Miał podrabiać podpisy pod listami wyborczymi. Andruszkiewicz wezwany na przesłuchanie

Poseł Adam Adruszkiewicz był w rządzie PiS wiceministrem cyfryzacji
"Wiceminister i sfałszowane podpisy" - pierwsza część reportażu
Źródło: Superwizjer TVN
Adam Andruszkiewicz, wiceszef Kancelarii Prezydenta RP i poseł PiS, został wezwany do prokuratury na przesłuchanie w charakterze podejrzanego. Chodzi o sprawę z 2014 roku, kiedy polityk - wówczas szef Młodzieży Wszechpolskiej na Podlasiu - mógł według prokuratury podrabiać podpisy pod listami poparcia kandydatów MW w wyborach do sejmiku województwa. Śledztwo w tej sprawie toczy się od dwunastu lat.

Informację o wezwaniu Andruszkiewicza (szczegółowo opisał wezwanie na swoim profilu na X) na przesłuchanie w charakterze podejrzanego potwierdziła w rozmowie z tvn24.pl prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Śledztwo, w którym obecny minister kancelarii prezydenta usłyszy zarzuty, jest prowadzone w sprawie podejrzenia fałszowania podpisów w 2014 roku pod listami poparcia kandydatów Młodzieży Wszechpolskiej w wyborach do podlaskiego Sejmiku. Andruszkiewicz był wtedy szefem MW na Podlasiu, a w latach 2015 - 2016 szefem ogólnopolskim.

Oświadczenie Adama Andruszkiewicza

Polityk opublikował w mediach społecznościowych obszerne oświadczenie w tej sprawie. Twierdzi w nim między innymi, że przez cały czas trwania śledztwa "nie przedstawiono żadnych konkretnych dowodów na potwierdzenie tej fałszywej tezy". Oraz że cała sytuacja jest dla niego trudna i krzywdząca.

"Po wielu latach intensywnych działań prokuratury nie usłyszałem żadnych konkretnych zarzutów. Nagle jednak, po dwunastu latach od wydarzeń, zdecydowano się na wezwanie mnie do prokuratury w charakterze podejrzanego. Od początku postępowania pozostaję do pełnej dyspozycji prokuratury. Stawiałem się na każde wezwanie organu prowadzącego postępowanie – niezależnie od tego, kto w danym okresie kierował prokuraturą. Wielokrotnie pobierano ode mnie próbki pisma i uczestniczyłem we wszystkich czynnościach, o które mnie proszono, w żaden sposób nie opóźniając śledztwa. Robiłem to dlatego, że nie mam nic do ukrycia i od samego początku wiedziałem, że jestem niewinny" – twierdzi Andruszkiewicz. Dodaje też, że jego niewinność jest udowadniania przez "kolejne opinie grafologiczne", prawdopodobnie mając na myśli opinie grafoskopijne/pismoznawcze.

Polityk stwierdził w swoim oświadczeniu, że wezwanie go na przesłuchanie w charakterze podejrzanego jest "oczywistym aktem politycznej zemsty za jego zaangażowanie oraz wpisuje się w szerszy plan nieustannych ataków obecnego układu rządzącego na Kancelarię Prezydenta RP". Zadeklarował, że jest do pełnej dyspozycji wymiaru sprawiedliwości.

Poparcie dla Andruszkiewicza w komentarzach pod wpisem wyrazili między innymi Dariusz Matecki, Monika Pawłowska i wicerzecznik PiS Mateusz Kurzejewski.

12 lat śledztwa

Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest od 2014 roku. Najpierw przez jedną z białostockich prokuratur rejonowych, a ostatecznie trafiło do Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

Chodzi o podejrzenie masowego fałszowania podpisów pod listami poparcia kandydatów Młodzieży Wszechpolskiej (startowali z Komitetu Wyborczego Wyborców Ruch Narodowy) do podlaskiego sejmiku w wyborach samorządowych w 2014 roku. Młodzieżą Wszechpolską na Podlasiu kierował wtedy dzisiejszy poseł PiS Adam Andruszkiewicz (od marca 2015 roku do lipca 2016 roku był szefem całej Młodzieży Wszechpolskiej).

Poseł Adam Andruszkiewicz był w rządzie PiS wiceministrem cyfryzacji
Poseł Adam Andruszkiewicz był w rządzie PiS wiceministrem cyfryzacji
Źródło: Radek Pietruszka/PAP

Wyjaśnienia podejrzanego obciążają posła

W lutym 2019 roku w TVN24 ukazał się reportaż "Superwizjera", z którego wynikało, że Andruszkiewicza obciążają zeznania jego dawnego współpracownika - Pawła P., byłego członka Młodzieży Wszechpolskiej, który przyznał się do winy, twierdząc że gdy brał udział w procederze fałszowania podpisów miał zaledwie 18 lat.

Reporterzy "Superwizjera" dotarli do zapisu wyjaśnień Pawła P. Wynika z nich, że Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. mówili obecnym (jak stwierdził, Paweł P., w pomieszczeniu było może pięć-sześć osób), że mają przepisywać dane osób z monitorów komputerów do pustych arkuszy list poparcia.

"Te listy były absolutnie puste. Listy leżały na stole. W listach wpisywaliśmy imiona i nazwiska, adresy i numery PESEL osób, których dane były w listach na monitorach komputerów. Po wypełnieniu list wymienialiśmy się nimi i składaliśmy fałszywe podpisy. Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. też to robili. Robili to wszyscy. Trwało to parę godzin. Bądźmy szczerzy, było to z głupoty. (W tym momencie podejrzany płacze – zanotował prokurator). Z tymi ludźmi już nie utrzymuję kontaktów" – zeznał Paweł P.

Zarzuty również dla bliskiego współpracownika Andruszkiewicza

Dzień po emisji reportażu "Superwizjera" minister Andruszkiewicz (był wtedy wiceministrem cyfryzacji w rządzie PiS) zapewniał w oświadczeniu: "(...) nigdy nie fałszowałem, ani nie kazałem fałszować podpisów, a rzekome oskarżenie mnie przez jednego z podejrzanych jest nieprawdziwe, co w razie konieczności udowodnię przed sądem".

Oprócz Pawła P. zarzuty w sprawie fałszowania podpisów usłyszał też (wspominany przez Pawła P. w wyjaśnieniach) w 2025 roku Wojciech N. W 2014 roku - jak podawał "Superwizjer" - był bliskim współpracownikiem Andruszkiewicza.

ZOBACZ TEŻ: Jak idzie rozliczenie willi plus? "To ośmiesza instytucje publiczne"

TVN24 HD
Dowiedz się więcej:

TVN24 HD

Czytaj także: