Według ustaleń Prokuratury Regionalnej w Lublinie, w okresie od 1 września do 6 października 2014 roku w Białymstoku Adam Andruszkiewicz "kierował podrobieniem przez inne osoby dokumentów w postaci list osób udzielających poparcia kandydatom zgłaszanym przez Komitet Wyborczy Ruch Narodowy".
Andruszkiewicz pełnił wówczas funkcję lidera Młodzieży Wszechpolskiej i - zdaniem śledczych - przetwarzał także bezprawnie dane osobowe, dopuszczając się nadużycia w sporządzaniu list w okręgu wyborczym nr 3 do Sejmiku Województwa Podlaskiego.
Zdaniem śledczych "dopuścił się nadużycia w sporządzaniu list z podpisami obywateli zgłaszających kandydatów w wyborach samorządowych zarządzonych na dzień 16 listopada 2014 roku".
Jak wynika z ustaleń prokuratury, w toku śledztwa przesłuchano 1596 świadków i otrzymano 59 opinii biegłych z zakresu badania pisma ręcznego. Weryfikacja autentyczności dotyczyła łącznie 1761 podpisów. Te liczne opinie nie potwierdziły jednak, by Andruszkiewicz sam, własnoręcznie fałszował podpisy.
Polityk nie przyznał się w środę do winy. Grozi mu do pięciu lat więzienia.
Komunikat w tej sprawie wydała później też Prokuratura Regionalna w Lublinie.
"Składaliśmy fałszywe podpisy"
Kluczowym dowodem przeciwko Andruszkiewiczowi są zeznania, a potem wyjaśnienia Pawła P. - młodego człowieka, który w 2014 roku związał się z Młodzieżą Wszechpolską. Paweł P. konsekwentnie, przez lata na początku śledztwa jako świadek, a później już jako podejrzany, opowiadał w trakcie protokołowanych przesłuchań, jak według niego wyglądał proceder fałszowania podpisów, w którym brał udział, gdy miał 18 lat.
"Nie było nas tam dużo, może 5-6 osób. Dowodzili tam Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. Oni się kumplowali blisko. Na ekranach monitorów były zeskanowane listy z danymi osób. Były to listy z innych wyborów, tak mi się przynajmniej wydaje. Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. mówili obecnym, że mają przepisywać dane osób z monitorów do pustych arkuszy list poparcia w wyborach samorządowych. Te listy były absolutnie puste. Listy leżały na stole. W listach wpisywaliśmy imiona i nazwiska, adresy i numery PESEL osób, których dane były w listach na monitorach komputerów. Po wypełnieniu list wymienialiśmy się nimi i składaliśmy fałszywe podpisy (...)" - czytamy w zapisie zeznań Pawła P.
Prokuratura o zeznaniach Pawła P.
Teraz lubelska Prokuratura Regionalna potwierdza, że zeznania, a następnie wyjaśnienia Pawła P. są rzetelne. Zdaniem śledczych przez cały okres postępowania ten podejrzany "wskazywał na udział Adama A. w procederze podrabiania podpisów". Prokuratura podkreśla, że Paweł P. swoją wersję podtrzymał także w trakcie bezpośredniej konfrontacji z Andruszkiewiczem. Śledczy twierdzą, że wyjaśnienia Pawła P. znajdują potwierdzenie w pozostałym materiale dowodowym, w tym w opiniach biegłych.
Reporterzy "Superwizjera" także spytali Pawła P., czy widział, jak Andruszkiewicz kieruje procederem. - Ja powiedziałem w prokuraturze to, co trzeba. Prawdę trzeba mówić, tak? I tyle - odpowiedział.
Andruszkiewicz: nic nikomu nie kazałem
Po wizycie w prokuraturze Andruszkiewicz zamieścił wpis na X. "12 lat szczegółowego śledztwa, kilkanaście opinii grafologicznych i wbrew oszczerstwom medialnym - zarzutów o fałszowanie podpisów brak" - napisał.
"Jednak na potrzeby polityczne uznano, że jakiś zarzut musi być - zarzucono mi zatem, że rzekomo 'kazałem to zrobić'" - czytamy.
Zdaniem wiceszefa KPRP i posła PiS dodał: "Otóż nic nikomu nie kazałem, a ten zarzut to wyssana z palca bajeczka użyta dziś jako polityczna pałka. Obalę tę kłamliwą tezę, podobnie jak tę, że niby osobiście fałszowałem podpisy".
Autorka/Autor: Maciej Duda, Łukasz Ruciński
Źródło: "Superwizjer"
Źródło zdjęcia głównego: Albert Zawada/PAP