Wyrok, wydany we wtorek przez Sąd Apelacyjny w Poznaniu, jest już prawomocny. Sąd, wydając orzeczenie, zastrzegł, że Błażej K. będzie mógł ubiegać się o warunkowe, przedterminowe zwolnienie z odbywania reszty kary dopiero po co najmniej 35 latach.
Paczka wybuchła w kuchni
19 grudnia 2022 r. we wsi Siecieborzyce przed domem, w którym wraz z dwojgiem dzieci i rodzicami mieszkała wówczas 31-letnia Urszula, ktoś zostawił pakunek wyglądający jak dostarczony przez kuriera. Kobieta zabrała paczkę do domu. Kiedy w kuchni ją otwierała, doszło do silnej eksplozji. W wybuchu ciężko ranna, a ostatecznie poważnie okaleczona została 31-latka, a dwoje jej dzieci doznało poważnych obrażeń.
Sprawcą okazał się partner i ojciec jednego z dzieci kobiety - Błażej K. Mężczyzna został oskarżony o usiłowanie zabójstwa pięciu osób z użyciem materiałów wybuchowych oraz spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu byłej partnerki i jej dwojga dzieci, w tym swojego syna.
Pierwszy wyrok - 25 lat więzienia
W marcu tego roku Sąd Okręgowy w Zielonej Górze skazał Błażeja K. na 25 lat więzienia, uznając go za winnego zarzucanych mu czynów.
Apelację od tego wyroku do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu skierowała zarówno prokuratura, pełnomocniczka oskarżycielki posiłkowej, jak i obrońcy oskarżonego.
We wtorek sąd drugiej instancji rozpoznał sprawę i po naradzie wydał prawomocny wyrok, podwyższając wymiar kary do dożywocia.
Sąd nie miał "najmniejszych wątpliwości"
Uzasadniając wyrok, sędzia Henryk Komisarski podkreślił, że sąd I instancji "prawidłowo ocenił wyjaśnienia oskarżonego, nie dając im wiary w tym głównym punkcie związanym z tym, że zaprzeczał on konsekwentnie popełnieniu zarzuconego mu i przypisanego ostatecznie przestępstwa".
Sąd podkreślił, że zebrany w sprawie materiał dowodowy - w tym zeznania świadków, pokrzywdzonych, a także m.in. opinie biegłych - potwierdza, że oskarżony jest sprawcą zarzucanych mu czynów.
- Choć nie ma bezpośrednich dowodów sprawstwa oskarżonego, to zgromadzone poszlaki prowadzą do zamkniętego kręgu logicznego, prowadzącego do wniosku, że sprawcą przestępstwa zarzucanego oskarżonemu był on. I w tym zakresie tak jak i sąd I instancji, tak i sąd apelacyjny nie ma najmniejszych wątpliwości - powiedział sędzia.
Dodał, że oskarżony "jako jedyny miał motyw do takiego postąpienia".
"Był on wręcz wściekły na pokrzywdzoną"
- Od dłuższego czasu wyrażał swoje głębokie niezadowolenie z działań pokrzywdzonej, a także jej rodziny. Tłem oczywiście było ich rozstanie, ale w szczególności walka o sprawowanie opieki nad małoletnim synem. Oskarżony w efekcie został pozbawiony tej władzy. Ustalono też zasady jego widzeń z małoletnim dzieckiem w obecności kuratora. Te rozstrzygnięcia absolutnie oskarżonego nie zadowalały. Wyrażał on swoje niezadowolenie, ale w szczególności nienawiść; tak do samej pokrzywdzonej, jak i do wszystkich tych, którzy jego zdaniem przyczynili się do takiego właśnie rozstrzygnięcia - podkreślił sędzia.
Sąd przywołał w tym miejscu m.in. treść SMS-ów, a także pism procesowych, które - jak wskazał - "jednoznacznie wskazują na to, że był on wręcz wściekły na pokrzywdzoną i to z nią utożsamiał, przede wszystkim z nią, wszystkie klęski, które go spotkały"
"Jest człowiekiem bardzo niebezpiecznym, agresywnym, mściwym"
W uzasadnieniu sędzia wskazał także na przygotowanie oskarżonego do popełnienia przestępstwa. Przypomniał, że gromadził on różnego rodzaju materiały pirotechniczne.
- Licząc co najmniej od końca września 2022 r., (jego zachowanie - red.) wskazuje na to, że powstał w jego głowie zamysł skonstruowania bomby, która miała posłużyć mu do pozbawienia życia pokrzywdzonej, ale też z zamiarem ewentualnym (…) również innych osób - powiedział.
Odnosząc się do wymiaru kary orzeczonej oskarżonemu, sędzia podkreślił, że wymierzona przez sąd I instancji kara 25 lat więzienia jest w realiach tej sprawy karą zbyt łagodną. Wskazał, że opinie biegłych psychiatrów i psychologów wskazują jednoznacznie, że - mówił sędzia - jest on osobą, która jest bardzo zapatrzona w siebie, która dominuje, która nie znosi sprzeciwu i która jest osobą bardzo agresywną, skorą do używania przemocy".
- Wszystko co on zrobił, tak naprawdę, jak przygotował to przestępstwo, zaplanował, zorganizował, to miało doprowadzić do bardzo poważnych skutków. I tylko, można powiedzieć, szczęściu i działaniu stosownych służb zawdzięczamy to, że nikt nie zginął. Ale w polu rażenia było wiele osób, oskarżony zdawał sobie z tego sprawę - mówił sędzia.
Dodał też, że oskarżony "jest człowiekiem bardzo niebezpiecznym, agresywnym, mściwym i sąd apelacyjny podziela poglądy pani prokurator oraz pani pełnomocnik, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że oskarżony po odbyciu kary, gdyby to była kara terminowa, zechciałby dokończyć to, co wcześniej zaczął".