Obrońcy praw zwierząt i zainteresowanie mediów doprowadziły do zamknięcia patoschroniska w Sobolewie. Ile jest podobnych placówek w Polsce? Jak wygląda proces kontroli tych miejsc? O tym dyskutowali goście Marty Klos podczas debaty w TVN24+. - Jestem przerażona, że dopiero teraz się o tym mówi, bo to jest sprawa wiadoma. Od kilkudziesięciu lat staramy się uzmysłowić rządzącym, że sytuacja nie może tak wyglądać, bo to nie schroniska są patologiczne, a sytuacja zwierząt - mówiła Dorota Sumińska (lekarka weterynarii, publicystka, działaczka, obrończyni praw zwierząt). Stwierdziła, że w Polsce za znęcanie się nad zwierzętami dostaje się pieniądze. - Jest tak, dlatego że ci, którzy zakładali schroniska, zorientowali się, że na tym naprawdę można zbić niezłe pieniądze. Im więcej zwierząt, tym więcej pieniędzy, więc jeśli zwierzęta się nie mieściły w schronisku, to dobudowywano coś prowizorycznie i wpychano tam te zwierzęta - wyjaśniła Sumińska. Zdaniem Tadeusza Wypycha (Fundacja Koteria, szef Biura Ochrony Zwierząt) "komercyjne schroniska pełnią rolę rakarni". - Gmina ma obowiązek umieszczać bezdomne zwierzęta w schroniskach, przy czym nie jest uregulowane, co ma się dziać z tymi zwierzętami dalej. Jesteśmy na poziomie prawa średniowiecznego - tłumaczył Wypych. Joanna Rubin-Sobolewska (tvn24.pl) zaznaczyła, że głównym sposobem zarobkowania właścicieli schronisk są pieniądze z gmin, jednak często są oni również radnymi albo mają dodatkowe działalności gospodarcze. - To sprawia, że do ich budżetu trafia ogromna ilość pieniędzy, ale mają też wpływ na lokalną społeczność - powiedziała Rubin-Sobolewska.