja: Ż. najwyraźniej zlecił swojemu pracownikowi staranowanie nas
- Czekaliśmy w okolicy jego miejsca zamieszkania, żeby sprawdzić, czy on tam mieszka, żeby z nim po prostu porozmawiać. I wtedy nieoczekiwanie, z olbrzymią prędkością wjechał w nas samochód dostawczy - mówił Fuja. - Wyszedł z niego młody chłopak, który twierdził, że to wszystko było przypadkowe - dodał.
- Natomiast jak się później okazało, był to pracownik Romana Ż. I jak później też ustaliła prokuratura, chwilę wcześniej rozmawiał przez telefon właśnie z Romanem Ż. - relacjonował reporter "Superwizjera".
Powiedział, że ze śledztwa prokuratury wynikało, że Ż. "widział nas na swoich kamerach, których wokół jego posiadłości jest cała masa". - Najwyraźniej zlecił swojemu pracownikowi staranowanie nas - dodał. Fuja przekazał, że ta historia nie zakończyła się skazaniem żadnej osoby.
Michał Fuja o tym, kim jest Roman Ż.
Fuja mówił, że Ż. "to jest człowiek, który od początku stał za giełdą, od początku kierował Sylwestrem (Suszkiem), on te pieniądze w tę giełdę wsadził". - Nie mógł oficjalnie występować w dokumentach spółki, nie mógł oficjalnie występować w rejestrach, ponieważ już na tym etapie miał osiem prawomocnych wyroków sądów w różnych częściach Polski, czy to za sutenerstwo, czy za rozboje, czy za wprowadzanie fałszywych pieniędzy do obrotu - tłumaczył.
- Równolegle toczyły się też w kilku prokuraturach postępowania dotyczące przestępstw VAT-owskich na karuzelowym obrocie różnymi towarami - relacjonował reporter "Superwizjera". - Chodziło o to, że sieć spółek pana Romana handlowała między sobą na przykład drewnem egzotycznym. To drewno fikcyjnie wyjeżdżało za granicę, rozliczany był VAT, VAT wracał do pana Romana, a w Czechach już tego VAT-u nikt nie płacił, spółka znikała - tłumaczył.
Ż. po drugim przesłuchaniu w prokuraturze usłyszał zarzuty. Według relacji jego obrońcy, ma też być kierowany wniosek o tymczasowe aresztowanie. Ż. został zatrzymany, gdyż - jak tłumaczył minister sprawiedliwości Waldemar Żurek - chciał zbiec do Chin.