Walizki ciągnięte po klatkach schodowych, skrytki z kluczami przyklejone do elewacji i niekończąca się rotacja obcych osób w blokach.
Najem krótkoterminowy już dawno przestał być w Polsce niszowym sposobem na dorobienie do pensji. Jako turyści sami chętnie rezerwujemy takie mieszkania podczas wakacji - nierzadko są tańsze, wygodniejsze i lepiej położone niż hotele.
Ta wygoda ma jednak swoją cenę. W wielu europejskich miastach najem krótkoterminowy stał się symbolem rosnących cen mieszkań i wypychania mieszkańców z centrów miast.
- Analizy dotyczące warszawskiej Woli pokazywały, że nawet 70 procent nowych mieszkań było kupowanych z myślą o najmie krótkoterminowym - mówi w rozmowie z TVN24+ przedstawiciel ruchu miejskiego Miasto Jest Nasze Mikołaj Paja.
Dla właścicieli to jednak często prosta kalkulacja. Wynajmując mieszkanie turystom, można zarobić nawet kilkukrotnie więcej niż na tradycyjnym najmie. Według analizy ekspertów z Uniwersytetu Warszawskiego typowa oferta najmu krótkoterminowego przynosiła też w 2023 roku o 70 proc. wyższe przychody niż przed pandemią.
Państwo przez lata praktycznie nie kontrolowało rynku apartamentów na doby. Teraz próbuje to nadgonić regulacjami.
Od środy 20 maja w całej Unii Europejskiej obowiązuje rozporządzenie dotyczące najmu krótkoterminowego. Problem w tym, że Polska nadal nie ma ustawy, która pozwalałaby realnie wdrożyć nowe przepisy. Rządowy projekt w tej sprawie od kilku miesięcy jest na etapie konsultacji. W efekcie unijne regulacje formalnie już obowiązują, ale system ich egzekwowania w praktyce nadal nie istnieje.
Najem bez przepisów. "Chaos"
- Polska nadal nie ma ustawy, która dawałaby narzędzia do egzekwowania unijnego rozporządzenia. Efekt? Chaos i ogromna niepewność na rynku - mówi w rozmowie z TVN24+ Grzegorz Żurawski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego.