Przed domem byłej partnerki zostawił paczkę z bombą. Skazany na dożywocie

Wybuch paczki w Siecieborzycach. Podejrzany 34-latek zatrzymany
Przed domem byłej partnerki zostawił paczkę z bombą. Prawomocny wyrok dożywocia
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: policja
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Błażej K. spędzi resztę życia w więzieniu. Sąd prawomocnie skazał go na dożywocie za usiłowanie zabójstwa byłej partnerki i dwojga jej dzieci. W grudniu 2022 roku we wsi Siecieborzyce (Lubuskie) mężczyzna podłożył przed ich domem paczkę z bombą własnej konstrukcji.

Wyrok, wydany we wtorek przez Sąd Apelacyjny w Poznaniu, jest już prawomocny. Sąd, wydając orzeczenie, zastrzegł, że Błażej K. będzie mógł ubiegać się o warunkowe, przedterminowe zwolnienie z odbywania reszty kary dopiero po co najmniej 35 latach.

Paczka wybuchła w kuchni

19 grudnia 2022 r. we wsi Siecieborzyce przed domem, w którym wraz z dwojgiem dzieci i rodzicami mieszkała wówczas 31-letnia Urszula, ktoś zostawił pakunek wyglądający jak dostarczony przez kuriera. Kobieta zabrała paczkę do domu. Kiedy w kuchni ją otwierała, doszło do silnej eksplozji. W wybuchu ciężko ranna, a ostatecznie poważnie okaleczona została 31-latka, a dwoje jej dzieci doznało poważnych obrażeń.

Sprawcą okazał się partner i ojciec jednego z dzieci kobiety - Błażej K. Mężczyzna został oskarżony o usiłowanie zabójstwa pięciu osób z użyciem materiałów wybuchowych oraz spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu byłej partnerki i jej dwojga dzieci, w tym swojego syna.

Pierwszy wyrok - 25 lat więzienia

W marcu tego roku Sąd Okręgowy w Zielonej Górze skazał Błażeja K. na 25 lat więzienia, uznając go za winnego zarzucanych mu czynów.

Apelację od tego wyroku do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu skierowała zarówno prokuratura, pełnomocniczka oskarżycielki posiłkowej, jak i obrońcy oskarżonego.

We wtorek sąd drugiej instancji rozpoznał sprawę i po naradzie wydał prawomocny wyrok, podwyższając wymiar kary do dożywocia.

Sąd nie miał "najmniejszych wątpliwości"

Uzasadniając wyrok, sędzia Henryk Komisarski podkreślił, że sąd I instancji "prawidłowo ocenił wyjaśnienia oskarżonego, nie dając im wiary w tym głównym punkcie związanym z tym, że zaprzeczał on konsekwentnie popełnieniu zarzuconego mu i przypisanego ostatecznie przestępstwa".

Sąd podkreślił, że zebrany w sprawie materiał dowodowy - w tym zeznania świadków, pokrzywdzonych, a także m.in. opinie biegłych - potwierdza, że oskarżony jest sprawcą zarzucanych mu czynów.

- Choć nie ma bezpośrednich dowodów sprawstwa oskarżonego, to zgromadzone poszlaki prowadzą do zamkniętego kręgu logicznego, prowadzącego do wniosku, że sprawcą przestępstwa zarzucanego oskarżonemu był on. I w tym zakresie tak jak i sąd I instancji, tak i sąd apelacyjny nie ma najmniejszych wątpliwości - powiedział sędzia.

Dodał, że oskarżony "jako jedyny miał motyw do takiego postąpienia".

"Był on wręcz wściekły na pokrzywdzoną"

- Od dłuższego czasu wyrażał swoje głębokie niezadowolenie z działań pokrzywdzonej, a także jej rodziny. Tłem oczywiście było ich rozstanie, ale w szczególności walka o sprawowanie opieki nad małoletnim synem. Oskarżony w efekcie został pozbawiony tej władzy. Ustalono też zasady jego widzeń z małoletnim dzieckiem w obecności kuratora. Te rozstrzygnięcia absolutnie oskarżonego nie zadowalały. Wyrażał on swoje niezadowolenie, ale w szczególności nienawiść; tak do samej pokrzywdzonej, jak i do wszystkich tych, którzy jego zdaniem przyczynili się do takiego właśnie rozstrzygnięcia - podkreślił sędzia.

Sąd przywołał w tym miejscu m.in. treść SMS-ów, a także pism procesowych, które - jak wskazał - "jednoznacznie wskazują na to, że był on wręcz wściekły na pokrzywdzoną i to z nią utożsamiał, przede wszystkim z nią, wszystkie klęski, które go spotkały"

"Jest człowiekiem bardzo niebezpiecznym, agresywnym, mściwym"

W uzasadnieniu sędzia wskazał także na przygotowanie oskarżonego do popełnienia przestępstwa. Przypomniał, że gromadził on różnego rodzaju materiały pirotechniczne.

- Licząc co najmniej od końca września 2022 r., (jego zachowanie - red.) wskazuje na to, że powstał w jego głowie zamysł skonstruowania bomby, która miała posłużyć mu do pozbawienia życia pokrzywdzonej, ale też z zamiarem ewentualnym (…) również innych osób - powiedział.

Odnosząc się do wymiaru kary orzeczonej oskarżonemu, sędzia podkreślił, że wymierzona przez sąd I instancji kara 25 lat więzienia jest w realiach tej sprawy karą zbyt łagodną. Wskazał, że opinie biegłych psychiatrów i psychologów wskazują jednoznacznie, że - mówił sędzia - jest on osobą, która jest bardzo zapatrzona w siebie, która dominuje, która nie znosi sprzeciwu i która jest osobą bardzo agresywną, skorą do używania przemocy".

- Wszystko co on zrobił, tak naprawdę, jak przygotował to przestępstwo, zaplanował, zorganizował, to miało doprowadzić do bardzo poważnych skutków. I tylko, można powiedzieć, szczęściu i działaniu stosownych służb zawdzięczamy to, że nikt nie zginął. Ale w polu rażenia było wiele osób, oskarżony zdawał sobie z tego sprawę - mówił sędzia.

Dodał też, że oskarżony "jest człowiekiem bardzo niebezpiecznym, agresywnym, mściwym i sąd apelacyjny podziela poglądy pani prokurator oraz pani pełnomocnik, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że oskarżony po odbyciu kary, gdyby to była kara terminowa, zechciałby dokończyć to, co wcześniej zaczął".

Źródło: PAP
Czytaj także: